Pożegnalny mecz Zorana Sretenovicia

Jugosłowiańska sportowa tradycja, nakazuje zakończenie sportowej kariery w klubie gdzie rozegrało się ostatni mecz. Dla Zorana Sretenovicia takim zespołem była ostrowska Stal. W niedzielę 27 stycznia w Ostrowie z udziałem boiskowych przyjaciół i obecnych koszykarzy Degusty rozegrany został pożegnalny mecz niezapomnianego rozgrywającego Stali Ostrów.

Pożegnalny mecz Zorana Sretenovicia

Jugosłowiańska sportowa tradycja, nakazuje zakończenie sportowej kariery w klubie gdzie rozegrało się ostatni mecz. Dla Zorana Sretenovicia takim zespołem była ostrowska Stal. W niedzielę 27 stycznia w Ostrowie z udziałem boiskowych przyjaciół i obecnych koszykarzy Degusty rozegrany został pożegnalny mecz niezapomnianego rozgrywającego Stali Ostrów.

Już na dwa dni przed meczem wiadomo było, że w pożegnalnym spotkaniu Zorana Sretenovicia nie zagra Dino Radja.

- Dino naprawdę chciał zagrać w moim ostatnim meczu, lecz sprawy rodzinne, ciężka choroba jego matki, uniemożliwiła mu przyjazd do Ostrowa - usprawiedliwiał przed pierwszym gwizdkiem sędziego, absencje swojego przyjaciela Zoran Sretenovic. Kibice zgromadzeni w sali przy ulicy Kusocińskiego, słowa Zorana przyjęli ze zrozumieniem, a już za moment rozpoczęli głośno skandować imię Radji.

Wsadowy początek

- Wiadomo było, że żaden z nas nie będzie grał w tym meczu tak jak w lidze. Tu nie o to chodziło - komentował Krzysztof Sidor, który wspólnie z Andrzejem Kowalczykiem, Jackiem Krzykałą, Wojciechem Szawarskim i Rusłanem Bajdakovem przyjechali do Ostrowa prosto z Okęcia po powrocie z meczu Białoruś - Polska.

Pierwsze punkty indywidualnym wejściem pod kosz zdobył nieco grubszy niż podczas gry w zespole Malfarbu, Zoran Stretenović.

- Podczas pracy w Podgoricy i później nie miałem czasu trenować. Dlatego też gdzie niegdzie mogło mi przybyć nieco kilogramów - śmiał się Sretenović. Na punkty Sretenovicia natychmiast odpowiedział Dariusz Parzeński, który ze swojej ,,klepki'' oddał celny rzut. Przez kolejne minuty wynik spotkania oscylował w granicach remisu, a poszczególni koszykarze wykorzystując nieco słabszą obronę upodobali sobie wsadzanie piłki do kosza z góry. Prym w tych popisach wiedli Rusłan Bajdakov i Jerry Hester. Ta dwójka prześcigała się w tym elemencie gry. W 8 minucie zespół Degusty po przepięknym wsadzie Hestera prowadził 16:12.

- Tak jakoś wypadło, że moi koledzy raczyli kibiców efektownymi wsadami piłki do kosza. Na pewno nikt tego nie reżyserował przed meczem - skwitował wyczyny kolegów Sretenović

Czas na ,,trójki''

Po wsadach do kosza nadszedł czas na rzuty zza linii 6,25 metra. Jako pierwszy w drugiej kwarcie celną ,,trójka'' popisał się Mindugas Budzinauskas doprowadzając do remisu 25:25. Od tego momentu poszczególni koszykarze rozpoczęli ,,trójkowy" festiwal. W 14 minucie na parkiecie w zespole Malfarbu, w którym grali goście Zorana, pojawiły się siostry Dydek. Tuż po swoim wejściu najwyższa polska koszykarka , mierząca 213 centymetrów Małgorzata Dydek oddała celny rzut za trzy, po którym Malfarb prowadził 42:27. Już za moment serią celnych rzutów zza linii 6,25 metra popisał się Konstantin Furman, także Zoran Sretenović nie pozostał dłużny rywalom.

- Najpierw za trzy trafił Budzinauskas, później Darnikowski, Małgosia Dydek i Furman. Zatem pomyślałem sobie dlaczego ja bym nie miał tego zrobić - stwierdził Sretenović.

Sidek i Elena

W przerwie meczu rozegrany został nietypowy koszykarski konkurs, polegający na tym że poszczególne dwójki złożone z zawodniczki i zawodnika w przeciągu dwóch minut, z wyznaczonych miejsc na parkiecie miały oddawać jak najwięcej celnych rzutów, które przeliczane były na punkty. Najskuteczniejszy okazał się tandem Katarzyna Dydek i Krzysztof Sidor, zdobywcy 56 punktów. W pokonanym polu pozostali Elena Navoikawa, Zoran Sretenovic i Małgorzata Dydek, Jacek Krzykała.

Chwilę później do rywalizacji w celności oddawania rzutów osobistych przystąpili Andrzej Kowalczyk, trener Degusty i Krzysztof Koziorowicz, szkoleniowiec żeńskiego zespołu VBW Clima. Nieco lepszy okazał się Krzysztof Koziorowicz, lecz trenerowi Degusty zapewne przeszkadzał mocno uwiązany krawat. - Nie byłem odpowiednio skoncentrowany - usprawiedliwiał swoja porażkę Kowalczyk.

Pogoń ligowców

Po zmianie stron ligowcy Degusty, którzy drugą kwartę przegrali 41:21 zabrali się do odrabiania strat. Tym samym sielankowe dotychczas widowisko przybrało na emocjach. - Przecież wcześniej żaden z koszykarzy nie faulował - zaznaczył Sretenović. W 25 minucie zespół Degusty, który rywalizowała z kolegami Sretenovicia przegrywał już tylko 66:69, lecz i tak kolejne dziesięć minut niewiele zmieniło w wyniku spotkania. Nadal prowadził team ,,Srety'' 84:75.

Zmiana barw

- Widziałem, że moim kolegom nie idzie. Postanowiłem po raz ostatni im pomóc. Dlatego też ubrałem koszulkę Degusty i zagrałem w przeciwnym zespole - z uśmiechem na twarzy wyjaśniał swoje przejście do drugiego zespołu Zoran Sretenovicia.

Tak jak za dawnych czasów, Sretenovic obsługiwał dokładnymi, niekiedy niekonwencjonalnymi zagraniami swoich dawnych kolegów z zespołu: Dariusza Parzeńskiego, Jerry Hestera i Wojciecha Szawarskiego. Na poczynania Sretenovicia, niekiedy z zażenowaniem spoglądał, pierwszy rozgrywający zespołu Degusty Malfarbu Chuck Evans.

- Wiele słyszałem o Sretenoviciu i spodziewałem się, że potrafi on dogrywać idealne piłki. Jednak gra z tym koszykarze to naprawdę przyjemność - stwierdził Chuck Evans.

W 38 minucie na parkiecie w zespole Degusty pojawił się Marek Parzeński, najmłodszy z braci Parzeńskich, który w tym sezonie pilnie trenuje pod okiem Andrzeja Kowalczyka i starszego brata Darka.

Ostatnie punkty w meczu efektownym wsadem piłki do kosza zdobył szczęśliwy Zoran Sretenović, lecz do kosza Zorana podsadzili Wadim Czeczuro i Piotr Czaska.

- Były to moje ostanie punkty zdobyte jako koszykarz w życiu. Teraz spokojnie mogę zająć się inną sportową profesją - trenerką. Tradycji stało się zadość - zakończył Sretenović.

Degusta - Malfarb 111:117 (22:21, 21:41, 32:22, 36:33)

Degusta: Furman 21 (3x3), Hester 19 (1x3), D. Parzeński 12, Evans 7, Szawarski 2 oraz Budzinauskas 26 (2x3), Darnikowski 10 (2x3), Tomaszewski 4, Krzykała 4, Sretenović 4, Kempski 2, M. Parzeński

Malfarb: Czaska 27 (1x3), Bajdakov 20, Sretenović 19 (3x3), Czeczuro 9 (1x3), Sidor 8 oraz Gajewski 12 (2x3), M. Dydek 11 (1x3), Światek 9 (1x3), K. Dydek 2

Pożegnalne opinie

Małgorzata Dydek: - Bardzo się cieszę, że dane było mi zagrać w pożegnalnym meczu Sretenovicia. Wprawdzie wcześniej nie dane było mi poznać Zorana, lecz po aplauzie kibiców widzę, że był on uwielbiany przez ostrowskich sympatyków basketu.

Andrzej Kowalczyk: - Zoran zakończył swoją przygodę w Ostrowie. To na pewno dla naszego miasta ogromne wyróżnienie. Cieszę się, że dane było pracować mi z tym nietuzinkowym koszykarzem przez ostatnie lata.

Krzysztof Sidor: - Aż kręci mi się łezka w oku. Bardzo chciałem przyjechać do Ostrowa i spotkać się z Zoranem. To był naprawdę mój przyjaciel. Dzisiaj Zoran zagrał tak jak dawniej. Momentami nasi przeciwnicy zupełnie nie wiedzieli, gdzie jest piłka po podaniu Srety.

Piotr Czaska: - Z ogromną radością przyjąłem zaproszenie na pożegnalny mecz Zorana. Mimo 38 lat Zoran nadal błyszczy tak jak dawniej. Na pewno młodzież mogła się uczyć jak należy rozgrywać piłkę.

Zoran Sretenovic: - Nadal mam łzy w oczach. Wspaniale było grać przez ostatnie lata w Ostrowie. Dzisiaj kibice przygotowali mi wspaniałe pożegnanie. Również moi koledzy nie zapomnieli o mnie. Dziękuję wszystkim za to że w komplecie wypełnili salę Stali.