Za ?ITI spierd..." wylecisz ze stadionu

- Nie potrafimy pojąć, jak można fetować gola, krzycząc: ?ITI spierd..." - mówi członek zarządu Legii i zapowiada wyrzucenie bluzgających kiboli z trybun. Prawdziwi kibice, którym wymsknie się w emocjach obelga pod adresem sędziego, mogą spać spokojnie

Władze Legii walczą z chuliganami w barwach wicemistrza Polski i niemal do zera ograniczyły wpływy kibiców na działalność klubu. Ci od wielu miesięcy nie dopingują drużyny, podczas meczów obrażają właściciela klubu - firmy ITI Mariusza Waltera.

- To zaplanowana akcja, która nie ma nic wspólnego z kibicowaniem. Chodzi im tylko o wyzywanie i upokarzanie właściciela - mówi "Gazecie" Jarosław Ostrowski, członek zarządu Legii, i zapowiada, że kibole wznoszący wulgarne okrzyki nie będą wpuszczani na stadion. - Nie damy się zastraszyć oskarżeniami o cenzurę. Chamskie zachowania odstraszają normalnych kibiców - tłumaczy Ostrowski.

Z sondażu, który "Gazeta" opublikowała w poniedziałek, wynika, że chamstwo i wulgaryzmy najbardziej zniechęcają do chodzenia na stadion aż 47 proc. ankietowanych Polaków, którzy interesują się piłką. To więcej niż rezygnuje z meczów z obawy o bezpieczeństwo (38 proc.) czy wysokich cen biletów (20 proc.). - W Polsce trudno wybrać się na stadion z dziećmi. Rodzice nie życzą sobie, by słuchały, co się wykrzykuje na trybunach - dodaje Ostrowski.

Do wyeliminowania wulgaryzmów zobowiązuje Legię regulamin Ekstraklasy. - Komisja Ligi może nas ukarać za zachowanie kibiców. Jeśli tak by się stało, winnych pozwiemy do sądu - ostrzega Ostrowski.

Jak Legia chce walczyć z bluzgającymi kibolami? Od rundy wiosennej ochrona ma monitorować trybuny także pod kątem wulgaryzmów. - Prowodyrów nie wpuścimy. Oczywiście od zakazu stadionowego będą mieli prawo odwołać się do zarządu klubu, a potem do sądu - tłumaczy członek zarządu stołecznego klubu.

Legia chce też współpracować z policją, a ta może kierować wnioski do sądu grodzkiego za używanie słów wulgarnych w miejscu publicznym. - Nie postawiliśmy sobie żadnego limitu. Usuniemy tyle osób, ile będzie konieczne. Zaczniemy od tych kierujących dopingiem. To oni w pierwszej kolejności odpowiadają za obelgi pod adresem właścicieli - mówi Ostrowski.

A co z tymi, którzy zamiast dopingować, obrażają rywali czy chóralnie skandują popularne w całej Polsce hasło: "je... PZPN"? - Wszystko zależy, czy wulgarne okrzyki będą pojawiały się incydentalnie, czy na nich oparty będzie cały pomysł na doping - mówi Ostrowski.

Spokojnie spać za to mogą ci, którzy nie zdzierżą i przeklną po spartaczonej akcji Legii lub wymsknie im się obelga na sędziego. - Każdemu udzielają się emocje i my to doskonale rozumiemy. Kibice wiele razy pokazywali jednak, że wulgaryzmy nie są im potrzebne do dopingowania drużyny - twierdzi Ostrowski.

O napiętej sytuacji na linii Legia - kibice - czytaj tutaj ?