Albert Gryszczuk: Rajd dopiero się zaczyna...

Albert Gryszczuk to jeden z najlepszych polskich kierowców terenowych, co udowodnił, wygrywając w roku 2005 słynny (i trudny) rajd Berlin-Wrocław. Później wystartował w Dakarze 2006, osiągając - mimo sporych perypetii - metę. Był również na starcie Dakaru 2007, który niestety został odwołany. Tegoroczną rywalizację obserwuje niestety z domu.

Zobacz serwis rajdu Dakar na Sport.pl ?

Terenowo.pl: Startowałeś w Dakarze w roku 2006. Jak oceniasz rajd, który odbywa się właśnie w Ameryce Południowej?

Według mnie prawdziwy Dakar dopiero się nie zaczyna. W ogóle uważam, że to spore nadużycie markietngowe, aby nazywać ten rajd "Dakarem". Dakar jest tylko jeden i odbywa się w Afryce, tam gdzie leży stolica Senegalu.

Ale argentyński rajd robi na mnie ogromne wrażenie! To świetna przygoda, wspaniała rywalizacja! Bardzo chciałbym tam być i żałuję, że odpuściliśmy temat kilka miesięcy temu. Bardzo żałuję, że nie jadę. Chcę wrócić na Dakar, ale chciałbym też, żeby Dakar wrócił do Afryki. Tam jest jego miejsce. Rajd w Argentynie - mimo nazwy - to jednak zupełnie inne impreza. Bardzo smucę się losem mojego przyjaciela Paula Greena, który po wypadku leży w szpitalu w śpiączce farmakologicznej. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie...

Zacząłeś od tego, że rajd dopiero się zaczyna. A przecież zawodnicy walczą już od ponad tygodnia...

Ostatnie dni przed sobotnim odpoczynkiem pokazały, jak może być trudno. Dopiero teraz zacznie się prawdziwa rywalizacja. Gdy tylko pojawił się piasek - ciężarówki stanęły. To bardzo znaczące, bo pokazuje, jak wymagająca jest ta trasa. Tak ciężko nigdy w Afryce nie było. W Argentynie jest zupełnie inne podłoże. A już wymieszany fesz-fesz z błotem potrafi zatrzymać każdy samochód.

Komu kibicujesz?

Byłem pod ogromnym wrażeniem jazdy Nassera Al-Attiyaha, który był moim faworytem. Chciałem, aby wygrało BMW, bo to bardzo ważny przykład dla małych zespołów, taki jak nasz. Startujących bez wielkich pieniędzy. BMW X-Raid to zupełnie prywatny zespół z budżetem dziesięciokrotnie mniejszym od Mitsubishi czy Volkswagena. Mają wprawdzie wsparcie fabryki, ale tylko w ograniczonym stopniu. Nie mają np. tak rozbudowanych programów badawczych. Pomimo wycofania się Al-Attiyaha i tak uważam, że świetnie się spisali, długo ucierając nosa potęgom. Jest to duża zasługa ich szefa - Svena Quandta. Możemy się tylko od nich uczyć. To był majstersztyk - Nasser walczył o zwycięstwo, a pozostałe BMW go asekurowały. Nie wiem, czemu ominął aż tyle way pointów, co doprowadziło do dyskwalifikacji. Każdy punkt "odbija się" w GPS-ie, więc musiał wiedzieć, że nie jedzie po trasie. Widocznie musiało już być bardzo kiepsko z jego silnikiem. A niestety na pewno szefowie VW i Mitsubishi dopilnowali, aby sędziowie skrupulatnie przestrzegali regulamin. Wielka szkoda!

Jak oceniasz jazdę Polaków?

Bardzo dobre wrażenie wywiera na mnie jazda Krzyśka Hołowczyca, który uważam, że dorósł, aby ścigać się w takim rajdzie. Mając do dyspozycji lepsze auto, mógłby rywalizować o pierwszą trojkę z "El Matadorem". Jego postawa jest ogromnym sukcesem polskiego sportu motorowego! Rozczarowany natomiast jestem startem zespołu Olka Sachanbińskiego, który według mnie popełnił poważne błędy logistyczne i niestety wykazał się brakiem doświadczenia.

Więcej off-roadowych informacji na TERENOWO.PL ?

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.