Jackiewicz: ?Cały czas czułem te jego ciężkie łapy"

W zeszłą sobotę na ringu w Kielcach Rafał ?Wojownik? Jackiewicz sięgnął jako drugi polski pięściarz zawodowy w historii po pas mistrza Europy. W pojedynku o tytuł wagi półśredniej Jackiewicz rozbił faworyzowanego Belga Jacksona Osei Bonsu. Kilka dni po kieleckiej wiktorii miałem okazję spotkać się w Warszawie z sympatycznym pięściarzem grupy Bullit KnockOut Promotions i porozmawiać o jego walce życia.

- Rafał, oswoiłeś się już z myślą, że jesteś mistrzem Europy?

- Nie, czuje się jak po każdej normalnej walce, jak dwa miesiące temu, czy wcześniej. Dla mnie najważniejsze było to, że po walce mogłem już spokojnie zjeść sobie czekoladę, frytki. Na razie jeszcze to wszystko do mnie nie dotarło.

- Odetchnąłeś, dieta była ostra...

- Tak, w ciągu 5 tygodni tylko dwa razy pozwoliłem sobie na coś słodkiego. Trzymałem się diety: śniadanie-obiad-kolacja. Robiłem wszystko, co trzeba było, by zrzucić 10,5 kilo nadwagi. Musiałem naprawdę uważać.

- Po zwycięstwie prasa zaczęła rozpisywać się na twój temat. Jesteś porównywany do Rocky'ego Balboa. Czujesz, że twoje "pięć minut" nadeszło?

Wreszcie! Tak, jak mówiłem wcześniej, dopiero teraz jestem gotowy na takie walki z takimi przeciwnikami. Wcześniej brakowało mi dojrzałości emocjonalnej. Boksowałem, bo boksowałem - wiedziałem, że to jest sposób na życie dla mnie. Teraz wszystko się zmieniło. Do każdej walki przygotowywał się będę bardzo, bardzo solidnie.

- Wiara czyni cuda. Przed walką niewielu wierzyło w twój sukces. Ty sam chyba wierzyłeś najbardziej?

- Ja wierzyłem najbardziej. Wierzyli we mnie też promotorzy, wierzyli we mnie trenerzy, o czym teraz się dowiedziałem. Zresztą już podczas przygotowań do walki zauważyłem, że jak patrzyli, w jaki sposób podchodzę do treningów, wierzyli we mnie.

- Teraz możesz już chyba zdradzić, jaka była koncepcja taktyczna na walkę. Bonsu was czymś zaskoczył?

- Teraz to chciałbym, żeby panowie internauci pochwalili trenera za ciężką pracę, którą włożył w moje przygotowanie. Szczególnie chodzi mi o pracę nóg. Wcześniej pojawiały się komentarze, że trener Fiodor Łapin nie potrafi nauczyć żadnego z nas "chodzenia na nogach" - chodziło głównie o walkę Krzyśka Włodarczyka ze Steve'em Cunninghamem. Na tę walkę założenie było takie: nie wdawać się w niepotrzebne bijatyki, co mi się parę razy zdarzyło, ale nie można było tego uniknąć podczas 12-rundowej walki z takim przeciwnikiem. Trzeba było czasem przyjąć tę wojnę; a najważniejsze - praca na nogach, chodzenie na boki, nie w jednej linii do tyłu, nie cofać się, po schodzeniu na boki zadawać ciosy, boksować dużo lewą ręką, zadawać ciosy prawą na dół i na górę - takie były główne założenia.

- Do elementów, które przyniosły Ci w walce sukces, należy zaliczyć też szybkość, którą przeważałeś nad rywalem, fajne uniki rotacyjne i to, że z każdego zwarcia i uniku wychodziłeś z ciosem

- Faktycznie, zapomniałem jeszcze o unikach. Dużo ćwiczyliśmy uniki. Najważniejsze elementy w skrócie to: wysoko łapy, czyli szczelna garda, unikanie opuszczania rąk i stawania przy linach, uniki rotacyjne i najważniejsze - praca na nogach. Praktycznie przez całe 7 tygodni treningu trenowaliśmy prawidłowe poruszanie się na nogach, żeby nie stawać w ringu, co mi się wcześniej nieraz zdarzało.

- Opowiedz trochę o 12-tej rundzie. To była najgorsza runda w twoim wykonaniu. Widać było, że Bonsu zaskoczył Cię zmianą pozycji, trochę przyjąłeś. Poczułeś jakiś cios?

- Cały czas czułem te jego ciężkie łapy. Z jednej i z drugiej ręki bił naprawdę niesamowicie mocno. Widać było to, gdy robiłem unik, a on aż zaplątywał się w swoje ręce od siły ciosów, które zadawał. Do 12-tej rundy wyszedłem z myślą, że wygrywam tę walkę i jeżeli dam się trafić, to po prostu przegram. Wyszedłem do tej rundy naprawdę skoncentrowany, z myślą by nie dać się trafić mocnym ciosem. Bonsu utrudnił mi zadanie, zmieniając pozycję, choć nie zaskoczył mnie, bo byłem i na to przygotowany. Dopiero na 40 sekund przed końcem rundy udało mi się troszeczkę go przycisnąć. A publiczność w Kielcach naprawdę super. Słyszałem ich cały czas. Oglądałem potem powtórkę walki - naprawdę było świetnie. Non-stop krzyczeli moi koledzy i znajomi z Mińska Mazowieckiego i Kołbieli, słyszałem wszystko, co krzyczeli. Chciałbym tutaj jeszcze raz podziękować Olympic Casino za pomoc w realizacji mojego marzenia, czyli w sfinansowaniu tej walki.

- Miałeś w trakcie pojedynku jakiś kryzys kondycyjny? Bardzo dużo zrzucałeś- aż 10 kilogramów

- Tak, 10,5 kilo. Na szczęście podszedłem do tego profesjonalnie, rozłożyłem to na 5 tygodni, nie tak jak zawsze, kiedy na tydzień przed walką zrzucałem po 8 kilo. Tym razem widać było zarysy moich mięśni- chyba po raz pierwszy w karierze. Wcześniej, gdy zrzucałem, byłem po prostu chudy. Teraz przez 5 tygodni robiłem to tak, jak należy - siłownia, odpowiednia dieta i odżywki - i dało to efekty.

- A propos siły. W siódmej rundzie trafiłeś mocno i Bonsu poszedł na deski. Wierzyłeś, że możesz go jeszcze dobić w tej rundzie?

- Tak. Mówiłem, że jeśli trafię, to już nie odpuszczę. Jednak jestem zawodnikiem na tyle doświadczanym, że gdy zobaczyłem, że nie dam rady go dobić, że on już odzyskuje wiadomość, nie chciałem się szarpać i tracić niepotrzebnie siły.

Wywiad z Rafałem Jackiewiczem

- W jednym z wywiadów przed walką wspominałeś początki kariery, kiedy twoje marzenia nawet nie sięgały walki o jakikolwiek pas. Teraz marzenia spełniły się z nawiązką, masz pas mistrza Europy. Straciłeś motywację?

- [śmiech] Jakoś nie. Początki faktycznie były trudne. Jeździłem na walki tylko po to, by zarabiać pieniądze, nie marzyłem w ogóle o karierze boksera zawodowego, bo co niby taki prosty chłopak z Mińska Mazowieckiego jak ja, trenujący kickboxing mógł zwojować? Jednak zawsze wierzyłem w siebie, wierzyłem, że mogę coś osiągnąć, tylko potrzebna mi była pomoc, czyli to co mam teraz. Pomoc moich promotorów, trenerów, kogoś kto by mnie poprowadził. Gdybym na początku kariery spotkał takie osoby, na pewno miałbym inny bilans walk, miałbym może tylko jedną porażkę na koncie, a nie osiem, jak mam teraz. Ale liczę, że zwiedzeni moim rekordem - 40 walk, w tym 8 porażek, kolejni rywale może będą mnie lekceważyć i będą przyjmować moje wyzwania. Pewnie się rozczarują. Oczywiście nie mówię, że wygram z każdym, ale jestem w stanie każdemu stawić czoła i z każdym zawalczyć.

- Twój promotor Andrzej Wasilewski wspominał, że jeśli pojawi się ze strony WBC, czyli najbardziej prestiżowej organizacji bokserskiej, propozycja walki eliminacyjnej o wysokie miejsce w rankingu światowym, być może zwolnicie pas mistrza Europy. Co o tym sadzisz?

- Nie zajmuje się tym. Zrobię, co będzie trzeba. Ja mam swoją robotę - mam przykładać się na treningach. Przez ostatnie dwa lata stawiałem wszystko na boks. Teraz stawiam wszystko i jeszcze więcej. Jeżeli się trafi okazja i Andrzej z panem Piotrem [Wernerem] zdecydują, że wakujemy pas i robimy coś innego, dla mnie nie ma problemu. Ja zrobię wszystko, co będzie trzeba, by osiągnąć jak największy sukces w moim życiu.

- Pokażesz swoim dzieciakom walkę?

- Mój synek i moja córeczka widzieli końcówkę - oświadczyny, pozdrawiałem ich z ringu. Generalnie nie jestem zwolennikiem zabierania dzieci na walki, bo zdarzyć się mogą różne rzeczy np. nokaut. Wolę bezpiecznie pokazać im potem walkę w domu albo by usłyszeli od sąsiadów, że tatuś się dobrze spisał.

- Kiedy ślub?

- Kiedy ślub? Oczywiście nie wycofuję się, nie po to robiłem tyle szumu. Teraz wyjeżdżamy do Zakopanego, mamy tam zarezerwowany pokoik. Posiedzimy tam parę dni, a po przyjeździe zaczniemy coś organizować, by zacząć jakieś przygotowania. Myślę, że wiosną lub latem.

- Dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że już wkrótce się spotkamy i również będziesz miał ze sobą pas mistrza Europy, a może i zielony pas WBC

- Bardzo bym sobie tego życzył. Obiecuję, że zrobię wszystko, co jest możliwe. A ci co we mnie nie wierzyli wstydźcie się! I pamiętajcie, że czasem to, co mówię, może jest śmieszne, może niedorzeczne, ale mówię to, co naprawdę myślę. Pozdrawiam.

Więcej o boksie na bokser.org