Kmita Zabierzów atakuje górną półkę I ligi

Z beniaminkami poszło gładko, zobaczymy, jak wypadniemy z zespołami walczącymi o awans do ekstraklasy - zastanawia się Robert Moskal, trener Kmity Zabierzów, przed dzisiejszym (godz. 17) meczem z Wisłą Płock.

Kmita to jedna z trzech drużyn (obok Podbeskidzia Bielsko-Biała i Górnika Łęczna), które w tym sezonie nie przegrały. Z debiutantami I ligi zabierzowianie wypadli nieźle, zdobywając w trzech spotkaniach siedem punktów. Teraz przyszła pora na rywali z wyższej półki.

- Wisła, Górnik, Odra Opole i Widzew Łódź odpowiedzą na pytanie, na co nas stać. Liczymy na bezpieczne miejsce w środku tabeli, a jeżeli będzie coś więcej, to tylko plus dla nas - ocenił trener Moskal.

Wisła przegrała tylko w Bielsku Białej. Jest tuż za plecami Kmity i traci do niego punkt. - To bardzo wymagający rywal i jeżeli popełnimy błędy, z pewnością je wykorzysta - przestrzegał szkoleniowiec Kmity.

Płocczanie strzelili osiem bramek i pod względem skuteczności są dwa razy lepsi od zabierzowian. Mirosław Jabłoński, trener Wisły, narzeka jednak na zbyt wolną grę swoich piłkarzy i brak płynności w akcjach. Szkoleniowiec miał też pretensje do bramkarza Roberta Gubca.

Żarko Belada, Adrian Mierzejewski i Gubiec - tych zawodników doskonale zna Dariusz Romuzga, najstarszy piłkarz Kmity. W Płocku spędził osiem lat, a dwa sezony temu zdobył z Wisłą Puchar i Superpuchar Polski. - Przeżyłem tam wzloty i upadki. Trenera Jabłońskiego pamiętam bardzo dobrze, pod jego batutą Wisła korzystnie się zmieniła - przyznał wychowanek Hutnika Kraków.

Po kontuzji do Kmity wraca stoper Jan Cios, ale spotkanie rozpocznie na ławce rezerwowych. - Do obrony nie mam pretensji i Janek poczeka na swoje miejsce - zaznacza Moskal. - Wciąż jednak sporo musimy poprawić w ataku.

W tej sprawie trener nie ma raczej co liczyć na Romuzgę. - Nigdy nie byłem piłkarzem, który strzela dużo goli. Moja norma to jedna bramka na sezon - śmieje się pomocnik Kmity, który w ekstraklasie zdobył 21 goli.

Dzisiaj do Zabierzowa przyjadą dobrze znani z gry w Cracovii Jacek Wiśniewski i Karol Gregorek.