Igrzyska paraolimpijskie: Między wypadkiem i kontuzją

Zaczęło się od zabijania czasu, skończyło na wyczynie. Jak już uprawiać sport, to po to, by być najlepszym - mówi Tomasz Walisiewicz. Był numerem 1 wśród szermierzy, medalistą paraolimpijskim, ale do Pekinu nie pojechał

Ziółkowski opowiada ja szprycują się jego rywale ?

Ma 44 lata i obie nogi amputowane. Gdy nie zakwalifikował się na paraolimpiadę do Chin, postanowił, że rzuca sport. Może będzie trenerem.

Kontuzje mogą dopaść każdego

Kwalifikację do Pekinu uniemożliwiła mu kontuzja palców prawej dłoni - dwa z nich trzeba było amputować. Przełożył broń do lewej ręki, ale zdawał sobie sprawę, że na igrzyska pojechałby już tylko na wycieczkę. Bez szans medalowych. To było poniżej godności szpadzisty, który w Sydney zdobył dwa srebra, a do Aten jechał jako faworyt i lider światowego rankingu. Wtedy, w pierwszej walce turnieju, nie wytrzymał biceps. Podniósł broń do zasłony i poczuł paraliżujący ból. W jednej chwili marzenia się skończyły. Walczył do końca, wszedł do szerokiego finału, gdzie zajął jednak ósme miejsce.

Z porażką i kontuzją musiał zmierzyć się sam, bo, jak mówi, w Polsce opieka lekarska w sporcie niepełnosprawnych właściwie nie istnieje. - Mówi się, że sportowcy piją? Od sportowców więcej piją działacze, a od działaczy więcej lekarze sportowi. Ci piją właściwie bez przerwy - mówi.

Wrócił z Aten i sam zapłacił za operację - 8 tys. zł. Część zwróciła mu potem firma, w której pracował. Do nikogo żalu nie ma. To jest sport - kontuzje i samotność po porażce mogą dopaść każdego. Szybko się jednak pozbierał, bo wpadł na to, że jest w stanie walczyć lewą ręką. Mógł dalej być sportowcem.

Kiedy po dwóch latach znów był w stanie przełożyć broń do prawej ręki, zdarzyła się ta feralna kontuzja dłoni. Podczas walki w mistrzostwach Europy dostał kilka uderzeń od przeciwnika. Palce spuchły, rękawica zrobiła się za ciasna, potem był zator i wdała się martwica. Trzeba było amputować palce.

Sport uprawiał już wtedy głównie ze względów biznesowych. Razem z kolegą prowadzi firmę produkującą specjalistyczne wózki dla niepełnosprawnych wyczynowców. Odnosząc sukcesy na wózku GTM, stał się żywą reklamą swojej firmy. Kolega z kadry Arek Jabłoński opowiada, że kiedyś na zawodach w Brazylii zaczepiła go grupa rugbystów z Kanady i pytali, jak można kupić wózki GTM.

Grzesiek-Tomek-Marek - założyli ją we trzech. Grzesiek poznał Tomka z Markiem, potem odszedł z firmy. Marek jest absolwentem Instytutu Lotnictwa Politechniki Warszawskiej i zajmuje się konstrukcją wózków. Firma to dla Tomka koniec długiej zawodowej drogi. Był prawie jak kobieta pracująca z serialu "Czterdziestolatek".

Chińczycy polują na polską lwicę ?

Tramwaj rozstrzygnął o jego losie

Kiedyś jego zegar zatrzymał się na 18 latach i 41 dniach. W 1983 r. uczył się i pracował w Ochotniczym Hufcu Pracy w Toruniu. 13 stycznia wracał do domu w nocy, idąc między torami. Potknął się i uderzył głową w zimny metal. Stracił przytomność. Na jednej nitce torów leżały nogi, na drugiej głowa. Nadjeżdżający tramwaj rozstrzygnął o jego losie.

- Cud, że żyję - mówi. Motorniczy nie miał szansy zahamować i przeciągnął go za sobą 60 m. Stracił nogę, druga była zmasakrowana. Siedem lat trwała o nią walka, ale w końcu też trzeba było ją amputować. Czy była szansa na jej uratowanie? Może, ale syn chłoporobotnika urodzony w małej wsi pod Sochaczewem nie miał dostępu do najlepszych klinik.

Depresji po wypadku nie pamięta. Pamięta protezę i pierwsze kule. Wózek był nieprzydatny, bo 25 lat temu w Polsce inwalida nie miał szans nigdzie dojechać. Pozbierać trzeba było się szybko. Innego wyjścia nie widział.

Miał masę szczęścia, że trafił do Konstancina pod Warszawą. Sławek Karpiński, paraolimpijczyk i lekkoatleta, namówił go na koszykówkę. Na treningi trzeba było jeździć do Warszawy w okolice FSO. Ale im się chciało.

W Centrum Rehabilitacji w Konstancinie poznał żonę, która była fizykoterapeutką. Ślub wzięli w sierpniu 1987 r. Syn ma dziś 21 lat.

By utrzymać rodzinę, poszedł do pracy w INCO Konstancin produkującym sprężyny powrotne do ciśnieniomierzy. Sport? Zaczęło się od zabijania czasu, skończyło na wyczynie. "Jak już coś uprawiać, to po to, by być najlepszym" - mówi. Przyszła gra w turniejach, zgrupowania, wyjazdy. Pierwszy zagraniczny był przygnębiający. Do miejscowości Gulianova we Włoszech. Tak napatrzył się na ten dostatni, pogodny, przyjazny inwalidom Zachód, że przez następne kilka lat nawet nie chciał tam wracać. - Nie miałem zamiaru wynosić się z Polski, ale przykro było uświadomić sobie, że u nas taka mizeria - wspomina.

Za granicą wielu niepełnosprawnych nie musi pracować i trenować. Tenisiści ziemni, koszykarze mają zawodowe turnieje i ligi. Zarabiają 2 tys. euro na miesiąc i żyją z tego. W latach 90. do zagranicznych lig zaczęli wyjeżdżać polscy paraolimpijczycy. Wtedy Tomek wpadł na pomysł, że będzie startował w maratonach. Ale w pracy, w zakładach optycznych, doznał poważnego wypadku, który przekreślił te plany.

Po paraolimpiadzie w Atlancie (1996 r.) zajął się szermierką na wózkach. Przed nim były złote lata. Przez sześć kolejnych lat polscy szermierze niepełnosprawni byli absolutnie najlepsi na świecie. Dominowali na igrzyskach w Sydney i Atenach. Z Aten Walisiewicz miał przywieźć worek medali... Nie przywiózł.

Uśmiecha się tylko, gdy pytam, czy dla inwalidy sport nie powinien być przede wszystkim rehabilitacją. Jeśli rekreacyjny, to tak. Ale zawodowy jest taki sam jak sport zdrowych - uzależniony od kasy, niewolny od afer czy dopingu.

W szermierce przypadki dopingowiczów to jednak absolutne wyjątki. Poza tym to dyscyplina, gdzie bardzo mocno stawia się na integrację. Mistrzostwa świata w 2006 r. w Turynie były wspólną imprezą zdrowych i niepełnosprawnych. Nie wszystkie miasta mają do tego warunki, ale być może kiedyś dojdzie nawet do tego, że igrzyska i paraolimpiady staną się jedną imprezą. Pingpongistka Natalia Partyka, która rywalizowała ze zdrowymi na igrzyskach w Pekinie, pojechała też na paraolimpiadę, gdzie broni medalu z Aten. Tomkowi nie było to dane. Kontuzje przekreśliły sprawę. Ale, jak mówi, zawodowiec nie uprawia sportu dla zdrowia. On zdrowiem ryzykuje.

Bezzębni oldboje Beenhakkera ?