Ćwierkający Tour de France

?Hej, minąłem miejsce, gdzie dziewięć lat temu oświadczyłem się żonie. Leciałem 80 km na godz., nie było czasu na wspomnienia? - pisze kolarz Levi Leipheimer w Twitterze w samym środku morderczego wyścigu

Relacja na żywo z szóstego etapu ?

Twitteromania, zwana w Polsce ćwierkaniem, ogarnęła peleton Tour de France. Krótkie, szybkie wpisy (do 140 znaków) w społecznościowym komunikatorze internetowym zamieszczają kolarskie gwiazdy. A przede wszystkim pogromca raka Lance Armstrong, siedmiokrotny zwycięzca największego wyścigu kolarskiego świata, trzytygodniowej mordęgi przez Alpy i Pireneje. Armstrong po czteroletniej przerwie właśnie wrócił do ścigania się w Tour de France.

Wpisy wielkiego Amerykanina śledzi 1,5 mln osób, choć niełatwo je zrozumieć nie całkiem angielskojęzycznym czytelnikom. Notki w Twitterze kolarskim są bowiem jak rebusy. Na przykład: "Btw, 4 wthr reason gr8 morale 2night" [Przy okazji, z jakiegoś powodu mieliśmy wspaniałe morale dziś wieczorem].

Szaleństwo polega na tym, że kolarze zsiadają z rowerów po 200-250 km ścigania się na śmierć i życie, a już 10 minut później zaczynają wpisywać. Zdarza się, że Armstrong pisze o północy, a potem o ósmej rano. W jego pokoju laptop jest stale na chodzie, bo właściciela ciekawi, co się dzieje na świecie.

Wpisy są różne

Na przykład Leipheimer, kolega Armstronga, jeden z najlepszych w peletonie, cieszy się, że do busu zespołu Astana przed startem etapu w Marsylii przyszli znani aktorzy komediowi Ben Stiller i Christine Taylor. Armstrong pisze, że musiał Stillera zrzucić siłą ze swojego roweru, tak się przyssał i nie chciał zejść. Zresztą to właśnie spowodowało, że zespół spóźnił się na rejestrację przedstartową i naraził się nie tylko na karę - śmieszne 65 euro - ale nawet na pomruki organizatorów, że Międzynarodowa Unia Kolarska musi zwiększyć grzywnę.

Armstrong pisze o wrażeniach z etapu, na przykład: "Gorąco, gorąco, gorąco", pięć minut po pierwszym etapie, gratuluje innym, jak Fabianowi Cancellarze, po zwycięskim prologu, czasem przewiduje zwycięzców etapów - trafnie wskazał Marka Cavendisha. Wścieka się, że we Francji nie mógł oglądać powtórki finału Wimbledonu, gdzie człowiek z jego rodzinnego Austin Andy Roddick walczył z Rogerem Federerem w finale: "Cholera, we Francji nie dają w TV powtórek Wimbledonu! Niebywałe!" (w czasie tenisowego finału kończył etap do Brignoles). I odpowiada czytającym jego Twittera - ostatnio Hiszpanom, kibicom kolegi z zespołu Amerykanina Alberto Contadora. "Lance, postąpiłeś nie fair, uciekając Alberto! Tak się nie robi" - pisze aldureinpe. "Że co?!" - rzuca oburzony Armstrong.

Dotychczas najbardziej poruszające wpisy są autorstwa właśnie Armstronga i Leipheimera.

Pierwszy napisał na mecie prologu, gdy okazało się, że drugie miejsce zajął Czech Roman Kreuziger: "Ścigałem się z jego tatą. Ha, ha". Armstrong na 37 lat - na tym też polega jego fenomen. Jeśli wywalczy pozycję lidera, a jest tuż-tuż, będzie najstarszy w 106-letniej historii Tour de France. Często wskazuje fotoreporterom siwe włosy na skroniach.

Leipheimer wpisał w niedzielę: "Hej, minąłem miejsce, gdzie dziewięć lat temu oświadczyłem się żonie. Leciałem 80 km na godz., nie było czasu na wspomnienia".

Kolarze nie są jedynymi

Tenisista Roddick na Wimbledonie zaproponował kibicom, by zadali mu pytanie, dostał ich 200 tysięcy. Ćwierkają siostry Williams. Na Wimbledonie Serena (młodsza) rozpętała przez Twittera wojnę z zakazem jedzenia w szatni: "Jak to jest?! Wszędzie leżą kitekaty, banany, a nad nimi napis, że nie można jeść! It's ridiculous".

Brytyjczyk Andy Murray, półfinalista Wimbledonu, w poniedziałek napisał, że wreszcie wykupił lekcję jazdy - przez całe tygodnie brytyjskie bulwarówki oburzały się, że taki nowoczesny, a nie ma prawa jazdy. "Spoko! Jeździłem gokartem"- pisze Murray.

Armstrong jest inny. Używa Twittera nie tylko do podtrzymywania zainteresowania własną osobą, ale do celu, który mu przyświeca podczas tego niebywałego powrotu do kolarstwa - walce z rakiem.

Na jego Twitterze przez wiele godzin na czołówce wisi informacja, że 100 procent wpływów ze sprzedaży żółtej opaski LiveStrong - gigantycznej fundacji założonej przez kolarza, gdy sam walczył z rakiem jąder - idzie na Centrum przeciw Rakowi "La Lique".

CZYM JEST TWITTER?

Najkrócej - to mikroskopijny blog umożliwiający publikowanie w sieci wpisów do 140 znaków. Mniej niż SMS, jednak na świecie w to szaleństwo wkręciły się już miliony. Wpis to ćwierknięcie, świergot (z ang. "tweet"), każdy wyświetla się na stronie użytkownika w Twitterze. W sieci Twitter pojawił się w marcu 2006 r. z hasłem "Co teraz robisz?". Wpisy miały być skierowane głównie do znajomych. W praktyce pomysł trzech młodych ludzi z San Francisco uruchomił lawinę. Na Twitterze pisze się nie tylko o tym, że dziecko płacze, szef objechał, a schabowy zaszkodził. Politycy wykorzystują go w kampaniach, jeden z Kościołów odprawiał w nim liturgię Wielkiego Piątku. Prawdziwą siłą Twittera jest błyskawiczna informacja - tu zwoływali się demonstranci po wyborach w Iranie. Stąd większość mediów czerpała - szybciej niż np. z CNN - informacje. Podobnie jak zdjęcia z masakry w Sinkiangu. Twitter w wielu krajach doczekał się swoich klonów - w Polsce to np. Blip.pl albo Flaker.pl

Szmyd po zwycięstwo w Tour de Pologne ?