Beenhakker: Październik miesiącem polskiego piłkarza

Nie mamy wpływu na to, co się dzieje na linii FIFA - minister sportu - PZPN, więc skupiamy się wyłącznie na treningach przed najważniejszymi meczami eliminacji. Jak gdyby nigdy nic - mówi trener reprezentacji Polski Leo Beenhakker

Premier Donald Tusk idzie na wojnę z FIFA ?

Michał Pol, Robert Błoński: Wierzy pan, że mecz z Czechami się odbędzie?

Leo Beenhakker: Nie tylko ja, ale nikt nie ma pojęcia, co wydarzy się w poniedziałek. Nikt nie wie, czy mecz na pewno odbędzie się w sobotę. Mam więc zamiar robić to, co każdy trener w sytuacji, na którą nie ma wpływu: przygotowywać się z drużyną do ważnych spotkań. Jak gdyby nigdy nic. W sobotę gramy z Czechami i póki ktoś nam nie oznajmi, że jest inaczej, przygotowania odbywają się jak zawsze.

Przed meczami ze Słowenią i San Marino mówił pan, że z powodu "afery lwowskiej" i żądań dymisji Beenhakkera ciężko jest panu i piłkarzom skoncentrować się na grze. A teraz?

- Ta sytuacja nie jest dla nas ani komfortowa, ani niekomfortowa. Jej po prostu nie ma. Skoro nie mamy wpływu na to, co się dzieje na linii FIFA - polski rząd - PZPN, skupiamy się wyłącznie na wspólnych treningach. W głowach mamy tylko to, by jak najlepiej przygotować się do zadania: zagrać dobry mecz, zdobyć trzy punkty. To nasz obowiązek.

Czterech piłkarzy Lecha Poznań, których pan powołał, fantastycznie grało przez 120 minut z Austrią Wiedeń. Trzy dni później stoczyli kolejny ciężki bój z Legią Warszawa. Dadzą radę odbudować formę na Czechy?

- To dla mnie nic nowego, przecież przed meczem ze Słowenią miałem tę samą sytuację. Wtedy w czwartek w pucharach oprócz Wisły i Lecha grała jeszcze Legia, a potem w niedzielę w lidze. W poniedziałek na zgrupowanie zjechali wyczerpani piłkarze. Muszę sobie jakoś z tym radzić. Każdemu się przyjrzę i jeśli któryś będzie potrzebował, dostanie dzień, dwa odpoczynku, by dojść do siebie. Zwykle tak jest, że pierwsze dwa dni pracujemy z zawodnikami indywidualnie, by przekonać się, z jakim bagażem przyjechali do nas z klubów - jeden długo siedział na ławce, drugi grał za dużo. Dopiero trzeciego dnia zaczynamy treningi całej drużyny.

Z jednej strony zachwycał się pan grą Lecha, zwłaszcza w końcówce, a z drugiej rwał włosy z głowy, że muszą grać dogrywkę?

- A skąd. Miło było patrzeć, jak grają, jak walczą do ostatniej sekundy. Bardzo się cieszę, że im się udało awansować dalej. Właśnie dlatego ich powołałem, że tacy są. Przecież nie wysłałem powołań po meczu z Austrią, ale wcześniej. Znałem ich możliwości. To, że kadrowicze dużo grają w klubach na wysokim poziomie, nigdy nie będzie dla mnie problemem, wręcz przeciwnie.

Co zrobić z tą dysproporcją, że zawodnicy z Ekstraklasy grają wiele, a ci z klubów zagranicznych prawie wcale?

- Jedyne, co mogę z tym zrobić, to przez pierwsze dwa dni dać im więcej treningów, żeby jakoś doszli do formy.

Paweł Brożek od kontuzji odniesionej w meczu z Lechem strzelił tylko jednego gola w lidze i jednego w pucharach przeciwko Tottenham.

- Nie martwię się, bo po kontuzji stał się znów tym samym Pawłem Brożkiem. Świetnym, groźnym napastnikiem. I dlatego go powołałem. Nie jest ważne, ile goli zdobył w ostatnich meczach. Oglądanie się na statystyki to częsty błąd - ten w ostatniej kolejce strzelił, to go powołajmy, ten nie, więc go skreślmy. Praca selekcjonera to ocena wszystkich aspektów gry zawodnika.

Do kadry wraca Dariusz Dudka. Gdzie zamierza go pan wykorzystać - w pomocy czy obronie?

- Sam nie wiem. Muszę najpierw dokładnie się przyjrzeć, w jakiej formie i kondycji przyjedzie z Auxerre, gdzie nie gra za wiele. Ale to, gdzie zagra, zależy głównie od tego, jak będą się prezentować pozostali zawodnicy. Dla trenera to dobrze, że sprawdza się na obu pozycjach.

Roger: To my musimy rządzić!  ?

Kogo pan wystawi w bramce? Łukasz Fabiański, który świetnie bronił w poprzednich meczach kadry, ale nie gra na co dzień w klubie, czy Artur Boruc, który ostatnio świetnie broni w lidze szkockiej i Lidze Mistrzów?

- Sprawa jest otwarta. Obaj mają pięć dni, by przekonać mnie do siebie. Decyzję podejmę w piątek. Zobaczę, jak pracowali na treningach, jaki jest ich stan psychiczny i fizyczny. Uwielbiam takie problemy - z bogactwem, gdzie dwóch świetnych zawodników rywalizuje o miejsce na boisku. Gdybyśmy mieli taką rywalizację na każdej pozycji, to byłaby najwspanialsza robota na świecie.

W wywiadzie dla Canal + przyznał pan, że nie jest jeszcze wyjaśniona historia z gestem Ebiego Smolarka po golu przeciwko San Marino. Co zawodnik Boltonu musi zrobić, by sprawę wyjaśnić?

- Nie chcę o tym mówić publicznie. Załatwimy to między sobą. Publicznie wolę mówić o futbolu i drużynie przed ważnym meczem przeciwko Czechom.

Łukasz Sosin nie zdobył gola dla Antorthosis w meczu Ligi Mistrzów przeciwko Panathinaikosowi Ateny, ale zagrał dobrze. Waleczny z przodu, dobrze się zastawiał obrońcom i dogrywał piłkę kolegom. Czy właśnie takiego napastnika pan szukał?

- Uważacie, że jestem ślepy i nie oglądam występów zawodników, których powołuję do kadry? Że pierwszy raz widzę ich dopiero w meczach Ligi Mistrzów? Obejrzałem kilka meczów z udziałem Sosina, zanim podjąłem decyzję, że może przydać się kadrze. Członkowie mojego sztabu podróżują jak wariaci, żeby obserwować co weekend sześć, siedem spotkań z udziałem potencjalnych reprezentantów. Wierzcie mi, że znam świetnie umiejętności i możliwości Sosina i wiem, na co go stać.

Gdy układał pan terminarz eliminacji, zależało panu, żeby z Czechami zagrać właśnie w październiku. Dlaczego wczesna jesień to moment, kiedy polski piłkarz spisuje się najlepiej?

- Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale praktyka tego właśnie dowodzi. Potwierdziły to idealnie poprzednie eliminacje. Dlatego negocjowaliśmy, by dostać odpowiadające nam terminy. Udało się, z najgroźniejszymi rywalami w naszej grupie gramy właśnie w październiku. Oczywiście nie daje nam to żadnych gwarancji wygranej. To tylko drobny detal, ale bardzo się cieszę, że udało nam się go właściwie dopiąć.

PZPN kontratakuje przez trybunał  ?