Wierietielny: Miał być medal i jest. Choć nie obiecaliśmy

- Miał być medal i jest. Choć go wcale nikomu nie obiecaliśmy - powiedział trener Justyny Kowalczyk Aleksander Wierietielny po zajęciu przez nią trzeciego miejsca na mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym w czwartkowym biegu na 10 km

Kowalczyk: To szczęśliwy medal ?

Robert Błoński: Odetchnął pan?

Aleksander Wierietielny: Miał być medal i jest. Choć go wcale nikomu nie obiecaliśmy. Chcieliśmy zrobić postęp w porównaniu z poprzednimi mistrzostwami. W Sapporo Justysia była dziewiąta, tutaj chcieliśmy wejść do ósemki. No i poprawiliśmy wynik. To, że jest medal, to dobrze. Będzie luźniej, spokojniej pobiegnie następne biegi.

Co pan powie o samym występie?

- Dobra trasa, dobre warunki. W nocy trochę się ochłodziło, smarowanie nie było skomplikowanie. Trochę musieliśmy popracować, ale trudno nie było. Śnieg nie przeszkadzał, narty jechały.

Taktyka?

- Walka szła tutaj o każdą sekundę. Dziewczyny wytrzymały lepiej od Justyny. Ona trochę osłabła na finiszu, ale medalu nie straciła. Jakby nie osłabła, byłaby wyżej. Cały czas kontrolowałem bieg, przekazywałem chłopakom będącym na trasie czasy. Ale żadnych rad nie dawałem, miała iść spokojnie, równo i szybko cały dystans. I to zrobiła.

Przestępował pan tutaj z nogi na nogę, który moment był najtrudniejszy, najbardziej pana stresujący?

- Początek, później wszystko ze mnie zeszło. Po starcie nie wiedziałem po prostu na którym jest miejscu. Jak się pokazała na telebimie, zobaczyłem czas to wiedziałem, że powalczy do końca. W medal uwierzyłem dopiero za metą. Kuitunen była czwarta, a ona jest niesamowita na finiszu. Dlatego miałem trochę obaw, ale przewaga z całej trasy wystarczyła.

Trzecie miejsce na igrzyskach, trzecie w klasyfikacji generalnej PŚ poprzedniego sezonu, trzecia na MŚ...

- Czy to źle? Bardzo dobrze. W tym sezonie też jest trzecia w PŚ. Na razie, do końca sezonu jeszcze trochę startów. Zobaczymy, która będzie na końcu. Powalczymy o to, co mamy. Tutaj odpuszczamy sprint. Wielkich szans na medal nie ma, a jest nerwowo. Eliminacje by przebrnęła, a później ćwierćfinały, półfinały i finały to stres. Przepychanki na starcie, walka na łokcie. A nie daj Bóg, z kimś by się zderzyła, potłukła... To nie dla niej. Puchary Świata startujemy wszystkie, tu odpuszczamy.

Stres zszedł?

- Oczekiwania kibiców spełniliśmy. Może nie w 100 procentach, ale chyba w wystarczającej części.

To pana drugi medal MŚ. W 1993 roku doprowadził pan do złota biatlonistę Tomasza Sikorę.

- W Anterselvie to był wielki sukces i wielka niespodzianka. To był pierwszy polski biatlonowy mistrz świata. Teraz mamy pierwszą polską biegaczkę z medalem MŚ.

W piątek da pan odpocząć Justynie?

- A skąd. Trenuje przed startem łączonym. Trenować trzeba zawsze, odpocznie na emeryturze.

Teraz lampka szampana?

- My nie pijemy szampana.

A co takiego?

- Trenerzy i serwismeni whisky. Justyna - mleko.

Brąz Kowalczyk w biegu na 10 km ?

Więcej o: