Szarańcza Motyki zniszczyła Lechię

Piłkarze Lechii Gdańsk w fatalnym stylu przegrali wyjazdowy mecz z Polonią Bytom 1:4. Trzy gole strzelił biało-zielonym... lewy obrońca gospodarzy Marcin Komorowski

Hat trick w wykonaniu zawodnika, który występuje na boku defensywy, to ewenement w futbolu. Taki wyczynem popisał się Komorowski, którego niedawno słabo kojarzyli nawet kibice w Bytomiu! 24-letni piłkarz, choć ma za sobą występy w ekstraklasie w barwach Bełchatowa, ŁKS Łódź i Zagłębia Sosnowiec, to do tej pory niczym wielkim się nie wyróżnił. Dlatego gdy latem trafił do Polonii, nikt nie zwrócił uwagi na ten transfer. - Już trzy lata temu chcieliśmy go pozyskać. Był u nas na testach, sprawdził się i chcieliśmy podpisać z nim umowę. Okazało się, że nie było nas na niego stać. Udało się go ściągnąć dopiero teraz i wygląda na to, że się opłaciło. Ile za niego zapłaciliśmy? Zero złotych. Polonii nie stać na kupowanie piłkarzy - przypomniał Damian Bartyla, prezes bytomskiego klubu. Najładniejsze było pierwsze trafienie Komorowskiego. Piłka po potężnym uderzeniu z 20 m wpadła w samo okienko bramki Lechii.

Sporą zasługę w zdobyciu tego gola miał trener Polonii Marek Motyka. Bramka padła po tym, jak poloniści rozegrali przy rzucie rożnym słynną szarańczę, czyli błyskawicznie rozbiegli się w polu karnym rywali. Motyka tym razem zaskoczył jednak przygotowaniem zmodyfikowanej wersji szarańczy. Piłka - zamiast do zawodników biegających tuż przed bramką - trafiła bowiem do Komorowskiego, który stał przed polem karnym. - Niektórzy się z szarańczy podśmiewali, a to ona pozwoliła nam otworzyć dziś wynik. Jestem zbudowany dobrą grą Komorowskiego, gratuluję mu - powiedział trener Polonii Marek Motyka.

Drugi gol bytomskiego obrońcy był już bardziej konwencjonalny. Po kilkudziesięciometrowym prostopadłym podaniu Jacka Broniewicza, Komorowski wpadł w pole karne Lechii i pewnym strzałem znów pokonał Pawła Kapsę.

Goście grali słabo, ale mieli swoje szanse na zdobycie goli. Groźne uderzenia Piotra Cetnarowicza i Macieja Kowalczyka w wielkim stylu obronił jednak Michal Pesković. Świetnie dysponowany bramkarz Polonii był jednak bezradny, gdy przyszło mu bronić rzut karny. Sędzia podyktował jedenastkę po faulu Rafała Grzyba na Łukaszu Trałce. Gdy Karol Piątek zdobył bramkę z karnego, wydawało się, że Lechia jest jeszcze w stanie powalczyć przynajmniej o remis. Ale Polonia miała przecież w składzie Komorowskiego...

Tym razem bytomski obrońca postanowił udowodnić, że poza strzałami z dalszej i bliższej odległości, świetnie radzi sobie także w grze głową. Po dokładnym dośrodkowaniu Jacka Trzeciaka, wyskoczył wyżej od Tomasza Midzerskiego i skompletował hat trick. Skąd defensor Polonii w ogóle wziął się w polu karnym rywali? Choć Komorowski rozpoczął mecz na bocznej obronie, to bardzo często zmieniał się pozycjami z lewym pomocnikiem Walerijem Sokolenką. Gracze z Gdańska byli tak zdumieni faktem, że ich bramkę atakuje obrońca, że często zostawiali mu dużo swobody. Pod koniec spotkania, dzieła zniszczenia Lechii dokonał Hubert Jaromin, który strzelił czwartego gola.

- Przegrana jest upokarzająca. W pierwszych trzech kolejkach zagraliśmy w niezłym stylu, a teraz zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. Porażka bardzo boli, tym bardziej że mogła być jeszcze wyższa - powiedział trener Lechii Jacek Zieliński. - Gdy strzeliliśmy bramkę, pojawiła się jeszcze nadzieja na dobry wynik. W końcówce było już jednak przykro patrzeć na to, co się działo na boisku. Dostaliśmy mocny prztyczek w nos - martwił się Zieliński.

STRZELCY BRAMEK

Polonia: Komorowski (9., 41., 69.), Jaromin (90.).

Lechia: Piątek (61. - z karnego).

SKŁADY

Polonia: Pesković - Klepczyński, Broniewicz Ż, Dziółka (34. Owczarek), Komorowski (73. Wolański) - Trzeciak, Grzyb (62. Bażik), Przybylski Ż, Sokolenko - Zieliński, Jaromin.

Lechia: Kapsa - Andruszczak (46. Midzierski), Wołąkiewicz, Manuszewski, Kosznik - Kaczmarek (76. Mysona), Trałka, Piątek Ż, Rogalski Ż - Kowalczyk (76. Buzała) - Cetnarowicz.

Sędziował: Artur Radziszewski (Warszawa).

Widzów: 4 tys.