Radwańska to nie waga ciężka

Agnieszka Radwańska nie miała szans w starciu z Venus Williams. Nikt by nie miał. Jeśli siostry Williams są w formie, wyprzedzają resztę tenisistek o lata świetlne

Polka gładko przegrała w poniedziałek 1:6, 3:6 batalię o ćwierćfinał US Open. Amerykanka przeważała właściwie we wszystkim: lepiej serwowała (ponad 190 km/godz.), z głębi kortu uderzała znacznie mocniej od Polki i dominowała przy siatce. Jedyne, czym mogła pochwalić się Radwańska, to mniejszą liczbą niewymuszonych błędów. Amerykanka miała ich 31, Polka - tylko 13.

Większy opór Agnieszka stawiała tylko w drugim secie. Biegając jak szalona, wygrała kilka dłuższych wymian, raz sprytnie przelobowała Venus i posłała parę ładnych piłek wzdłuż linii, które Williams mogła jedynie odprowadzić wzrokiem. Te fajerwerki zgasły jednak szybko. Polka, która stała przed trzecią w karierze szansą awansu do wielkoszlemowego ćwierćfinału, odbiła się od potężnej rywalki jak piłeczka pingpongowa.

Paradoks polega jednak na tym, że właściwie nie można powiedzieć o niej złego słowa. Siostry Venus i Serena Williams (spotkają się ze sobą w ćwierćfinale) to najlepsze tenisistki świata, które wymykają się jakiejkolwiek klasyfikacji. - To jest jak inna kategoria wagowa w boksie. One mogłyby rywalizować z mężczyznami. Jeśli są w formie, nikt ich nie zatrzyma - mówił już wielokrotnie Robert Radwański, ojciec Agnieszki. Ostatnio na Wimbledonie, gdy w podobnych okolicznościach jego córkę znokautowała Serena. Siostry Williams dominują w kobiecym tenisie od dekady, z małą przerwą na przebłyski belgijskie (Henin, Clijsters) i rosyjskie (Szarapowa). Ich siła, wzrost, potężny zasięg ramion, ale też technika i zawziętość - wszystko to sprawia, że gdy tylko są w formie i nie leniuchują, wygrywają bez przeszkód. Ze wszystkimi.

Nie można więc nawet po tak bolesnej porażce mówić, że tenisowy szczyt, czyli np. finał Wielkiego Szlema, jest poza zasięgiem Radwańskiej. Polka jest filigranowa, waży nieco ponad 50 kg i jak na takie warunki fizyczne jest tenisistką wybitną, być może najlepszą. To mistrzyni kontrataku, sprytnej, inteligentnej i dokładnej gry obronnej. Mówiła o tym Venus na pomeczowej konferencji. Sęk w tym, że nawet najmądrzej grająca Martina Hingis przegrywała na każdym kroku z siłą sióstr Williams. Gdyby Radwańskiej przyszło grać o ćwierćfinał z bardziej pasującymi do jej "kategorii wagowej" Dementiewą, Safiną czy nawet Janković, wynik byłby sprawą otwartą.

Czy Radwańska zdoła przeciwstawić się Williams? - Nie będę robił z córki cyborga, nie zapędzę jej na trzy lata do siłowni, nie wiedząc nawet, jaki efekt to przyniesie. Jest drobną dziewczyną, której siła gry opiera się na czymś zupełnie innym niż wyłącznie na mięśniach. Ale wierzę, że i tak jest dla niej miejsce w czołówce - powtarza trener Radwański. Trzeba więc czekać. Na lepsze losowanie lub na koniec sióstr Williams.

Porażka z Venus nie może też wymazać osiągnięć Radwańskiej w tym sezonie i tego, co wciąż przed nią. Dojście do czwartej rundy US Open pozwoli jej w poniedziałek awansować ponownie do pierwszej dziesiątki na świecie. Agnieszka imponuje regularnością - od Wimbledonu 2007 nie odpadła z wielkoszlemowego turnieju przed 1/8 finału. W czołówce nie ma drugiej takiej tenisistki. Radwańska wygrała w sezonie trzy turnieje, jako jedyna triumfowała na każdym rodzaju nawierzchni (beton, trawa, mączka). Ciągle ma realną szansę, by jako pierwsza Polka w historii pojechać w listopadzie na kończące sezon mistrzostwa WTA do Dauhy, prestiżową imprezę dla ośmiu najlepszych w roku.

Jedna, nawet bardzo nieprzyjemna przegrana w meczu z najlepszą tenisistką świata nie może więc tego wszystkiego unicestwić. Radwańska, która w ciągu trzech lat zdołała awansować znikąd do pierwszej dziesiątki, może dalej patrzeć w przyszłość z podniesioną głową. I mieć nadzieję, że kiedyś wreszcie na jej drodze nie staną siostry Williams.