Nowa misja Beenhakkera: z Czechami jak z Portugalią

Leo Beenhakker ma miesiąc, by odbudować autorytet swój i drużyny. Mecz z Czechami to tak samo dobra okazja jak pojedynek sprzed dwóch lat z Portugalią

Polska prasa o meczu z San Marino: Wymęczyli... ?

Sytuacja, w jakiej znalazł się ostatnio Beenhakker, jest dla niego nowa. Niepodobna nawet do tej, którą przeżywał na początku, gdy środowisko futbolowe bezmyślnie odrzucało go jako obcokrajowca. Potem drużyna Leo zaczęła wygrywać, a na pierwszego zagranicznego selekcjonera piłkarskiej kadry spadł deszcz wyróżnień i medali. Holender miał prawo poczuć się w Polsce jak autorytet. Tego autorytetu dziś mu odmawiają, stąd zniechęcenie, frustracja, nerwy. Na dodatek drużyna gra źle, co te uczucia potęguje.

Zespół, który przez dwa lata budował, zagubił styl, a sam Beenhakker nie może odtworzyć tej niezwykłej aury, która w eliminacjach Euro 2008 sprawiała, że piłkarze szli za nim w ogień. Zamiast kroku na "international level" niektórzy gracze nie potrafią pokazać w kadrze nawet formy ligowej.

Za miesiąc kluczowe dla eliminacji MŚ 2010 mecze z Czechami i Słowakami, tymczasem Leo buduje drużynę niemal od początku. Poza pomocą wszystkie formacje wymagają ogromu pracy. Największej obrona, która jest przecież fundamentem.

Zdawało się, że odejście Jacka Bąka nie będzie problemem. Beenhakker od dawna szykował na jego miejsce Adama Kokoszkę, który pojechał i grał już na Euro 2008. Tymczasem Kokoszka postanowił uciec z Wisły Kraków do spadkowicza z Serie A Empoli i na razie do rozwiązania sprawy tylko trenuje. Ale nawet gdy UEFA wyda werdykt, nie ma pewności, że piłkarz osiągnął już wystarczający poziom, bo sparing na Ukrainie pozostawił masę wątpliwości. Wystawiony na mecz ze Słowenią Bartosz Bosacki tradycyjnie już zagrał w kadrze rolę epizodyczną i nie wiadomo, ile poczeka na kolejne powołanie. A więc na miesiąc przed kluczowym meczem z Czechami nie ma partnera dla Żewłakowa na środek obrony. To samo z bocznymi obrońcami. Ani Wojtkowiak, ani Kowalczyk nie zrobili nic pozytywnego w meczach ze Słowenią i San Marino. Można spróbować Piotra Brożka, choć zdaje się, że sam Beenhakker nie ma do niego przekonania.

Tak jak się można było spodziewać po aferze lwowskiej i dyskwalifikacji Boruca, Dudki i Majewskiego, w dwóch pierwszych meczach eliminacji mundialu drużyna najboleśniej odczuła stratę tego drugiego. Największą gwiazdę kadry - bramkarza Celticu, znakomicie zastąpił Fabiański. Dudki nie umiał zastąpić nikt. Beenhakker kilkakrotnie rozpływał się nad talentem Rafała Murawskiego, tymczasem pomocnik Lecha wykonał gest niespotykany - po godzinie gry ze Słowenią poczuł się wyczerpany i sam poprosił o zmianę. Z San Marino nie wyszedł już na boisko.

Kadrze przydałby się piłkarz Dudka, i to nawet w trzech osobach (środek, bok obrony i środek pomocy), tymczasem jeśli nawet kara zostanie mu darowana, zagra na jednej pozycji.

W ataku nie można być pewnym, czy Beenhakker słusznie robi, stawiając tak kategorycznie sprawę z Pawłem Brożkiem. Napastnik Wisły nie miał jeszcze okazji zagrać w tych eliminacjach, a trener już namaścił go na gwiazdę drużyny odpowiedzialną za zdobywanie goli. Czy Brożek do tej roli dorósł? W kadrze nie grał od nieszczęsnego sparingu z USA w Krakowie (0:3). Wtedy przegrał swoją szansę na Euro 2008.

Z drugiej strony jednak, gdyby podawać w wątpliwość formę Pawła Brożka, który w lidze bryluje, nad innymi kandydatami do napadu trzeba ręce załamać. Poza Robertem Lewandowskim. Jego debiut z San Marino był może najprzyjemniejszym zdarzeniem wieczoru, ale dopiero kolejne mecze zweryfikują faktyczne możliwości. Dwa lata temu zachwycaliśmy się innym ligowym i reprezentacyjnym odkryciem Radosławem Matusiakiem, który niedawno zakończył karierę. Oby Lewandowski poszedł zupełnie inną drogą.

Najmniejsze kłopoty są w pomocy, choć forma Rogera Guerreiro odległa jest o lata świetlne od tej z Euro 2008. Do meczu z Czechami musi poprawić przygotowanie fizyczne, na razie rusza się w zwolnionym tempie. Tyle że to piłkarz lubiący wielkie mecze, a Czesi to zdecydowanie wielki rywal.

Mariusz Lewandowski, Kuba Błaszczykowski, Jacek Krzynówek, Ebi Smolarek to piłkarze, którzy wznosząc się na wyżyny, są w stanie dorównać Czechom. Problem w tym, że wszyscy mają większe lub mniejsze kłopoty.

Atmosfera wokół kadry jest gęsta. Beenhakker mówi: - Za naszymi plecami walczą z jednej strony działacze PZPN: o bycie nowym prezesem, wiceprezesem czy członkiem zarządu PZPN. Z drugiej - menedżerowie piłkarzy. Nie mają mnie pod kontrolą, i to ich boli.

Słowa ostre, pewnie uzasadnione, ale przeciwnicy Leo odczytali w nich frustrację trenera, któremu przeszkadza wszystko. Beenhakkerowi pozostaje jedyne wyjście - skupić się na pracy z reprezentacją, a nie na pyskówkach z przeciwnikami i wrogami. Trener najskuteczniej "przemawia" przez grę i wyniki drużyny, a Czechy to nie gorsza okazja niż Portugalia, by efekty pracy Holendra znów przestały budzić wątpliwości.

Żewłakow: Mamy jako piłkarze swoją cierpliwość i godność ?

San Marino jednak nie takie straszne ?

Więcej o: