Co z pieniędzmi na Euro siatkarek? Minister sportu zarządzi kontrolę w PZPS

- Jestem otwarty na pomoc, ale na miły Bóg, niech ktoś do nas zadzwoni albo napisze, że jest jakiś problem - mówi minister sportu Mirosław Drzewiecki

Kilka dni temu informowaliśmy o czteromilionowej dziurze budżetowej w PZPS na organizację Euro siatkarek w Polsce. Siatkarscy działacze oczekiwali pomocy ze strony ministerstwa sportu, ale to nie dostało żadnego pisma w tej sprawie. Szef komitetu organizacyjnego Bogusław Adamski uspokaja, że mistrzostwa na pewno się odbędą, najwyżej w skromniejszej oprawie.

Przemysław Iwańczyk: Pomoże pan finansowo PZPS w organizacji mistrzostw Europy siatkarek? Brakuje czterech milionów złotych.

Mirosław Drzewiecki: Aż się zdziwiłem, kiedy o tym przeczytałem. Na początku sądziłem, że siatkarskie władze wysłały do ministerstwa pismo w tej sprawie i ktoś u mnie czegoś nie dopilnował. Sprawdzaliśmy kilka razy, nie ma żadnego wniosku. Nie podejrzewam PZPS o złe intencje, ale związek nie może komunikować się z nami za pośrednictwem mediów.

Co do meritum, w ramach dotacji z budżetu państwa ministerstwo w tym roku przekazało PZPS około 12 milionów. Owszem, możemy pomóc, ale tylko w przygotowaniu i udziale kadry narodowej w mistrzostwach. Do takiej pomocy jesteśmy gotowi. Jeśli chodzi o brakującą kwotę 4 milionów złotych, najpierw muszę zdiagnozować problem i sprawdzić, na co pieniądze te miałyby być przeznaczone. Gdyby siatkarscy działacze wciąż mieli kłopoty ze spięciem budżetu, oczywiście włączymy się w pomoc, np. szukając sponsora. Jestem otwarty, ale na miły Bóg, niech ktoś do nas zadzwoni albo napisze, że jest jakiś problem.

Nie dziwi pana, że w związku, który ma blisko 30-milionowy budżet nie ma nawet czteromilionowej rezerwy?

- Trzeba to sprawdzić i nie ukrywam, że będę chciał się dowiedzieć, jak PZPS gospodaruje pieniędzmi. Nie jesteśmy w stanie prowadzić stałej kontroli wszystkich związków, bo mamy ich aż 68 i tylko trzech kontrolerów, ale skoro brakuje funduszy na zaplanowane od dawna mistrzostwa Europy, to coś jest nie tak i trzeba to sprawdzić. Przecież decyzja o organizacji tej imprezy nie spadła na działaczy z nieba. Wiadomo było o tym od października 2006 roku i trzeba było od tego czasu rezerwować pieniądze na ten cel. Ale, co najważniejsze, nie może być takiej sytuacji, że bez konsultacji z ministerstwem związki ubiegają się o ważną, międzynarodową imprezę, a na kilka miesięcy przed jej rozpoczęciem okazuje się, że nie mają na nią funduszy. I wówczas proszą o pomoc stawiając nas praktycznie pod ścianą. Mistrzostwa są także elementem promocji naszego kraju i wszystkim powinno zależeć, by zostały przeprowadzone na najwyższym poziomie. Konieczne jest wypracowanie wspólnie ze związkami sportowymi mechanizmu ubiegania się i wsparcia organizacji międzynarodowych imprez mistrzowskich.

Czy pana zdaniem coroczny audyt każdego związku nie powinien być dostępny dla wszystkich? Działacze zasłaniają się tajemnicą, kiedy prosi się ich o ujawnienie wydatków. Prezes PZPS Mirosław Przedpełski obiecał, że w końcu pokaże strukturę wydatków.

- Te dane powinny być dostępne, także dla dziennikarzy. Wszyscy powinniśmy wiedzieć jak PZPS i inne związki wyglądają od strony finansowej. Zresztą nowa ustawa przewiduje coroczne absolutorium dla zarządu co wiąże się z upublicznieniem audytu. Tak, byśmy już po roku obrachunkowym wiedzieli, że coś jest nie tak, że związek może mieć kłopoty finansowe. Polskie związki sportowe korzystają z dotacji przyznawanych z budżetu państwa i struktura wydatków musi być transparentna.

ME siatkarek w Polsce zagrożone - czytaj tutaj ?