Glinka w ciąży, więc nie będzie medalu?

- Jeśli zostanę trenerem kadry, nie obiecam, że Polska powalczy na mistrzostwach Europy o medal - mówi ubiegający się o tę posadę Jerzy Matlak i wylicza: - Już wiem, że Małgorzata Glinka jest w ciąży, Dorota Świeniewicz nie chce wracać do siatkówki, nie wiadomo co z innymi zawodniczkami

Matlak trenerem siatkarek w klubie lub kadrze ?

Jesienne mistrzostwa Europy to obok mistrzostw Europy koszykarzy, najważniejsza sportowa impreza w Polsce w 2009 roku. Oczekiwania są duże - dwukrotne z rzędu mistrzynie kontynentu (2003, 2005) muszą stanąć przynajmniej na podium. Chce tego i Polski Związek Piłki Siatkowej, i sponsor - Polkomtel, który co roku wykłada na siatkówkę 17 mln zł - i telewizja Polsat, która nabyła wszystkie prawa do siatkówki do 2014 roku włącznie. Kibice posuwają się jeszcze dalej i żądają od nowego trenera trzeciego złota ME.

O posadę selekcjonera starają się Jerzy Matlak i Alojzy Świderek. Ten pierwszy, szkoleniowiec Farmutilu Piła, był na kolejnej turze rozmów w PZPS. - Od poprzedniego spotkania przed świętami wiele się zmieniło - opowiada "Gazecie". - Wtedy zakładałem, że nowemu trenerowi uda się np. nakłonić do gry w kadrze Małgorzatę Glinkę czy Dorotę Świeniewicz. Dziś wiem, że to niemożliwe. Glinka jest w ciąży, Świeniewicz ma inne plany. Z pozostałymi zawodniczkami też trzeba porozmawiać i samemu przekonać się, jakie mają plany wobec kadry, co tam się naprawdę wydarzyło za czasów Bonitty, czy one chcą w ogóle o tym rozmawiać i co począć z tym rozbitym zespołem dalej.

31-letnia Glinka to liderka drużyny i jej największa gwiazda. Zdaniem rywali Polek, gdyby nie ona, nie byłoby ani dwóch medali mistrzostw Europy, ani awansu na pierwsze po 40 latach igrzyska olimpijskie. To osobowość, która panuje nad zespołem. W Pekinie Glinka kilka razy zabierała głos w szatni zamiast trenera Bonitty.

Świeniewicz jest o pięć lat starsza. To najlepsza siatkarka Europy 2005 roku. Najlepsze lata kariery spędziła we Włoszech i Hiszpanii. Z Serie A związana była jeszcze do 30 grudnia, ale jako jedyna siatkarka zaprotestowała przeciwko zaległościom finansowym i poprosiła o rozwiązanie kontraktu.

Z kadrą rozstała się równo rok temu, kiedy Marco Bonitta odsunął ją od drużyny przed turniejem kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich. Szkoleniowcy z polskiej ligi zgodnie twierdzą, że mimo 37 lat Świeniewicz pomogłaby reprezentacji, ale ta rozwiewa nadzieje. - Chyba wszyscy liczyli się z tym, że starsze zawodniczki kiedyś skończą karierę. Czas, żeby wreszcie młodsze dziewczyny wzięły na siebie ciężar gry w reprezentacji - powiedziała "Gazecie".

- W związku chcieliby, aby nowy trener obiecał medal mistrzostw Europy, które po raz pierwszy odbędą się w Polsce. Nie wiem, jak Alojzy Świderek, ale ja w tej sytuacji nie mogę tego zrobić. Musiałbym kłamać i obiecywać gruszki na wierzbie - mówi Matlak.

Jego zdaniem kluczowe są rozmowy z siatkarkami. - Może być wiele kolejnych niespodzianek - uważa i złości się, że nowy trener reprezentacji będzie musiał rozpoczynać pracę od zera. - Dlatego proponuję odwrót od dotychczasowej polityki. Powiedziałem podczas czwartkowej rozmowy: nie mam zębów lwa i nie jestem przerażającym monstrum, za które się mnie często uważa. Jako trener kadry nie mam zamiaru nikogo nie słuchać i zjadać wszystkie rozumy. Przeciwnie, proponuję związkowi pełną współpracę przy prowadzeniu kadry - twierdzi Matlak. - Chodzi o to, aby uniknąć na przyszłość patologicznej sytuacji, jaką mamy po odejściu Marca Bonitty. On dostał pulę pieniędzy na swój sztab szkoleniowy. Zatrudnił Włochów i gdy skończył pracę, zwinął ich i swoje manatki i tyle go widzieli. Co zostało w Polsce po pracy Bonitty? Nic, nawet nie wiemy, jak pracowali. Musimy zaczynać od zera.

Matlak zaproponował PZPS całkowicie polski sztab szkoleniowy. - Wystarczy już zaglądania przez ramię włoskim fachowcom. W 40-milionowej Polsce też się trochę na siatkówce znamy - twierdzi. - Jeśli zostanę trenerem, chce by po mnie został ślad w postaci gwardii polskich współpracowników. Nie wiem, czy związek się na to zgodzi, ale uważam, że nie powinno już wchodzić w rachubę rozwiązanie typu: płacimy trenerowi, niech on się wszystkim zajmie, a my mamy problem z głowy i nic nas nie obchodzi. To kadra narodowa, ona powinna obchodzić. To także miejsce, które należy wykorzystać do szkolenia polskich trenerów.

63-letni Matlak ma nadzieję, że praca z kadrą całkowicie zmieniłaby jego wizerunek. - Przylepiono mi łatę furiata, bo często wrzeszczę na zawodniczki podczas przerw w meczu. A ja najbardziej denerwuję się i krzyczę, gdy zawodniczki popełniają najprostsze błędy. A przecież na szczeblu reprezentacji, przy takim poziomie zawodniczek takie błędy są znacznie rzadsze, więc i moich wybuchów będzie mniej - śmieje się.

- Trener Matlak realnie podchodzi do sprawy. Jeśli wypadają mu dwie zawodniczki, które miały być sportowym i mentalnym trzonem kadry, to trudno, by obiecywał złote góry - mówi "Gazecie" Wojciech Drzyzga, ekspert Polsatu Sport i Sport.pl. - Nie przekreślałbym jednak szans Polek na medal, bo wiele drużyn, np. Włoszki, Rosjanki, Holenderki, też przechodzą kadrową rewolucję.