Szokujące wyznania bokserskiego mistrza

Superbokser Shane Mosley przyznał, że był na dopingu bijąc Oscara de la Hoyę w 2003 roku i zdobywając tytuł mistrza świata. Federacja WBC wszczęła śledztwo, a diler Victor Conte twierdzi, że słynny pięściarz przyjeżdżał po doping szykownie - limuzyną

WBA zbada werdykt w walce Wałujew - Holyfield ?

W walce Mosley - de la Hoya II we wrześniu 2003 roku stawką były tytuły w dwóch ważnych federacjach. Pojedynek prowadzony był w szalonym tempie. De la Hoya zadał 616 ciosów, Mosley 496. W 12 rundzie ojciec "Sugara" Mosleya i jego sekundant krzyknął: - Musisz go znokautować, bo przegrasz!

Mosley, uważany wówczas za pięściarza nr 1 na świecie bez względu na wagę, zaatakował. Ale Oscara nie znokautował. Mimo to go pokonał, być może właśnie dzięki temu ostatniemu zrywowi. Sędziowie dali mu tylko minimalne zwycięstwo. Gdyby przegrał jedną rundę więcej, nie zdobyłby tytułu w wadze lekkośredniej, którego bronił De la Hoya. W tym pojedynku Mosley oszukał przeciwnika.

Trzy miesiące po walce przyznał się do oszustwa, ale tylko wysokiej ławie przysięgłych podczas zamkniętego posiedzenia i nikomu innemu, licząc że zeznania pozostaną tajemnicą. Tak by się stało - prokurator nie prowadził przeciw niemu żadnej sprawy, zaś branie EPO i sterydów nie jest karalne w USA. Ale przygotowując proces baseballisty Barry'ego Bondsa o doping, sąd w grudniu 2008 roku uchylił klauzulę tajności.

Okazało się, że podczas przesłuchania Mosley przyznał, że długo był klientem laboratorium dopingowego BALCo, że brał EPO podwyższające wytrzymałość, brał niewykrywalny THG oraz inne sterydy, potęgujące siłę i agresywność. Wszystko w 2003 roku, tuż przed walką z de la Hoyą.

Po pojawieniu się pierwszych plotek, że jest zamieszany w doping, taktyka Mosleya przypominała propagandę biura politycznego po zestrzeleniu cywilnego samolotu przez radziecki myśliwiec. Najpierw zawsze "nie było takiego zdarzenia", potem "faktycznie, był incydent, wyjaśniamy okoliczności", następnie "doszło do pomyłki", wreszcie - w czwartej fazie - "radziecki bohater zestrzelił szpiegowski obiekt latający", w tym przypadku Jumbo Jeta z Korean Air.

Mosley więc najpierw milczał, potem długo zaprzeczał, że ma z aferą dopingową cokolwiek wspólnego. Potem przyznał, że był klientem BALCo, ale nie brał dopingu, tylko niewinne witaminy. I - jeszcze przed odtajnieniem swoich zeznań - pozwał arcyszarlatana dopingu Victora Conte o zniesławienie.

Conte ostrzegł więc pięściarza, że ci którzy wcześniej stosowali taką taktykę są zdyskwalifikowani za doping, ukarani przez sąd wysokimi grzywnami lub/i przesiedzieli sporo czasu w więzieniu. Jak Marion Jones, która też długo zarzucała Conte'mu kłamstwo. Wytoczyła mu nawet proces o zniesławienie o 25 mln dol. Teraz Conte przedstawia osławionej dopingowiczce rachunki za swoich obrońców - 150 tys. dol. - i żąda zwrotu z odsetkami.

Według Conte'go pięściarz przyleciał specjalnie po towar do San Francisco, udał się do laboratorium z wielkim szykiem, czyli limuzyną, a jakże. Zapłacił za "witaminy" 1850 dol., wysłał je do domu firmą kurierską, aby nie mieć kłopotów na lotnisku. Wstrzykiwał je sobie samodzielnie. Dociekał podczas spotkań, czy środki są niebezpieczne dla zdrowia. Niepokoił się o wyniki kontroli antydopingowej. Wreszcie, zaprzestał zastrzyków po walce z De la Hoyą. Czyli doskonale wiedział, że to co bierze to doping.

- Inni sportowcy powiązani z aferą BALCo zostali surowo ukarani. Mosley wciąż niesprawiedliwie zarabia miliony dolarów w boksie - pisze Conte.

Walka Mosley - de La Hoya II przyniosła dzięki transmisjom w systemie pay-per-view 50 mln dol. Federacja WBC wszczęła śledztwo. Co prawda w 2003 roku EPO nie było na jej liście zakazanych środków, ale sterydy jak najbardziej. 24 stycznia Mosley wyjdzie do ringu zmierzyć się z Antonio Margarito.