Małysz: Skoczę na ile Bozia pozwoli

Ta skocznia nie wybacza. Próg jest bardzo krótki, leci się tuż nad bulą. Najmniejszy błąd kończy się szybkim lądowaniem - mówi najlepszy polski skoczek przed sobotnim konkursem mistrzostw świata w Libercu

Robert Błoński: W sobotę wieczorem broni pan tytułu mistrza świata...

Adam Małysz: To powiedzenie, że bronię tytułu z Sapporo jest dobre dla dziennikarzy. Ja już o tym nie myślę, to przeszłość. To są kolejne mistrzostwa świata. Mam nadzieję, że będę skakał na tyle, ile Bozia pozwoli.

Te dwa piątkowe skoki to powód do zaniepokojenia?

- Niespecjalnie trzeba się przejmować. Warunki są ciężkie. Wystarczy, że trochę mniej odśnieżą rozbieg i już "łapie" na rozbiegu. Prędkość nie musi spaść, ale odczucia jest inne. Przytrzymuje. A ta skocznia nie wybacza. Próg jest bardzo krótki, leci się tuż nad bulą. Najmniejszy błąd kończy się szybkim lądowaniem.

Który skok był lepszy: pierwszy czy drugi?

- Dwa. Środowe (uśmiech). Dziś najpierw przytrzymało mnie trochę i przysiadłem w przejściu, a drugi mocno spóźniłem. Mam nadzieję, że w sobotę zdążę.

Jak ma pan gdzieś wrócić na podium, to na normalnej skoczni, na której zdobył pan trzy tytuły mistrza świata.

- Ja też czekam z wielką nadzieją i wolą walki. Nie odpuszczę. Choć skaczemy w ciężkich warunkach.

Może być tu niespodzianka?

- Jeśli będą równe warunki, to nie. Ja nie chcę loterii, ale przez ostatnie trzy dni nie było tutaj ani razu identycznych dla wszystkich.

W sobotę o 9 biegnie Tomasz Sikora, o 13 Justyna Kowalczyk, a o 16 skacze Adam Małysz.

- Będzie więc trochę emocji. Niech oni dobrze zaczną... Ja się tutaj nie oglądam na innych. Faworytem nie jestem, choć bronię tytułu. Stać mnie na dobre skoki.

Po raz pierwszy od lat nie jest pan faworytem.

- Tylko raczej "czarnym koniem". To dla mnie motywacja. Gdybym od początku skakał świetnie, może rywale baliby się bardziej. Trzeba będzie skoczyć tutaj minimu 100 metrów, żeby się liczyć.

Na treningu Małysz przeciętnie - czytaj tutaj ?