500. mecz Andrzeja Pluty - święto we Włocławku

Andrzej Pluta był najlepszym strzelcem Anwilu w wygranym 84:67 meczu z Czarnymi. Znakomity snajper rozegrał już pół tysiąca meczów w ekstraklasie.

Pluta to grająca legenda polskiej ligi. 5 sezonów w Bytomiu, 4 we Włocławku, po jednym w Rudzie Śląskiej, Słupsku, Pruszkowie, Sopocie i Zgorzelcu. Ma sześć medali mistrzostw Polski, z czego dwa złote (Anwil 2003 i Prokom 2004). Ale ten najcenniejszy jest z Włocławka - 34-letni Pluta, pytany o najbardziej pamiętny mecz kariery, wymienia ostatni, zwycięski z finału w 2003 r.

Dlatego Pluta jest we Włocławku bohaterem - jedyne mistrzostwo w historii klubu jest dobrze pamiętane. Wczoraj, przed swoim 500. meczem, dostał kwiaty, wielkie owacje, a w trakcie spotkania wzbudzał szał radości, zdobywając kolejne punkty - okazji było wiele. Anwil wywalczył przewagę dzięki dobrej grze drużyny, ale obecność Pluty momentami miała kluczowe znaczenie.

To jego 6 punktów z rzędu na początku drugiej kwarty dało gospodarzom prowadzenie 32:24. Pluta zszedł wówczas z boiska i Czarni odrobili szybko 4 punkty. Kiedy rzucający Anwilu wrócił na parkiet, gospodarze zaczęli dominować.

Trener Czarnych Gasparn Okorn z racji tego, że jest fanem defensywy, musiał kipieć w środku, patrząc na końcówkę drugiej kwarty, kiedy jego zespół tracił punkty co kilkanaście sekund. Od stanu 34:30 dla Anwilu zrobiło się 47:33.

Ale Słoweniec, inaczej niż jego choleryczni rodacy Andrej Urlep i Saso Filipovski, zachowywał się spokojnie. Minutę przed przerwą usiadł nawet na ławce, jakby czekając na kilka chwil z zespołem w szatni. Jednak już 10 sekund przed końcem zerwał się z miejsca, bo jego drużyna, zamiast grać do końca akcji, niepotrzebnie forsowała akcję pod zatłoczonym koszem.

Czarni grali jednostronnie - większość ataków w pierwszej połowie ograniczała się do indywidualnych akcji Jaya Straighta albo Demetrica Bennetta. Żadnego zagrożenia - odwrotnie niż w Anwilu - nie stanowili podkoszowi. - Porażkę bierzemy na siebie. Nie zagraliśmy tak, jak chciał trener - przyznał Straight.

Po przerwie Czarni przegrywali już 36:52, ale 8 szybkich punktów zmniejszyło straty o połowę. I znów dał znać o sobie Pluta, który wcisnął się pod kosz i sprytnie dograł piłkę do Olivera Stevicia. Ten zakończył akcję wsadem, a Anwil zdobył jeszcze 10 punktów z rzędu bez odpowiedzi rywali. Także dzięki świetnemu Łukaszowi Koszarkowi, który dobrze kontrolował akcje gospodarzy. W grze włocławian nie widać było wyrzuconego z klubu za doping Gerroda Hendersona. Anwil wygrał trzeci mecz z rzędu.

Pluta zdobył wczoraj najwięcej punktów dla Anwilu (18), ale większą gwiazdą był właśnie Koszarek, który grał świetnie i równo przez cały mecz. Rzucił 17 punktów, miał 10 asyst i 5 zbiórek. Zasłużył na wielkie brawa.

Ale to było święto Pluty.

Liczba Pluty

7384 - tyle punktów zdobył w 500 meczach. Średnio po 14,8 na mecz.

Dream team Pluty

Mariusz Bacik, Adam Wójcik, Maciej Zieliński, Dominik Tomczyk, Michał Ignerski, Kordian Korytek, Robert Kościuk, Paweł Szcześniak, Tomasz Jankowski, Tomas Pacesas, Goran Jagodnik, Kris Lang.

Więcej o: