Łukasz Fabiański: Na razie jestem numer dwa

Kiedy będzie pierwszym bramkarzem Arsenalu? Łukasz Fabiański odpowiada: - Oby jak najszybciej. Sezon zaczął Manu Almunia. A ja zadowolony jestem ze swoich występów w przygotowaniach i prędzej czy później dostanę szansę - nasz reprezentacyjny bramkarz mówi o Arsenalu i kadrze Beenhakkera.

Kazachstan rozbił Polskę

Po meczu towarzyskim z Sevillą bardzo chwalił pana Arsene Wenger.

- Dawano mi do zrozumienia, że się spisałem. Boss powiedział mi wprost, że widzi we mnie bramkarza, który podoła grze w tak wielkim klubie jak Arsenal.

Na ile prawdziwe były pogłoski, że Arsenal chce kupić bramkarza?

- Po odejściu Jensa Lehmanna, który wrócił do Niemiec, zrobiło się zamieszanie. Wiadomo, po odejściu zawodnika zawsze szuka się jego następcy. Ktoś kogoś proponuje, podpowiada. Pod koniec ubiegłego sezonu zagrałem w kilku meczach, w lipcu pokazałem, że kolejny bramkarz jest niepotrzebny. Swoim stylem gry pasuję do koncepcji bossa. Nie dałem ani jednego powodu, by choć przez moment pomyślał o nowym golkiperze. W klubie nie mówiło się o zawodnikach na tę pozycję.

Jakie cechy musi mieć bramkarz Arsenalu?

- Ma być jak zawodnik z pola. Grać wysoko, być razem z zespołem, a nie gdzieś obok. Po złapaniu piłki trzeba natychmiast rozpoczynać akcję. Tak, by rywal nie zdążył wrócić. Boss wymaga również dobrej gry nogami. Ale nie bezmyślnych wykopów na oślep, tylko dokładnych podań na kilka, kilkanaście metrów.

Dużo pana dzieli od Almunii?

- Absolutnie nie czuję się gorszy. Na treningach nie ma między nami różnicy. Hiszpan jest dłużej w Arsenalu, parę lat czekał na swoją szansę, w poprzednim sezonie ją wykorzystał. Ma więcej doświadczenia i nic dziwnego, że to jemu boss zaufał na początku. Na pewno jednak nie wpędza mnie w kompleksy, nie muszę się wstydzić tego, jak bronię.

Cele Arsenalu na ten sezon? Od trzech lat pana drużyna nie zdobyła żadnego pucharu.

- Gramy o tytuł. Mamy bardzo młody zespół i to może być naszym atutem. Zapewniam, że doświadczenia nie zabraknie. Naszym najgroźniejszym przeciwnikiem jest... Arsenal. W piłkę gramy chyba najładniej i najefektowniej w Anglii. Jeśli nie będziemy głupio tracić punktów, nikt nas nie zatrzyma. Jesteśmy w stanie zdetronizować United. Musimy udźwignąć presję, która nam towarzyszy. W klubie wyczuwa się tęskonotę za pucharami. Jest związana z tym presja. Trzy sezony bez sukcesów to za długo. Najbardziej liczy się mistrzostwo i Liga Mistrzów, ale powalczymy o wszystko.

Arsenal, jak zwykle, nie dokonał spektakularnych zakupów. Arsene Wenger jest oszczędny.

- Każdy transfer jest tutaj mocno przemyślany. Boss nie pozbywa się piłkarzy bezmyślnie. Rzeczywiście, mówi się o naszej drużynie, że trafiają do nas zawodnicy za kilka, kilkanaście milionów euro, a odchodzą za kilkadziesiąt. Każdy transfer ma uzasadnienie, a boss doskonale wie, kiedy i kogo można się pozbyć. Ale nigdy nie dokona transferu, jeśli nie będzie miał kogoś na miejsce sprzedawanego. W miejsce Hleba czy Flaminiego są Denilson, Nasri, Meksykanin Vela i 17-letni Ramsey. Ten pierwszy w poprzednim sezonie zagrał w paru meczach. Ewidentnie był szykowany do występów w pierwszej jedenastce. I z WBA zagrał dobrze.

Tak samo jest z panem?

- Już mówiłem, są ze mnie tutaj zadowoleni. A co ma być, to przyjdzie.

Jak pan oceni inaugurację z West Bromwich?

- Wygraliśmy skromnie, ale zasłużenie. Manu nie miał za dużo pracy, a kiedy musiał interweniować, robił to pewnie. Zagraliśmy czwórką nowych pomocników, z debiutantem Samirem Nasrim, który zdobył gola. Eboue zagrał w drugiej linii z konieczności, bo kilku kolegów jest jeszcze kontuzjowanych.

Zapomniał pan już o Euro?

- Jak pewnie większość chłopaków patrzę tylko przed siebie. Było, minęło. Przybyły kolejne doświadczenia, ale to wszystko. Tylko dziennikarze rozdrapują rany, my już nie myślimy o porażkach.

Był pan na MŚ i teraz na Euro. Gdzie zdobył pan większe doświadczenie?

- Chyba w Niemczech. Po raz pierwszy byłem na tak wielkiej imprezie. Wszystko było nowe, ogromne. Zaskoczył mnie gigantyzm mundialu. Euro było bardziej kameralną imprezą. Obie, niestety, skończyły się dla nas tak samo - porażką. A ja nie zagrałem ani sekundy.

Leo Beenhakker powiedział niedawno, że numerem jeden w polskiej bramce jest Artur Boruc, a pan jest zaraz za nim.

- Nie wiem, jaki jest ranking selekcjonera. Cieszą mnie powołania, ale to nie wystarczy. Będę walczył o miejsce między słupkami.

Lippi: Byłem kretynem zostawiając reprezentację Włoch