Barcelona w finale marzeń Ligi Mistrzów. Klęska Chelsea w ostatniej minucie

Przez 180 minut Chelsea broniła się przed Barceloną, ale dopiero w doliczonym czasie rewanżu piękny strzał Andresa Iniesty dał grającym w dziesiątkę Katalończykom remis i awans do finału Ligi Mistrzów, w którym spotkają się z Manchesterem United.

Gole z meczu Chelsea - Barcelona na Zczuba.tv ?

Ledwie sekundy zostały do końca spotkania, gdy obrona Chelsea popełniła więcej błędów niż w całych dwóch meczach na Camp Nou i Stamford Bridge, a słabiutko grający Iniesta huknął w okienko bramki Petra Czecha.

Barcelona awansowała, choć nie grała jak przystało na futbolowych magików. Chelsea długo za to pokazywała, że zachwycać można także defensywą.

Po pierwszym meczu trener gości Josep Guardiola wiedział, że jego filozofia gry w starciu z silnymi jak parowozy piłkarzami Chelsea nie zdaje egzaminu. Mimo to na rewanż nie wymyślił nic nowego. Jego drużyna znów długo rozgrywała piłkę, znów dopieszczała każde podanie, ale nie zbliżała się dzięki temu do bramki Petra Czecha. Co z tego, że Guardiola ma w zespole największe nagromadzenie dryblerów na metr kwadratowy w całej Lidze Mistrzów, skoro po przejściu jednego czy dwóch rywali jego piłkarze zabawę musieli zaczynać od początku. Kolejni marzący o odebraniu piłki londyńczycy pojawiali się przed nimi z prędkością niebywałą. Jeśli chcieli podawać, widzieli partnerów tylko w towarzystwie rywali. Barca grająca tak jak z Chelsea nie ma szans w finale z Man Utd

W przeciwieństwie do Guardioli trener Chelsea Guus Hiddink przygotował na rewanż taktykę w wersji drugiej, poprawionej. Pozwalającej zamęczać rywali w defensywie, ale i atakować. Szybko okazało się, że jego piłkarzy także stać na błysk geniuszu. Na początku spotkania uderzał Frank Lampard. Piłka odbiła się od pleców Yayi Toure, a poruszający się po boisku z gracją czołgu z turbodoładowaniem Michael Essien uderzył natychmiast. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki Chelsea.

Od tego momentu londyńczykom grało się łatwiej. Tym bardziej, że wydawało się ich być więcej. Choć oddali barcelończykom piłkę, odebrali im miejsce do gry. Swobodnie rozgrywali tylko obrońcy, a i to do linii środkowej.

Nawet boiskowy leniuch - Nicolas Anelka zasuwał za Andersem Iniestą. Hiszpan pewnie tęsknił za zdecydowanie mniej zdyscyplinowanymi graczami Realu, których w sobotę seryjnie i z łatwością gubił. Zastępował kontuzjowanego Thierry'ego Henry'ego i długo w niczym nie przypominał słynnego Francuza. Ciut lepiej spisali się wystawiony za Iniestę Seydou Keita i przesunięty awaryjnie na środek obrony Yaya Toure.

Ten ostatni stoczył niezliczoną ilość pojedynków z Didierem Drogbą. Po zdobyciu bramki długo Chelsea próbowała zaczynać ataki posyłając reprezentantowi Wybrzeża Kości Słoniowej długie podania. Po jednym z nich odważniej grający Anelka biegł obok Erika Abidala i nagle upadł. Sędzia Tom Henning Ovrebo dał obrońcy Barcelony czerwoną kartkę. Powtórki pokazały, że faulu nie było. Po tym ciosie Barcelona wydawała się być znokautowana. Coraz częściej atakowała Chelsea, kilkakrotnie piłkarze w niebieskich koszulkach przewracali się w polu karnym po starciach z obrońcami, ale Norweg zawsze uznawał karnego podyktować nie chciał.

Ale w końcu konsekwentna do bólu drużyna z Londynu popełniła błąd. Iniesta strzelił gola na wagę remisu i awansu.

Katalończycy o zwycięstwo w LM zagrają z Manchesterem United. Dojdzie więc do finału marzeń, o którym kibice marzyli od miesięcy. Tylko kto się spodziewał, że Barca awans wywalczy po meczu, w którym pierwszy celny strzał oddała w 93 minucie...

CHELSEA - BARCELONA 1:1 (1:0): Essien (9.) - Iniesta (90.)

Chelsea: Cech - Bosingwa, Alex Ż , Terry, A. Cole - Anelka, Ballack Ż , Essien Ż , Malouda - Lampard - Drogba Ż (72., Belletti)

Barcelona: Valdes - Alves Ż , Toure, Pique, Abidal CZ - Xavi, Busquets (85., Krkić), Keita - Messi, Eto'o Ż (90., Sylvinho), Iniesta Ż (90., Gudjohnsen)

Pierwszy mecz: 0:0. Awans: Chelsea

Chelsea - Barcelona

Manchesterowi w finale bardziej pasowałaby Chelsea niż Barcelona Chelsea - Barcelona: Relacja Z Czuba i na żywo >

Więcej o: