Z Czechami zagra Łukasz Fabiański?

Rezerwowy Arsenalu Łukasz Fabiański jest bliżej występu z Czechami niż Artur Boruc - uważa Andrzej Dawidziuk, trener bramkarzy w kadrze. Na którego postawi Leo Beenhakker?

Trudny wybór? Obejrzyj obu w akcji na Z Czuba.tv ?

- Byłbym rozczarowany, gdybym nie zagrał, ale uszanuję decyzję trenera. Bo będzie ona dobra dla drużyny. Nie patrzę na poprzednie mecze. Liczą się tylko te, które przede mną. Jestem gotowy, by grać - powiedział wczoraj we Wronkach Fabiański. - Rozczaruję was, ale dziś nie będzie żadnych wywiadów - mówił z kolei uśmiechnięty Boruc, który parę minut po godz. 16 zniknął za drzwiami hotelu Olympic. Razem z Dariuszem Dudką wrócił do drużyny narodowej po skandalu we Lwowie i dyskwalifikacji za pijaństwo. Trzeciego odwieszonego Radosława Majewskiego wykluczył uraz kolana. Lwowski incydent może jednak kosztować Boruca, gwiazdę polskiej kadry podczas Euro, miejsce w podstawowej jedenastce.

Wczoraj rozpoczęło się zgrupowanie przed meczami eliminacji MŚ z Czechami (sobota w Chorzowie) i ze Słowacją (przyszła środa w Bratysławie). Zamiast 24 zawodników jest 23 - uraz wykluczył Tomasza Bandrowskiego z Lecha i Marcina Kowalczyka z Dynama Moskwa. Na kontuzje narzeka też Jakub Błaszczykowski, ale do soboty powinien być zdrowy. Wczorajsze zamieszanie i decyzje w sprawie wycofania kuratora z PZPN oraz niezawieszania Polski w eliminacjach piłkarze i trenerzy kwitowali jednym zdaniem: - Nie wiemy, o co w tym chodzi, ale od początku wiedzieliśmy, że mecze będą zgodnie z planem.

Jeszcze nigdy, przed żadnym meczem o punkty nie było takiej dyskusji o tym, kto zagra w bramce. Kadra Beenhakkera zawsze miała niekwestionowanego lidera między słupkami. Teraz obojętnie, kogo Holender wystawi, i tak będzie miał zwolenników oraz przeciwników.

Wczoraj trener Dawidziuk, choć wychwalał pod niebiosa Boruca (powiedział m.in., że bramkarz Celticu był najlepszy ze wszystkich golkiperów na Euro w sytuacjach jeden na jednego), to więcej argumentów na "tak" miał na rzecz Fabiańskiego. A właściwie nie znalazł ani jednego powodu, dla którego bramkarz Arsenalu miałby nie grać. Argument, że znają się z Łukaszem ze szkółki w Szamotułach, nie miał żadnego znaczenia.

23-letni bramkarz zagrał ze Słowenią (1:1) i San Marino (2:0 plus obroniony karny w drugiej minucie). W obu spotkaniach ustrzegł drużynę od większej liczby straconych goli i mało jest takich, którzy z ręką na sercu przysięgliby, że Boruc na pewno spisałby się lepiej. Bramkarz Celticu stracił swoją szansę we Lwowie - został zdyskwalifikowany i nie dostał powołania na kolejne mecze, w których Fabiański zagrał świetnie.

Do trenera ze szkoły piłkarskiej w Szamotułach nie trafiają argumenty, że są drużyny, w których pierwszy bramkarz wraca między słupki po kontuzji albo pauzie za kartki. - Bo widocznie jest ogromna różnica między nim a zmiennikiem. Buffon, van der Sar czy kiedyś Kahn wracali do bramki po przerwie, bo mieli wyraźnie słabszych dublerów. Między Łukaszem a Arturem nie ma przepaści - tłumaczy. I dodaje, że tak komfortowej sytuacji jak Polska nie ma na tej pozycji... nikt w Europie.

Beenhakker mówi mniej więcej tym samym głosem co Dawidziuk. Dla niego najważniejszym argumentem jest to, że Fabiański zagrał dobrze w kadrze, mimo iż na co dzień w Arsenalu w ogóle nie gra. W reprezentacji miał udane mecze nawet wówczas, gdy w klubie był... numerem trzy (za Lehmannem i Almunią). - Wybiorę lepszego dla zespołu - zapowiedział Beenhakker.

Boruc to jednak bardzo charyzmatyczna postać, nadaje drużynie charakter i dodaje jakości. Koledzy wstawili się u selekcjonera za nim i dwoma innymi graczami zdyskwalifikowanymi we Lwowie. Ale na tym ich rola się skończy, bo trudno sobie wyobrazić, by którykolwiek z zawodników poszedł i przekonywał Beenhakkera: "Niech pan postawi na Boruca". Mówiąc wczoraj o bramkarzach, selekcjoner wymienił nazwisko Fabiańskiego, gdy chwalił go za Słowenię i San Marino. Nazwiska Boruca nie wspomniał, za to trzeciego powołanego Wojciecha Kowalewskiego - owszem.

Ból głowy selekcjoner miał duży, bo każdy z trójki, która jest we Wronkach, był już u Holendra numerem jeden, dwa i trzy. Kowalewski bronił na początku poprzednich eliminacji (od drugiego meczu), Boruc zajął miejsce między słupkami w spotkaniu piątym - bo Kowalewski musiał pauzować za kartki. I od listopada 2006 roku bramkarz Celticu był numerem jeden w Polsce. Nie oddał go, bo nie dość, że bronił bezbłędnie, to jeszcze Kowalewski przestał grać w klubie. Miał fantastyczne Euro i gdyby nie sprawa we Lwowie, grałby dalej. Nawet mimo że w towarzyskim meczu na Ukrainie przez 90 minut bronił Fabiański.

Rezerwowy Arsenalu wykorzystał szansę i zyskał kolejny bonus. To on lepiej rozumie się z przemeblowaną - w porównaniu z Euro - defensywą. Został w niej właściwie tylko Michał Żewłakow. Marcin Wasilewski i Mariusz Jop zagrali tylko w jednym z trzech spotkań. Poza tym szansę dostali m.in. Marcin Kowalczyk i Grzegorz Wojtkowiak - z nimi Boruc nie grał nigdy.

Sprawa wygląda więc tak, że po raz drugi - po kolejnej wielkiej imprezie - Artur Boruc może stracić miejsce w bramce. Po bardzo udanym dla niego mundialu w Niemczech potrzebował trzech miesięcy i pecha kolegów (Jerzego Dudka i Kowalewskiego), by wrócić między słupki. Rolę numer dwa znosił z pokorą, złość dusił, bo nie chciał podpaść nowemu wtedy selekcjonerowi z Holandii. Przekonał go do siebie grą w klubie i eliminacjach, a potem nie dał powodu do zmiany.

Teraz znowu może być tylko zmiennikiem, mimo że kapitalnie broni w klubie. Nie od dziś wiadomo, że im trudniejszy przeciwnik i większa presja, tym większa mobilizacja 28-letniego bramkarza. Pytanie tylko, czy jeśli Beenhakker teraz posadzi go na ławce, Boruc potraktuje to z takim zrozumieniem jak dwa lata temu?

Skrtel wypada ze składu Słowaków na mecz z Polską

Marcin Kowalczyk nie zagra z Czechami i Słowacją