18. kolejka Primera Division: Real w końcu wygrał na wyjeździe

Remis Valencii z Villarrealem 3:3 był lepszą promocją Primera Division niż gran derbi Barcelona - Real. Raul Gonzalez zagrał w lidze mecz numer 500, a drużyna z Madrytu wygrała z Mallorką 3:0

Hiszpańskie kluby toną w długach ?

Ci, którzy śledzą grę Valencii, trzeciej siły ostatnich lat w lidze hiszpańskiej, głowią się, jak długo niezbędni będą tam Baraja i Albelda. Para reprezentacyjnych pomocników grała w finale Champions League w 2001 roku przegranym z Bayernem Monachium w rzutach karnych. 34-letni Baraja mimo kilku ciężkich kontuzji wciąż grywa w Valencii pierwszoplanowe role, w sobotę zdobył gola na 1:0 już w 1. min meczu z Villarrealem. Główkował bezbłędnie po dośrodkowaniu Joaquina. Dwa lata młodszy Albelda, którego w ubiegłym roku z klubu bezskutecznie starał się usunąć Ronald Koeman, musiał udowodnić, jak wszechstronnym jest piłkarzem. Trener Unai Emry wystawił go na prawej obronie, by zastąpił ukaranego Miguela. I Albelda był jednym z najlepszych na boisku, a publiczność na Estadio Mestalla owacyjnie dziękowała za jego akcje.

Ale w Valencii mają też inną, młodszą i dziś już znacznie sławniejszą parę: Villa - Silva. Kiedy w 10. min najlepszy strzelec drużyny zdobył bramkę na 2:0 wydawało się, że goście już się nie podniosą. Tak jak przed tygodniem Atletico Madryt, które Valencia rozbiła w proch i pył. Ale Villarreal się nie załamał.

Zdaniem trenera Valencii kluczowa była kontaktowa bramka zdobyta głową tuż przed końcem pierwszej połowy przez stopera Fuentesa. Ale tak naprawdę to wejście Piresa w 63. min odmieniło drużynę gości. Francuz wspaniale pokierował kolegami i Villarreal wyrównał na niespełna kwadrans przed końcem po strzale Llorente. Po trzech minutach gospodarze znów prowadzili, a po kolejnych trzech ponownie był remis. Skrzydłowy Joaquin wrócił za obrońcą Capdevillą, ale bez sensu pociągnął za koszulkę w polu karnym. Jedenastkę wykorzystał Rossi. "To był najlepszy mecz tego sezonu, w którym obie drużyny zasłużyły na trzy punkty" - napisała "Marca".

Niewiarygodnej rzeczy dokonała Sevilla, która grała wyjazdowy mecz z aspirującym do miejsca w Lidze Mistrzów Deporivo la Coruna. W 34. min Bodipo zdobył prowadzenie dla gospodarzy, a sześć minut później Enzo Maresca po uderzeniu łokciem strzelca gola wyleciał z boiska z czerwoną kartką. Goście zdawali się bezradni, ale odmienił ich Kanoute, który wszedł w drugiej połowie. Malijczyk, ukarany ostatnio trzema tysiącami euro grzywny za pokazanie koszulki z napisem "Palestyna", asystował przy bramkach Luisa Fabiano i Renato. W 93. min trzecią bramkę zdobył Diego Capel. - Podarowaliśmy im ten mecz - powiedział trener gospodarzy Miguel Angel Lotina.

Sevilla wygrała z Deportivo drugi raz w ciągu trzech dni - w środę było 2:1 w Pucharze Króla. Właśnie wtedy po zdobyciu drugiej bramki Kanoute wykonał gest popierający Palestyńczyków. Za dwa dni Sevilla znowu gra na Riazor w La Corunii, broniąc gola zaliczki z pierwszego pucharowego meczu.

Perez: Ronaldo będzie w Realu ?

Raul po raz 500.

Real Madryt po raz pierwszy od trzech miesięcy wygrał wyjazdowy mecz. Po zwycięstwie w derbach na Vicente Calderon potem mu się to nie udało. Mallorka rzuciła się do ataku, a pierwsza kontra Królewskich przyniosła im prowadzenie. Higuain genialnie podał do Robbena, który pobiegł sam na bramkę i pokonał bramkarza gospodarzy. Higuain był bohaterem akcji na 2:0. Podał do Raula, a ten uderzył piłkę piętą. Na Majorce kapitan Realu zagrał w lidze po raz 500. i zdobył gola numer 212. W historii klubu lepszy od Raula był tylko legendarny Alfredo di Stefano z 216 bramkami ligowymi. Najlepszy w historii ligi jest Zarra (251 bramek). Trzecią bramkę dla Realu zdobył Sergio Ramos.