Kto pobije rekord z brodą lekkoatlety Górnika Zabrze?

30 lat temu Jerzy Kowol z Górnika Zabrze przebiegł dystans 10 000 m poniżej 28 min. To do dziś jeden z najstarszych rekordów w polskiej lekkiej atletyce. O jego autorze mało kto już jednak w kraju pamięta

Bieg na 10 000 m był kiedyś sztandarową konkurencją w polskim sporcie. Janusz Kusociński był w niej mistrzem olimpijskim w 1932 r., potem na wielu stadionach brylowali Kazimierz Zimny, Jerzy Chromik czy Zdzisław Krzyszkowiak.

Kowol był pierwszym Polakiem, który w biegu na 10 000 m uzyskał rezultat poniżej 28 min. Stało się to podczas mistrzostw Europy w 1978 r. Na stadionie Evzena Rosickego zawodnik Górnika Zabrze zajął dopiero dziesiąte miejsce, ale wynikiem 27.53.61 ustanowił rekord kraju. Na klasycznych dystansach starsze od rekordu Kowola są tylko osiągnięcia legendarnego Bronisława Malinowskiego. Zwycięzcą praskiej "dziesiątki" został Fin Martti Vainio, który kilka lat później został złapany na dopingu. To był najszybszy bieg w historii mistrzostw Europy.

Właśnie minęło 30 lat od ME w Pradze, a rekord Kowola trwa i nie widać nawet kandydatów do jego pobicia. W tym sezonie najlepszy wynik polskiego zawodnika - Marcina Chabowskiego z Wejherowa - jest o prawie minutę gorszy!

- To był zdolny chłopak, a przy tym bardzo pracowity - wspomina Kowola trener Jan Czech z Górnika Zabrze. - Chłopak pochodził z wioski Kolanowice pod Opolem. Ściągnęliśmy go do Zabrza, zaczął się uczyć w technikum górniczym, potem podjął studia w Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach.

W 1984 r. Kowol podczas wyjazdu sportowego postanowił pozostać w Niemczech. Mieszka w Stein koło Norymbergi. Był trenerem, menedżerem, pracował w banku, od dziesięciu lat ma posadę w firmie Quelle. - Taka robota przy komputerze. Nie narzekam. Mam trochę spokoju. Kilka razy w tygodniu wkładam dres i biegam - mówi 57-letni obecnie Kowol.

Cztery razy był mistrzem Polski w biegu na 5 km, raz na 10 km i w maratonie. Nigdy nie został jednak olimpijczykiem. - Znajomi, słysząc o moich wynikach, pytają mnie często, a jak tam było na olimpiadzie. Przecież nie będę kłamał. Nie startowałem na igrzyskach i to jest na pewno jakaś zadra w moim sercu - mówi.

W 1976 r. Kowol próbował kilka razy zdobyć minimum olimpijskie, ale nie dał rady. Na dodatek skaleczył stopę. - Jak wracałem pociągiem z zawodów ostatniej szansy, to w Warsie z tego wszystkiego wypiłem kilka piw. Taki byłem rozżalony - przyznaje.

Cztery lata później olimpijski sezon Kowol miał zupełnie nieudany z powodu kontuzji ścięgna Achillesa. W 1984 r. Polacy zbojkotowali igrzyska w Los Angeles.

Po wyjeździe do Niemiec startował w biegach ulicznych. W barwach klubu LAC-Quelle Fürth został nawet drużynowym mistrzem Niemiec w półmaratonie. - Dopiero na koniec kariery biegacza odkułem się finansowo - nie kryje.

Kowol wpada czasem do Polski. Zagląda także do Zabrza. - Był u mnie kilka tygodni temu. Zajrzeliśmy również na stadion Górnika - pamięta trener Czech.

Jak długo jeszcze przetrwa rekord Kowola? - Bo ja wiem? Teraz biegacze długodystansowi chcą startować przede wszystkim w maratonach i biegach ulicznych. To tam są do zarobienia duże pieniądze - mówi. - Ja byłem prowadzony na kopalni. Miałem czas i warunki do treningu. Trenowałem uczciwie, ale teraz wiem, ile błędów popełniłem. Na przykład ordynowali nam pięć miesięcy treningu i trzy miesiące startów. A powinno być odwrotnie - ocenia.

Rekordy życiowe Jerzego Kowola

1500 m: 3.39.70 min

3000 m: 7.47.60 min

5000 m: 13.26.70 min

10 000 m: 27.53.61 min

Maraton: 2.14.50 godz.