Marek Cieślak: sprytny, twardy, cwany, idealny na trenera kadry żużlowców

Lider reprezentacji nazywa go ?superfacetem?, chimeryczna gwiazdka torów specjalnie dla niego zapomina o swoich kaprysach. Trener polskich żużlowców, od niedzieli mistrzów świata, stworzył złotą reprezentację, bo z jednej strony jest dla zawodników kumplem Markiem, a z drugiej surowym trenerem Cieślakiem.

Trener w żużlu to dziwna rola. Nie wsiądzie na motocykl, nie pojedzie na torze, by pokazać innym, jak to robić lepiej. To nie szkoleniowiec piłkarski, siatkarski czy opiekun koszykarzy. Wspólnych treningów kadry żużlowców się niemal nie robi, bo w terminarzu nie ma na to czasu. Nie ustala się drużynowej taktyki, bo w sporcie, gdzie jeden wyścig trwa raptem minutę, trudno o zawiłości. Najwięcej w szkoleniowcu żużlowców jest psychologa.

Kiedy w niedzielę polscy żużlowcy zdobyli trzeci raz w historii Drużynowy Puchar Świata, nie chcieli stać na podium sami. Koniecznie z trenerem.

- Trudno znaleźć takiego drugiego superfaceta w polskim żużlu - mówi o Cieślaku Tomasz Gollob. Rune Holta, kapryśny Norweg z polskim paszportem, bez mrugnięcia okiem godzi się na rolę rezerwowego w zespole - wszystko dla szkoleniowca. Cieślak ćwierć wieku temu był wicemistrzem Polski, trzykrotnym finalistą mistrzostw świata. Jako trener wygrywał polską ligę dwa razy, czyli niewiele. Dlaczego więc gwiazdy tak bardzo go cenią?

Jest bezpośredni, chwilami aż do bólu, i zawsze szczery. Potrafi nazwać żużlowców z Torunia "cienkimi Bolkami", by chwilę później jednego z "cienkich Bolków" - Adriana Miedzińskiego - powołać do reprezentacji.

Jako trener lubi iść pod prąd.

Ojca Miedzińskiego zna jeszcze ze wspólnych pojedynków na torze. Torunianin ma niezłe wyniki, ale jest całkowitym debiutantem. Trener poprosił go jedynie, by nie zawiódł. 24-latek jeździł jak natchniony. Cieślak później wypalił: - Były głosy, po co biorę zawodnika tak młodego i niedoświadczonego. Teraz mają odpowiedź.

A po chwili dodał: - Ale oczywiście Adrian nie ustrzegł się kilku błędów.

Wygląda na to, że sprytne zastosowanie metody kija i marchewki dało wyniki. Spryt to charakterystyczna cecha "Polewaczkowego", jak zwą go ligowi konkurenci. Cieślak wsławił się laniem wody na tor tak, że żużlowcy się przewracają - oczywiście z wyjątkiem jego zawodników. Wyróżnia się tym sprytem, mimo że polski żużel nie jest środowiskiem grzecznych chłopców. - Marek Cieślak właśnie pokazał, jak postrzega zasady fair play, o których tak często mówi. A przypominam, że to trener uhonorowany Krzyżem Kawalerskim przez prezydenta. Pewne odznaczenia zobowiązują! - irytował się na Cieślaka kilka lat temu prezes mistrzów Polski z Torunia.

Wówczas powodem było to, że jako trener zespołu Atlasa Wrocław Cieślak zastąpił jednego ze swoich zawodników lepszymi, przedstawiając jego zwolnienie L-4, choć "chory" na nic nie narzekał. Menedżer torunian prosił wtedy dziennikarza, by napisać, iż takie zachowanie to "chamstwo i sk...syństwo".

Dziś Cieślak wita się z prezesem i menedżerem mistrzów kraju bez żalu, a jego klubowa drużyna przyjeżdża na treningi do Torunia na ich zaproszenie.

To też czary Cieślaka - w skłóconym środowisku żużlowym mimo wszystko zjednuje sobie przyjaciół. Po kontrowersyjnych nominacjach do kadry rozgoryczenia pominiętych nie było. Powtarzali oni: - Szanuję decyzję trenera, życzę mu powodzenia i szczęścia.

A po mistrzostwie telefon Cieślaka był długo zajęty. Gratulowali też ci, z którymi był, a może wciąż jest skłócony.