Krzysztof Stelmach - pożegnał Skrę i z nią wygrywa

Prowadzony przez Krzysztofa Stelmacha zespół Zaksy Kędzierzyn-Koźle pokonał już na wyjazdach dwa najbogatsze polskie kluby - Skrę i Resovię.

Krzysztof Stelmach przez trzy poprzednie sezony był zawodnikiem Skry. Dzięki temu po powrocie z Włoch wreszcie został mistrzem Polski, i to aż trzykrotnie. W wieku 41 lat zakończył karierę i niespodziewanie dostał ofertę zostania trenerem Zaksy Kędzierzyn-Koźle. Przyjął ją, choć nie miał doświadczenia.

- Dlaczego mam nie spróbować - mówił, żegnając się z Bełchatowem. Na razie idzie mu świetnie, bo niedoceniany zespół jest liderem PlusLigi. I to nieprzypadkowym, bo pokonał już na wyjazdach dwa najbogatsze polskie kluby - Skrę i Resovię.

W Bełchatowie mimo zwycięstwa mówił o mankamentach w grze swoich podopiecznych. - Cieszymy się wszyscy z tego, co dobre, ale rolą trenera, często niewdzięczną, jest zwracanie uwagi na błędy. Mam zastrzeżenia do naszego bloku, bo, z całym szacunkiem dla Michała Bąkiewicza, nie można pozwolić mu na zakończenie tylu ataków - stwierdził.

Opowiadał też o założeniach przedmeczowych: - Mieliśmy zagrać na granicy ryzyka w ataku i zagrywce, tymczasem w pierwszym secie Skra nas zbiła. Widziałem, że chłopaki przestraszyli się. Dostaliśmy pięścią w twarz, lecz potrafiliśmy się otrząsnąć. Później graliśmy jak równy z równy, jak lider z wiceliderem. Cały czas wierzyłem, że poprzez wiarę i agresję możemy osiągnąć korzystny wynik.

Stelmach denerwuje się, gdy słyszy pytanie, czy pokonanie jego poprzedniego klubu daje mu większą satysfakcję niż inne zwycięstwa. - Nie będę wpadał w hurraoptymizm i euforię, bo wygraliśmy ze Skrą. Co my mamy udowadniać? Tak samo podchodzę do meczu w Warszawie i Bełchatowie. Z obu zwycięstw cieszę się tak samo - zakończył.

Więcej o: