Safin wie, jak wygrywać na trawie

Marat Safin, ?rosyjska enigma? - jak napisała jedna z brytyjskich gazet - nieoczekiwanie znalazł kod do tajemnicy tenisa na trawie. Po raz pierwszy w karierze awansował do półfinału Wimbledonu.

Wielu już pana skreśliło

- Sam zacząłem się zastanawiać, czy dawnej formy nie straciłem bezpowrotnie. Przegrywałem na prawo i lewo, byłem w marnym nastroju. Nie wiedziałem, jak wyjść z tej sytuacji. I nagle na kortach ziemnych zacząłem grać naprawdę dobrze. Ale przegrywałem, bo wpadałem na najlepszych na tej nawierzchni. Czułem się jednak coraz lepiej, stąd taki wynik na Wimbledonie.

Tu, gdzie nigdy panu nie szło!

- Właśnie. Ale jakoś się udało. Cuda się zdarzają.

Jaka w tym zasługa Hernana Gumy'ego, pana obecnego trenera?

- Sto procent. On wierzył we mnie bardziej niż ja sam i coraz bardziej zarażał tą wiarą. Pracowaliśmy tak ciężko, że trudno to sobie wyobrazić. Był ze mną w najtrudniejszych momentach, a jaki mam charakter, przecież wszyscy wiecie. Gdyby nie Hernan

Wielu "przyjaciół" radziło już panu, aby dać sobie spokój, bo na powrót do elity nie ma szans?

- Niemało Ale nie chcę o nich rozmawiać. Prawdziwi przyjaciele wierzyli i pomagali mi, podtrzymywali mnie na duchu.

Po wygraniu US Open przyszło kilka lat chudych. Potem zdobył pan tytuł w Australian Open, ale od tamtej pory - nic. Czyżby historia zaczynała się powtarzać?

- W ogóle się dziwię, że tu przed wami teraz siedzę. Dziwię się, że wygrałem dwa turnieje Wielkiego Szlema. Dzięki Bogu znaleźli się ludzie, którzy kiedyś dali mi brakujące dziesięć tysięcy dolarów Bez tych pieniędzy moja kariera skończyłaby się szybciej, niż się zaczęła.

Ale to bardzo ciekawa kariera

- Wolałbym raczej karierę Rogera Federera, ale muszę żyć swoim życiem. Jestem zmęczony kolejnymi kontuzjami i kolejnymi powrotami. Takie jest jednak moje życie - i dobre, i złe, a ja staram się nim cieszyć.

Federer powiedział, że pana ranking jest niedoszacowany, wręcz absurdalnie niski.

- No to niech mi sprzeda trochę punktów W tym roku byłem już na 95. miejscu i musiałem grać w eliminacjach.

Jak, w skali od 1 do 10, oceniłby pan swoją grę w zwycięskim meczu z Novakiem Dżokoviciem?

- Nie mam pojęcia. Od bardzo dawna nie grałem naprawdę dobrze i już nie pamiętam tego uczucia. Nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz wygrałem dwa mecze z rzędu.

Kto, pana zdaniem, może w przyszłości dołączyć do Rogera Federera i Rafaela Nadala?

- Djokovic już prawie dołączył. I Gulbis - za dwa, trzy lata ten chłopak będzie w dziesiątce.

Djokovic mówił, że ogromny szacunek, jakim pana darzy, mógł mieć wpływ na jego porażkę.

- Dobrze wiedzieć. Mam nadzieję, że podobny szacunek okaże mi przy następnej okazji.

Czuł pan, że ma jakąś szansę w meczu z Federerem?

- Miałem kilka, ale ich nie wykorzystałem. A przeciwko niemu nie wolno popełnić żadnego prostego błędu. Wszyscy to wiemy, ale wszyscy, z wyjątkiem Nadala, je popełniamy.

Niedawno mówił pan, że pieniędzy już panu wystarczy i że teraz chce pan po prostu grać w tenisa. Proszę powiedzieć coś więcej o tej pasji.

- Nigdy jej nie straciłem, inaczej już dawno przestałbym grać. Wszyscy kochamy tenis. Ivanisević był już poza setką, ale chciał zagrać tu jeszcze raz i dlatego poprosił o "dziką kartę". Nikt nie gra dla pieniędzy. Milion mniej lub milion więcej nie ma znaczenia.

Ma pan jakiś pomysł, co będzie pan robił po zakończeniu kariery?

- Wiele. Wierzę, że podejmę właściwą decyzję. Na pewno jednak nie będę komentatorem tenisowym.

Jak zapamiętamy Marata Safina?

- Mam nadzieję, że z dobrej strony.