450 minut Kmity bez gola

Kmita zremisował w Zabierzowie z Wartą Poznań 0:0. - Nie chcę dołować piłkarzy. Wierzę, że kiedyś worek z bramkami się otworzy - podkreśla Robert Moskal, trener gospodarzy

Schemat meczu do złudzenia przypominał poprzednie spotkania Kmity. Gospodarze zdominowali rywali, zdecydowanie częściej byli przy piłce, oddali mnóstwo strzałów, ale gola nie zdobyli.

W pierwszej połowie Kmita osiem raz strzelał na bramkę rywali. Zaczął Wojciech Fabianowski, potem do pracy zabrał się Piotr Bagnicki. Wszystko na nic. Albo piłka mijała bramkę, albo na drodze stał Łukasz Radliński. Były zawodnik Wisły Płock chwilami bronił intuicyjnie, ale z olbrzymim szczęściem. - To mój pierwszy mecz bez straty gola w tym sezonie. Gramy otwartą piłkę i nie boimy się odkryć - podkreślił 25-letni Radliński. Bramkarz Warty nie dał się zaskoczyć ani Dariuszowi Gawęckiemu z ostrego kąta, ani Janowi Ciosowi po uderzeniu z pierwszej piłki.

Goście z rzadka, ale bardzo groźnie kontrowali. Najpierw Paulius Paknys wybił głową dośrodkowanie rywali i omal nie zaskoczył Mariusza Różalskiego. Tuż przed przerwą kolejną centrę z rzutu wolnego strącił głową Krzysztof Strugarek, piłka odbiła się od słupka i wpadła w ręce zdumionego bramkarza Kmity.

Po zmianie stron na rajd prawą stroną zdecydował się Fabianowski. Ograł kilku przeciwników i poznańskiego bramkarza, ale Bagnicki minimalnie spóźnił się do podania i dał się ubiec obrońcy Warty.

W 66. minucie wreszcie padł gol, gdy akcję Macieja Bębenka zamknął Gawęcki. Radość na przerzedzonych trybunach była jednak krótka, bo sędzia dopatrzył się spalonego. 10 minut później soczysty strzał Bagnickiego wybił z linii Filip Burkhardt.

Nawet Bogusław Baniak, trener Warty, przyznał Kmicie trzy punkty. - Należało im się, piłka jest wredna. Gdyby Sikora albo Klatt lepiej przymierzyli, dopiero by się porobiło.

Za to Bębenek nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zespół z Zabierzowa nie zdobył gola od pięciu spotkań. - Gdybym wiedział, to powiedziałbym jedno zdanie i byłoby po kłopocie. Przeżywamy dramat, ale w końcu się obudzimy.

Trener Baniak w kwiecisty sposób opisywał bezpardonową grę piłkarzy obu drużyn. - To była rąbanka jak wojna pod Grunwaldem. Przywiozłem chłopców do grania, nie do walki - podkreślał szkoleniowiec gości i ocenił także murawę, na której odbyło się spotkanie. - Jest najgorsza w I lidze. Piłka podskakuje jak na tarce.

Żadnych usprawiedliwień nie mieli dla siebie piłkarze z Zabierzowa. - Już słyszałem głosy, co my tutaj robimy i jakim cudem znaleźliśmy się w tej lidze. I co ja mam powiedzieć? - podkreśla Bębenek.

Kmita Zabierzów 0

Warta Poznań 0

Kmita: Różalski - Makuch Ż , Paknys, Cios, Powroźnik - Bębenek (86. Szwajdych), Romuzga, Zawadzki Ż , Gawęcki - Bagnicki (76. Cebula), Fabianowski.

Warta: Radliński Ż - Ignasiński, Jankowski Ż , Strugarek, Otuszewski - Ngamayama, Batata Ż - Magdziarz, Burkhardt (77. Bekas), Wojciechowski (46. Klatt) - Iwanicki (68. Sikora).

Sędziował: Michał Mularczyk ze Skierniewic.

Widzów: 250.