Tuzin do przodu - PBG musi wygrać

Porażka dziś w Arenie ze Sportino Inowrocław będzie dla graczy PBG Basket Poznań tragedią. Dla Stali Ostrów każda wygrana będzie cudem - klub pozbył się większości obcokrajowców

Dla poznańskich koszykarzy każde zwycięstwo jest na wagę złota. Albo inaczej: na wagę 12. miejsca, czyli ostatniego, które daje prawo gry w fazie play-off. Wygrana ze Sportino będzie jednak podwójnie cenna - to właśnie z tą ekipą, a także ze Zniczem Jarosław, poznaniacy rywalizują o to 12. miejsce. - Musimy wygrać i to najlepiej różnicą przynajmniej 12 pkt - przyznaje dyrektor sportowy PBG Bartłomiej Tomaszewski.

Dlaczego te 12 pkt jest tak ważne? Bo w pierwszym spotkaniu Sportino było lepsze od PBG o 11 pkt - wygrało wtedy po dogrywce 74:63. W doliczonym czasie poznaniacy rzucili zaledwie jeden punkt, koszmar przeżywał Adam Wójcik. Bo choć zdobył aż 23 pkt, to trafił zaledwie sześć z 14 rzutów wolnych. Większość chybił w samej końcówce meczu - jeden celny rzut wolny dałby wtedy poznaniakom bezcenną wygraną.

- To zespół bardzo wyrównany, mocny i na obwodzie, i pod koszem. Przede wszystkim musimy jednak powstrzymać ich kontrataki, bo to jest to, co dobrze robią - twierdzi trener PBG Eugeniusz Kijewski. - Wiemy, że od tego spotkania zależą nasze dalsze losy. Dlatego wyjdziemy bardzo skoncentrowani i postaramy się realizować taktykę trenera - twierdzi Wojciech Szawarski.

W Sportino nie wystąpi już Marcis Crenshaw, z którym klub rozwiązał kontrakt. Poznaniacy muszą uważać na niskich graczy obwodowych (Eddie Miller i Tony Lee). Szczególnie Miller, ale i Łotysz Ivars Timermanis nie boją się rzucać z dystansu. Miller wykonał już 57 celnych rzutów za 3 pkt w tym sezonie - jest drugi w lidze za Tommy Adamsem z Anwilu (wcześniej Polonia). Poznaniaków próżno szukać w czołowej dwudziestce.

Mecz PBG - Sportino rozpocznie się w sobotę o godz. 18 - bilety wstępu do Areny kosztują 12 i 7 zł.

O ile PBG ma jeszcze o co walczyć, a w fazie play-off może być bardzo groźne, to dla Atlasu-Stal Ostrów Wlkp. sezon już się właściwie zakończył. Ostrowianom degradacja już nie grozi, klub pozbył się w tym tygodniu trzech zagranicznych graczy, którzy zdobyli prawie połowę punktów "stalówki" w tym sezonie.

Już na początku tygodnia Stal rozwiązała umowę z Portorykańczykiem Carlosem Riverą, wczoraj zakończono współpracę z Patrickiem Okaforem i Alanem Danielsem. Decyzje te są podyktowane względami finansowymi.

- Po wspólnych naradach z zarządem i trenerem podjęliśmy decyzję o rozwiązaniu kontraktów z tymi zawodnikami. W ten sposób chcemy uniknąć długów i do nowego sezonu przystąpić z czystym kontem - mówił prezes SSA Ostrów Witold Rosik. Szef Stali podkreślał również, że na taką decyzję wpływ miał nie tylko rosnący kurs dolara - zawodnicy pobierają swoje wynagrodzenie właśnie na podstawie kursu tej waluty - ale i postawa zawodników.

Czarę goryczy przelał ostatni, przegrany mecz ze Zniczem Jarosław. - Rozmawialiśmy z zawodnikami, motywowaliśmy ich, ale skutek był inny, odwrotny niż oczekiwaliśmy - mówi trener Stali Andrzej Kowalczyk. Szkoleniowiec z Ostrowa obiecuje jednak, że jego zespół będzie grał w każdym meczu o wygraną: - Mam do dyspozycji grupę walecznych zawodników, która nadal chce walczyć. Wierzę w to, że nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa - twierdzi Kowalczyk. Trener Stali przypomina, że w 2003 r. jego zespół o mały włos nie wyeliminował w ćwierćfinale znacznie silniejszej od siebie Polonii Warszawa. - Wówczas mieliśmy podobne problemy kadrowe. Niech nikt nas teraz nie skreśla - mówi Kowalczyk.

Prezes Rosik przyznaje, że sytuacja spółki opiekującej się drużyną koszykarzy jest stabilna. - Myślimy perspektywicznie. Cały czas prowadzimy rozmowy z dotychczasowymi sponsorami, ale także z nowymi. Mimo kryzysu wielu nadal nam pomaga - przyznaje Rosik. W sobotę Stal zagra w Kołobrzegu z Kotwicą.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.