Cuche wreszcie ma złoto

- Jestem jak wino. Im starszy, tym lepszy - uśmiechał się 34-letni Szwajcar Didier Cuche, który zdobył złoto MŚ w supergigancie i został najstarszym mistrzem w historii narciarstwa. Do tej pory rekord należał do Austriaka Stephana Eberhartera, który stając na najwyższym podium w supergigancie sześć lat temu w St. Moritz, miał 33 lata.

Anja Paerson narzeka na warunki w Val d'Isere ?

Nokaut to dobre słowo do wyczynu Cuche, który zyskał wczoraj na słynnym stoku Face de Bellevarde w Val d'Isere tak ogromną przewagę, że tylko jeden alpejczyk stracił do niego mniej niż sekundę. Startujący z dalekim numerem Włoch Peter Fill wyszarpał srebrny medal z czasem gorszym o 0,99 s. Trzeci był Norweg Aksel Lund Svindal, ale on stracił już 1,02 s!

Supergigant to zawody dla prawdziwych twardzieli. Nie ma treningów jak do zjazdu, alpejczycy tylko raz przed zawodami robią inspekcję trasy. Trzeba wykazać się solidną techniką, ale przede wszystkich odwagą, bo tak do końca nikt nie wie, co czeka za zakrętem, z którego wyjeżdża się, mknąc po śniegu 100 km/godz. Francuscy organizatorzy nie ułatwiali życia narciarzom, bo biegnąca z wysokości 2498 m blisko dwukilometrowa trasa była piekielnie trudna. Górny odcinek przypominał zjazd, był bardzo stromy. Dół łagodniejszy, ale bardzo śliski, bo dzień przed zawodami polewano go jeszcze wodą. Wymagał ogromnego wyczucia.

Cuche jako jedyny czuł się idealnie. Nie przeszarżował na górze jak Bode Miller, który dwukrotnie był bliski wywrotki i ostatecznie zajął 12. miejsce. Ale nie jechał też zbyt bojaźliwie. - To był mój dzień - mówił Szwajcar. Był jedynym alpejczykiem, który na mecie nie trzymał się za zbolałe od nadludzkiego wysiłku uda. Zamiast tego wykonał swój firmowy numer - błyskawicznie wypiął prawą nartę z wiązania, uderzając o lewą, a następnie wyrzucił ją do góry i złapał w locie jedną ręką.

Złoty medal Cuche'owi należał się od dawna. W tym sezonie nie wygrał wprawdzie nic, ale w elicie specjalistów od konkurencji szybkościowych jest od lat. 36 razy stawał na podium PŚ w zjazdach i supergigantach. W 1998 r. wywalczył srebro w supergigancie na igrzyskach w Nagano. Ale na kolejne sukcesy musiał czekać dziesięć lat. Dopiero w poprzednim sezonie, już jako 33-latek, zdobył Małą Kryształową Kulę w zjeździe i do końca walczył z Bode Millerem o triumf w klasyfikacji generalnej. - Starsi panowie wciąż trzymają się mocno - mawia Cuche, który obok 37-letniego Marco Buechela z Liechtensteinu i 39-letniego Szweda Patricka Jaerbyna wciąż potrafi wspiąć się na alpejskie podium. Tym czwartym starszym panem jest 36-letni Hermann Maier, który jednak wczoraj zajął dopiero 18. miejsce. Austriak nigdy na MŚ nie spisał się tak słabo w swojej ulubionej konkurencji. Do tej pory najniżej był siódmy dwa lata temu w Are.

Mówiło się, że czas Cuche też się kończy, i że nie potrafi błyszczeć w kluczowych imprezach. Ostatnio w kadrze stracił prymat najlepszego zjazdowca, po tym jak Didier Defago wygrał klasyki w Wengen i Kitzbuehel. - Z wiekiem jest coraz trudniej harować na 100 proc. podczas treningów, ale kiedy przyjeżdżasz potem w takie miejsca jak Wengen, Bormio, Val d'Isere... Wiesz, że było warto - powiedział Cuche.

Jedyny Polak w męskiej kadrze na MŚ Maciej Bydliński zajął 41. miejsce. Do starszego o 13 lat zwycięzcy stracił ponad 9 s, ale przynajmniej dojechał do mety, co nie udało się aż 23 alpejczykom (na 70).

Na treningu zjazdu kobiet groźny wypadek miała wiceliderka PŚ Maria Riesh. Niemka została przewieziona do szpitala. Nie wiadomo, czy jeszcze wystartuje na MŚ. Dziś w Val d'Isere dzień przerwy. Jutro panie walczą o medale w superkombinacji.

Lindsey Vonn chce być narciarską królową - czytaj tutaj ?

Więcej o: