Miliony za dłonie Casillasa i spadek z ligi

Związek koszykówki z polisy, którą wykupił przed mistrzostwami, wypłacił premie zawodniczkom, a organizatorzy zawodów narciarskich mieli dostać odszkodowanie, gdyby brakowało śniegu - mówi Wiesław Chemicz, specjalistą ds. ubezpieczeń sportowych.

Maciej Blaut, Piotr Płatek: Czy profesjonalny sport może obejść się bez ubezpieczeń?

Wiesław Chemicz*: Największe kluby w zachodniej Europie zabezpieczają nogi swoich gwiazd na miliony euro. Tam świadomość ubezpieczeniowa jest olbrzymia. W ligach zachodnich najczęściej wykupuje się ubezpieczenie "all risk", które obejmuje nawet skutki wypadku samochodowego. Kilka lat temu Real Madryt za ubezpieczenie Luisa Figo i Zinedine'a Zidane'a płacił składkę roczną w wysokości 2,7 mln euro. Z kolei Iker Casillas ubezpieczył swoje dłonie na 7,5 mln euro.

A jak to wygląda w Polsce?

- Inaczej. Nasi sportowcy mają kłopot z mentalnością, często tracą poczucie realnych zagrożeń. Niektórzy zarabiają niewyobrażalnie duże pieniądze, zaczynają żyć dniem dzisiejszym i nie przyjmują do wiadomości, że może się im przytrafić kontuzja czy choroba przerywająca karierę.

Sportowców odstrasza od ubezpieczeń wysoka składka czy po prostu brakuje im świadomości?

- W porównaniu z Zachodem nasze składki są zdecydowanie niższe. Składka wynosi zwykle jeden procent dochodu w skali roku. A świadomość? Odbyliśmy kilka spotkań z zespołami klubowymi, a nawet kadrami narodowymi. Wszyscy rozumieli potrzebę zabezpieczenia swojej kariery, ale na ubezpieczenie się nie decydowali. Panuje jakieś dziwne przeświadczenie, że nieszczęścia mogą spotkać tylko innych.

Przykłady? Choroby piłkarzy Krzysztofa Nowaka (choroba ALS), Waldemara Piątka (wirusowe zapalenie wątroby) czy siatkarza Marcina Prusa (zapalenie żył). Kiedy wystąpi takie nieprzewidziane zdarzenie, to zwykle oznacza tragedię. Jedyną szansą jest wtedy zorganizowanie zbiórki pieniędzy lub meczu charytatywnego. Oddźwięk medialny jest duży, ale potem okazuje się, że zebrana kwota wystarcza najwyżej na diagnozę lekarską.

Może to kluby powinny wziąć na siebie ciężar ubezpieczenia zawodników?

- W ustawie o sporcie kwalifikowanym zapisano, że kluby mają obowiązek ubezpieczania zawodników od następstw nieszczęśliwych wypadków. Nie doprecyzowano jednak, na jaką kwotę ma być to ubezpieczenie. Skoro chodzi więc tylko o spełnienie obowiązku, to praktyka jest taka, że kluby ubezpieczają swoich zawodników na minimalne kwoty. Sportowcom daje się wysokie kontrakty i mówi, żeby o swoje zdrowie martwili się sami.

Oczywiście większość klubów, np. siatkarskich, doskonale zabezpiecza swoje interesy. Próbowaliśmy przebić się do piłkarzy. Futbolowe kluby robią jednak problemy, aby w jednym czasie i miejscu zebrać grupę zawodników, bo tak naprawdę nie leży to nawet w ich interesie. Sami piłkarze też nie wykazują większego zainteresowania czymś, na co muszą wydać pieniądze. Jeżeli chodzi o zabezpieczenie kariery, to świadomość ubezpieczeniowa polskich sportowców jest bliska zeru!

Piłkarze w ogóle nie chcą się ubezpieczać?

- Są tacy, którzy wykupują kilka polis od nieszczęśliwych wypadków i w razie kontuzji wyciągają z tego niezłe pieniądze. Moim zdaniem prawdziwe ubezpieczenie dla sportowca powinno zawierać utratę zdolności do wykonywania zawodu i możliwości dalszego zarobkowania.

Istnieją ubezpieczenia od spowodowania kontuzji przeciwnika?

- Tak, ale bardzo trudno je uzyskać dla gier zespołowych. Wykupienie takiego OC powinno być nawet koniecznością. Swego czasu piłkarz Ruchu Chorzów Adam Kryger miał już podpisany kontrakt z jednym z belgijskich klubów. Tymczasem podczas meczu chorzowian z Legią Warszawa jeden z rywali brutalnie go sfaulował, łamiąc mu obie kości podudzia. W efekcie piłkarz leczył się wiele miesięcy i nigdy nie wrócił do dawnej formy. Przepadł też kontrakt zagraniczny, co przekładało się na ewidentne straty dla zawodnika i klubu, które można by pokryć właśnie z OC sprawcy.

A co z ubezpieczeniami niestandardowymi w sporcie, np. od przegranej?

- Zarówno od przegranej, jak i od wygranej można się ubezpieczyć. W1999 roku Polski Związek Koszykówki ubezpieczył się od zdobycia przez Polki mistrzostwa Europy. Prawdopodobieństwo zwycięstwa było wtedy niskie, ale nasze reprezentantki wywalczyły złoto. Zakład ubezpieczeń wypłacił wtedy wysokie jak na polskie warunki odszkodowanie, które zostało przekazane w części zawodniczkom jako premia za wynik sportowy. Niedawno w Beskidach odbył się IX Zimowy Olimpijski Festiwal Młodzieży Europy "Śląsk-Beskidy 2009". To była pierwsza w Polsce tak duża impreza sportowa ubezpieczona m.in. od...braku śniegu! Na tydzień przed zawodami było 15 stopni na plusie i padał deszcz. Londyński ubezpieczyciel gwarantował zwrot znacznej części poniesionych na przygotowania nakładów. Ostatecznie śnieg jednak spadł.

Ubezpieczanie wyników w polskiej lidze piłkarskiej też byłoby możliwe?

- Dostajemy zapytania od klubów, głównie walczących o awans, o możliwość gwarancji wypłaty premii przy osiągnięciu sukcesu. W sytuacji totalnej niewiadomej, ile zespołów uzyska awans w związku z degradacjami za korupcję, z całą pewnością nikt nie podejmie tak karkołomnego ubezpieczenia. Musimy poczekać, aż sytuacja w polskim futbolu stanie się z punktu widzenia ubezpieczeniowego normalna.

W Bundeslidze to już jednak normalna praktyka. Kluby ubezpieczają się od zdobycia mistrzostwa i od spadku - oczywiście każdy płaci inną składkę. W perspektywie kilku lat pakiet ubezpieczeń w polskim futbolu na pewno się poszerzy. Ubezpieczyć będzie można np. wizerunek piłkarza, klubu czy sponsora. Kolporter wycofał się z Korony po aferze korupcyjnej, ale gdyby miał ubezpieczenie od utraty wizerunku, to może łatwiej byłoby mu zostać. Niekoniecznie chodziłoby o zwrot pieniędzy, ale np. o sfinansowanie kampanii wizerunkowej, która zminimalizowałaby negatywny efekt afery.

Na jakie kwoty sportowcy powinni się ubezpieczać?

- Światowe standardy zakładają, że zawodnik powinien ubezpieczyć się na wielokrotność swojego rocznego dochodu. Bogate kluby czy organizacje ubezpieczają sportowców do ich wartości rynkowej, a także zabezpieczają swoje straty wynikające z czasowej niezdolności do uprawiania sportu. Ubezpieczyć można się praktycznie od wszystkiego - to tylko kwestia ceny.

*Wiesław Chemicz jest dyrektorem Biura Oceny Ryzyka i Promocji w Carbo Asecura SA. Firma brokerska z siedzibą w Tychach specjalizuje się m.in. w ubezpieczeniach sportowych i jest partnerem największych związków i instytucji sportowych oraz klubów w całym kraju.