Liga Mistrzów: Anglia bije Europę

Real Madryt wdeptany w trawę na Anfield Road! Awansował Liverpool po zwycięstwie 4:0, awansowała Chelsea, remisując z Juve 2:2. Jakub Wawrzyniak i Panathinaikos odpadli po porażce 1:2 z Villarreal.

Liverpool gromi, Bayern rozgniata

Hiszpanie, którzy po pierwszym meczu na Santiago Bernabeu oskarżali Liverpool o antyfutbol, musieli we wtorek z goryczą łykać własne słowa. Drużyna Rafaela Beniteza zafundowała najbardziej utytułowanemu klubowi świata doświadczenie traumatyczne. Po 20 minutach Iker Casillas bronił już sześciu strzałów. Obronił pięć i choć dokonał w bramce rzeczy nadzwyczajnych, gospodarze prowadzili 1:0. Po strzale najlepszego na początku meczu Fernando Torresa. Hiszpan powinien zdobyć gola już wcześniej, ale w 4. min po ośmieszeniu Fabio Cannavaro przegrał pojedynek z bramkarzem Realu.

Odwlekło to tylko egzekucję "Królewskich". Gracze Liverpoolu grali, poruszali się, wymieniali podania w zupełnie innym tempie niż otumanieni ich przewagą rywale z Madrytu. Cannavaro, Pepe, Ramos, a także Robben czy Raul w swoich imponujących karierach przeżywali doświadczenie szczególne - rywal był dla tych wybitnych przecież graczy nieosiągalny. Tak nieosiągalny, jakby przybył z innego czasu lub innej planety. Kiedy ktoś z piłkarzy Juande Ramosa dostawał piłkę, miał przy sobie dwóch liverpoolczyków i albo podawał do tyłu, albo natychmiast ją tracił. Z tego brały się kolejne niewiarygodne okazje dla gospodarzy.

W 28. min Heinze podniósł rękę, gdy Arbeloa mijał go, wbiegając w pole karne. Piłka trafiła go w ramię, sędzia uznał to za zagranie celowe i podyktował karnego. Steven Gerrard zmylił Casillasa, zdobył bramkę, a resztki nadziei Realu odeszły razem z nią. Wszystko, co stało się potem, mogło uchodzić najwyżej za próbę zachowania resztek zawodowej godności.

Tuż po przerwie, gdy można się było spodziewać ostatniej próby reakcji drużyny Juande Ramosa, Liverpool znów przyspieszył: Babel ograł Ramosa, zacentrował, a Gerrard uderzył od niechcenia, ale z taką mocą, że omal nie pękła siatka w bramce. 3:0! I już do końca najlepszy w Realu był Casillas, choć tuż przed końcem pokonał go Dossena, bo Benitez sięgnął po najgłębsze rezerwy.

Real po raz piąty z kolei odpadał w 1/8 finału Ligi Mistrzów, ale pierwszy raz w sposób tak bezdyskusyjny. I po raz drugi w historii zaliczył pięciolecie, w którym ani razu nie przebił się do ćwierćfinału najważniejszych klubowych rozgrywek (wcześniej w latach 1982-86), które wygrał dziewięciokrotnie. Dopiero osiem miesięcy temu liga angielska zmieniła hiszpańską na pozycji nr 1 w Europie, ale gdyby o różnicy na korzyść Anglików miał świadczyć wtorkowy mecz, byłaby to przepaść.

Juventus nie dał rady Chelsea

Pod koniec pierwszej połowy Frank Lampard uderzył z 30 metrów. Strzał nie był idealny, ale piłka odbiła się od obrońcy Juventusu i przelobował Gianluigiego Buffona, trafiając w poprzeczkę. Do bramki wepchnął ją Michael Essien. Tydzień temu reprezentant Ghany pierwszy raz zagrał w rezerwach po wyleczeniu ciężkiej kontuzji kolana. W sobotę wszedł po przerwie w spotkaniu z Coventry. Trener Guus Hiddink na początku tygodnia twierdził, że na mecz z Juventusem jest jeszcze dla Essiena za wcześnie. A on zagrał jak przed kontuzją. Ustawiony bliżej prawej strony całkowicie ją opanował. Harował na całym boisku, niemal nie tracił piłek.

Jego gol ograniczył nadzieje Juventusu. Włosi zaczynali spotkanie obici przez kontuzje, w dodatku po kilku minutach z urazem zszedł Pavel Nedved. Ale po tym ciosie turyńczycy się jeszcze podnieśli. W 20. minucie, po wymianie piłki z Davidem Trezeguetem trafił do bramki Vincenzo Iaquinta. Zaczęło się tak, jak marzył trener Claudio Ranieri, któremu zależało na szybkim strzeleniu gola.

Także kolejne ciosy Juve nie powaliły. Po golu Essiena Włosi do awansu potrzebowali dwóch goli. Jakby tego było mało, w drugiej połowie za brutalny faul na Didierze Drogbie drugą żółtą kartkę dostał Giorgio Chiellini. I wyleciał z boiska.

Juventus wciąż atakował, ale Chelsea mądrze się broniła, wystrzegała się fauli przed polem karnym, by nie dać szans na strzał genialnemu Alessandro del Piero. Gdy Włoch w końcu doszedł do piłki, tylko dośrodkowywał, ale z niewiadomych przyczyn Juliano Belletti próbował ją złapać. Del Piero trafił z rzutu karnego i znów nadzieje w Turynie odżyły. Na kilka minut, bo Juve dobił Didier Drogba.

Piłkarz, który za kadencji Luiza Felipe Scolariego często lądował na trybunach u Guusa Hiddinka, w ostatnich pięciu meczach strzelił cztery gole. Holender odzyskał go dla Chelsea. Razem z wracającym po urazie Essienem ta dwójka mająca za sobą ciężki czas zapewniła we wtorek zespołowi z Londynu awans do ćwierćfinału. Na razie w bitwie Anglików z resztą Europy jest 2:0. W środę przedstawiciele Premier League mogą podwyższyć do 4:0.

Jakub Wawrzyniak grał 86 min, ale jego Panathinaikos nie obronił zaliczki (1:1) z pierwszego meczu. Porażka z Villarreal w Atenach sprawiła, że gospodarze stracili swoją wielką szansę w Lidze Mistrzów.

191

dni minęło od ostatniego meczu Michaela Essiena w pierwszej jedenastce Chelsea

Serwis specjalny Ligi Mistrzów w Sport.pl - czytaj tutaj