Piotr Świerczewski o podejrzanych meczach Lecha Poznań i koledze z pokoju

- Piotrek powiedział mi: ?Świr, nigdy w życiu nie sprzedałem meczu!? Do mnie to nie dociera, że mogłem przebywać z chłopakami, którzy sprzedawali mecze. Jeśli tak robili, są dla mnie zwykłymi frajerami - mówi w rozmowie ze Sport.pl Piotr Świerczewski, były piłkarz Lecha i reprezentacji Polski.

Świerczewski grał w drużynie Lecha Poznań wraz z Piotrem R. i Waldemarem K., którym postawiono zarzuty handlowania meczami.

Przemysław Iwańczyk: Był pan zaskoczony zatrzymaniem Piotra R. i Waldemara K., kolegów, z którymi grał pan w Lechu w sezonie 2003/04?

Piotr Świerczewski: Waldemar K. nie przyznał się do zarzutów, więc może jest niewinny. Albo nie przyznał się, bo dowody nie były wystarczająco mocne. Jak powinien zachować się Piotr R.?

Piotr R. się przyznał...

- Byłem zdziwiony, bo dzieliłem z nim pokój. Nie chcę, by mój dobry kolega był postrzegany jak sprzedawczyk. Nie wyobrażam też sobie, że ja gram na sto procent, wkładam serce w to, co robię, a kolega odpuszcza. Dlatego w środę zapytałem Piotrka wprost, czy to zrobił. Odpowiedział mi: Świr, nigdy w życiu nie sprzedałem meczu.

Wierzę mu. Poczekajmy na wynik śledztwa. Ja też mam zarzuty za awanturę w Mielnie, a mogę zostać uniewinniony.

Przyjazd do wrocławskiej prokuratury trenera Czesława Michniewicza też pewnie wprawił pana w zdumienie.

- Tak, bo po coś tam przyjechał, nie zrobił sobie tylko wycieczki. Nie mam jednak pojęcia, o co chodzi.

W sezonie 2003/04 Lech z pana udziałem rozgrywał podejrzane mecze w lidze, ale zdobył też Puchar Polski.

- Nasza droga po Puchar nie była aż tak trudna. Silnym rywalem była dopiero Legia w finale, po drodze mieliśmy m.in. Górnika Polkowice.

Co do ligi, nie wierzę, by moi koledzy sprzedawali mecze. W spotkaniu ze Świtem nie grało wielu piłkarzy, m.in. ja. Nie mieliśmy aż tak mocnego zespołu, by bez względu na wyjściowy skład wygrywać ze wszystkimi. Świt miał nóż na gardle i po prostu mógł z nami wygrać.

Ale Piotra R. zatrzymano po zeznaniach Janusza W., trenera Świtu... Jeśli ktoś kupił, ktoś musiał sprzedać.

- Jeśli Janusz W. tak zeznał, widocznie pieniądze do kogoś trafiły. Do mnie to nie dociera, że mogłem przebywać z chłopakami, którzy sprzedawali mecze. Jeśli tak robili, są dla mnie zwykłymi frajerami.

Przecież blisko 200 zatrzymanych to dowód, że korupcja w lidze była normą.

- Na pewno nie w Lechu. Normą to może była we Wronkach, bo tam "Fryzjer" był zatrudniony na stałe i niejeden mecz załatwił. Amica, omijając regulaminy, awansowała szybko do drugiej ligi.

Może Lechowi jakiś podejrzany mecz się zdarzył, nie chcę tego oceniać, od tego jest sąd. Ale drużyna była biedna, klub ledwo wiązał koniec z końcem, graliśmy właściwie za obietnice. Jak już mówiłem, zbawieniem dla nas był Puchar Polski, który wywalczyliśmy na boisku.