Europa kradnie graczy NBA

Olympiakos Pireus dający Kobe Bryantowi 60 mln dol. za trzy lata gry. LeBron James rozważający kontrakt w Europie za 50 mln, aby się promować poza USA. Czy NBA ma problem?

Kto może zdetronizować Boston Celtics? ?

Ruszyła NBA. Dzisiaj pierwszy mecz rozegrają Orlando Magic, gdzie gra jedyny Polak Marcin Gortat, z Atlanta Hawks. Gortat to zawodnik, który całą karierę podporządkował NBA. Jest jednak coraz więcej takich, którzy wolą występować w Europie.

USA opuściło latem 12 zawodników, którzy zebrani razem utworzyliby słaby, ale nie najgorszy zespół w NBA (patrz ramka). Jest wśród nich trzech Amerykanów, których ich byłym pracodawcom będzie brakowało. To nowość, bo dotychczas kontrakty w Europie podpisywali zawodnicy w NBA nieprzydatni.

Podczas igrzysk w Pekinie kilku ważnych zawodników reprezentacji USA przyznało, że co najmniej wysłuchaliby oferty europejskiego klubu, gdyby zapłacił im 40 mln dol. rocznie. Najwyższa płaca w poprzednim sezonie NBA to 23,7 mln Kevina Garnetta. Tylko że skrzydłowy Boston Celtics musi od tego płacić duży podatek. W Europie za zawodników robią to kluby.

Josh Childress, najlepszy rezerwowy Atlanta Hawks, mógł podpisać z klubem nową umowę, z której za pierwszy rok dostałby 5,6 mln. W Olympiakosie Pireus otrzymał 20 mln netto za trzy lata i po każdym sezonie może wykorzystać opcję powrotu do NBA.

Isiah Tomas znów ma kłopoty ?

Hawks mieli związane ręce, bo przepisy NBA nie pozwalały im na zapłacenie zawodnikowi więcej - kluby w USA muszą ograniczać wydatki w ramach tzw. salary cap. Jeśli pułap wynagrodzeń przekroczą, to płacą lidze podatek od luksusu.

Do podatków i regulaminów, które stawiają NBA na straconej pozycji w porównaniu z potentatami z Europy, latem doszła kwestia słabego dolara. Kluby ze Starego Kontynentu to wykorzystały. Pojawiły się nawet pogłoski o przyszłych wielkich transferach - włoskie media podały, że Olympiakos za rok chce zaproponować najlepszemu koszykarzowi ubiegłego sezonu w NBA Kobe Bryantowi 60 mln dol. za trzy lata. A poza tym klub miałby opłacić agenta, podatki i wynająć koszykarzowi willę nad brzegiem Morza Śródziemnego.

Europa ma jeszcze jeden, nowy, sposób na przechwytywanie amerykańskich talentów - podpisywanie kontraktów z zawodnikami kończącymi naukę w szkole średniej. Od kilku lat nie mają oni prawa przechodzenia bezpośrednio do NBA tak jak Garnett czy James. By podpisać kontrakt w NBA, zawodnik musi mieć teraz skończone 19 lat i odczekać przynajmniej rok od zakończenia nauki. Zawodnicy szli na rok na uniwersytety, na których grali za darmo.

Teraz pojawił się wyjątek. 19-letni Brandon Jennings, jeden z najlepszych graczy w USA w swoim roczniku, podpisał kontrakt z Lottomatiką Rzym. Za rok gry zarobi 1,2 mln dol., a za promowanie odzieży Under Armour - kolejne 2 mln. Jego kontrakt po każdym sezonie może zostać wykupiony przez klub z NBA. Czy za rok podobnie postąpią inni?

Komisarz NBA David Stern utrzymuje uśmiech na twarzy, mimo że ze względu na kryzys ekonomiczny liga zwolniła 80 pracowników. Sportowo jest nieźle: medialne finały Celtics - Lakers były dla NBA gwiazdką z nieba, a złoto w Pekinie umocniło wizerunek amerykańskiej ligi. Ale USA nie są już jedynym koszykarskim mocarstwem na świecie.

Wyjechali do Europy

Carlos Arroyo (Orlando - Maccabi Tel Awiw), Earl Boykins (Charlotte - Virtus Bolonia), Primoz Brezec (Toronto - Lottomatica Rzym), Josh Childress (Atlanta - Olympiakos), Carlos Delfino (Toronto - Chimki Moskwa), Jorge Garbajosa (Toronto - Chimki), Gordan Giricek (Phoenix - Fenerbahce Stambuł), Brandon Jennings (szkoła średnia - Lottomatica), Nenad Krstić (New Jersey - Triumph Moskwa), Bostjan Nachbar (New Jersey - Dynamo Moskwa), JuanCarlos Navarro (Memphis - Barcelona), Jannero Pargo (New Orleans - Dynamo).

Gortat: Chcę być mocnym ogniwem w Orlando ?

Więcej o: