Bizacki kopnięty w staw skokowy

GKS Tychy w efektownym stylu ograł rywali z Torunia. Zgodnie z terminarzem gospodarzem spotkania miała być Elana.

Działacze drużyny z Torunia poprosili jednak, by mecz zorganizował GKS, bowiem na ich stadionie odbywały się w czasie weekendu Igrzyska Polonijne. Zamiana nie wyszła Elanie na dobre. - GKS obnażył nasze słabości, pokazał, ile jesteśmy warci - smucił się trener gości Wiesław Borończyk.

Tyszanie dominowali od pierwszych minut. Pomysłowe szybkie akcje raz za razem siały zamieszanie w defensywie rywala. - To już nie jest ten sam zespół co w poprzednim sezonie - zauważył trener Mirosław Smyła, którego cieszy rywalizacja wśród napastników. Jak tylko Łukasz Wesecki dostrzegł, że jego zmiennik Mateusz Wróbel jest przygotowany do wejścia na boisko, zaraz strzelił gola. Po chwili jednak i tak usiadł na ławce rezerwowych. - Rywalizacja im służy. Ich forma rośnie - chwalił Smyła. Krzysztof Bizacki zakończył mecz z bramką, ale i z kontuzją. Rywal tak bardzo chciał uniemożliwić "Bizakowi" oddanie celnego strzału, że kopnął go w staw skokowy.

GKS Tychy 3 (2)

Elana Toruń 0

Bramki: 1:0 Mańka (12.), 2:0 Bizacki (26.), 3:0 Wesecki (67.)

GKS: Suchański - Mańka, Masternak, Zadylak, Dębowski - Kasprzyk, Ankowski (59. Odrobiński), Bizacki (46. Furczyk), Babiarz, Żyła (82. Kruk) - Wesecki (67. Wróbel)

Elana: Kryszak - Kowalczyk (69. Janik), Więckowski, Świderek Ż , Wróbel - Rackiewicz, Pilarski, Młodzieniak, Smolarz (46. Zamiatowski) - Kowalski (59. Becker), Charzewski (59. Grube)

Sędziował: Tomasz Radkiewicz (Łódź)

Widzów: 1 500