Janusz W. współpracował z "Fryzjerem"

Zarzuty ustawienia ośmiu meczów i współdziałania z "Fryzjerem" oraz wniosek o trzymiesięczny areszt - to efekt 12-godzinnego przesłuchania Janusza W.

Zdzisławowi K. grozi 5 lat więzienia, ale dalej chce być prezesem PZPN ?

Były selekcjoner reprezentacji Polski Janusz W. przez cały czwartek był przesłuchiwany. Do wrocławskiej prokuratury wszedł o godz. 10 rano, wyszedł kwadrans po 22. Przesłuchiwali go prokuratorzy Krzysztof Grzeszczak i Robert Tomankiewicz. - Potwierdził większość faktów i okoliczności z materiału zebranego w śledztwie - mówi Edward Zalewski, szef XI Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej we Wrocławiu. - Formalnie do winy się jednak nie przyznał. Przedstawiliśmy mu osiem zarzutów ustawiania meczów z okresu jego pracy w Świcie Nowy Dwór (w rundzie wiosennej sezonu 2003/04W. ratował ten klub przed degradacją z ekstraklasy) plus współdziałanie w kilku przypadkach z "Fryzjerem".

Po przesłuchaniu W. został z powrotem odwieziony do policyjnej izby zatrzymań. W piątek rano sąd rozpatrzy wniosek prokuratury o areszt trzymiesięczny. - Istnieją uzasadnione obawy, że podejrzany może mataczyć - wyjaśnia Zalewski.

Zdaniem prokuratury W. wręczał pieniądze sędziom i obserwatorom (w przypadku zatrzymanego w tej samej sprawie dzień wcześniej obserwatora Krzysztof P. również jest wniosek o trzymiesięczny areszt). Zalewski: - Na razie odmawiam odpowiedzi na pytanie czy W. korumpował również piłkarzy innych drużyn. Czy w korupcyjnym wątku Świtu Nowy Dwór kolejnymi zatrzymanymi będą piłkarze oraz inni trenerzy?

- Podejrzany w przypadku niektórych spotkań ma postawiony więcej niż jeden zarzut korupcyjny. Jednak na tym etapie śledztwa nic więcej nie mogę ujawnić - mówi Zalewski.

Kiedy Janusz W. ratował Świt przed spadkiem, klub miał przeznaczyć na korupcję kilkaset tysięcy złotych. Dwa dni wcześniej CBA zatrzymało trzech działaczy Świtu, którym również postawiono zarzuty. Oni mieli ujawnić rolę W. w kupowaniu meczów.

Według środowego "Przeglądu Sportowego" W. miał oferować łapówki od 20 do 30 tysięcy złotych kilku sędziom prowadzącym mecze Świtu. Gazeta wymieniła większość arbitrów prowadzących spotkania Świtu, gdy trenerem zespołu był Janusz W. Rozmawialiśmy z dwoma z tych sędziów. Obydwaj stanowczo zaprzeczają, że brali jakiekolwiek pieniądze za ustawianie meczów.

- Mam już dość tych podejrzeń - podkreśla Grzegorz Gilewski, sędzia międzynarodowy. - Nie znam żadnego działacza Świtu. Nikt z przedstawicieli tego klubu ani trener W. nigdy nie obiecywali mi pieniędzy ani ich nie wręczali. W życiu zrobiłem wiele, żeby pokazać i udowodnić, iż jestem uczciwym człowiekiem. Jako pierwszy arbiter w Polsce podpisałem zawodowy kontrakt i równocześnie podpisałem stosowne weksle zabezpieczające. Gdybym został skazany prawomocnym wyrokiem, musiałbym zapłacić 250 tysięcy złotych kary. Nie chcę już mówić o korupcji w piłce, bo nie mam z nią nic wspólnego - kończy Gilewski, który prowadził mecz Świtu z Polonią Warszawa wygrany przez zespół trenera W. 2:1.

Jarosław Żyro prowadził spotkanie Świtu z Odrą Wodzisław. On również zaprzecza, że wziął jakiekolwiek pieniądze.

- To kompletne bzdury - zarzeka się Żyro. - Pamiętam, że mecz rozgrywany był w Wielką Sobotę. Nic ciekawego się nie działo. Do przerwy Odra prowadziła 1:0, a gracze Świtu nie sprawiali wrażenia, że dla nich jest to mecz o życie. Po przerwie Świt strzelił trzy gole i to wszystko. Nikt nie miał uwag, pretensji. Ekipa Odry absolutnie nic nie mówiła, nie narzekała. A im dość często zdarza się narzekać, że sędziowie krzywdzą ich na wyjazdach

Według naszych nieoficjalnych informacji nie można wykluczyć, że Janusz W. brał od działaczy pieniądze na kupowanie spotkań, ale czasami zostawiał je dla siebie.

- W. często przychodził i mówił, że potrzebuje kasy na "organizację" meczów - mówił działacz proszący o anonimowość. - Działał na kilka frontów, gdyż oprócz sędziów starał się neutralizować kilku piłkarzy przeciwnej drużyny. Przez wybranych graczy przekazywano im łapówki. Jednak mam wrażenie, że często W. większą część pieniędzy na łapówki zostawiał dla siebie. Liczył, że drużyna i tak wygra - podkreśla nasz rozmówca.

Drzewiecki o zjeździe PZPN: Nie ma dobrego rozwiązania ?

Wybierz Sportowe Przeżycie 2008!

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.