Ziółkowski siódmy w rzucie młotem

Szymon Ziółkowski zajął siódme miejsce w konkursie rzutu młotem. Konkurs nie był porywającym widowiskiem, ponieważ młociarze z trudem przekraczali 80 metrów.

Wydawałoby się, że w tych okolicznościach mistrz olimpijski z Sydney w 2000 r. i mistrz świata z Edmonton w 2001 będzie miał szansę. W tym sezonie ani razu nie rzucił ponad 80 metrów. W nim samym nadzieja mogła się pojawić po wygraniu eliminacji do finałowego konkursu.

Nic z tego. Polak w drugim rzucie osiągnął 79,22 m, dzięki czemu przeszedł do małego finału, ale nie jest to nawet jego najlepszy wynik w sezonie. -

Był to słaby konkurs i słaby Ziółkowski - powiedział rozczarowany młociarz. - Fizycznie jestem dobrze przygotowany. Może nawet za dobrze. Bo to oznacza, że rzucam po chamsku, używając ordynarnej siły. I młot wtedy nie chce współpracować. Rzucałem brzydko.

Na trybunach siedział mistrz olimpijski w pchnięciu kulą Tomasz Majewski i wściekał się, kiedy Ziółkowskiemu się nie udawało. Czyli co chwila. Ziółkowski podchodził do również tam siedzących polskich trenerów ze związku lekkoatletycznego - jego szkoleniowiec nie przyjechał, bo zabrakło dla niego miejsca w ekipie - aby porozmawiać. - No ale co tam oni mogli poradzić. Trzeba było po prostu szybciej się kręcić i dalej rzucać. Staram się, ale nie wychodzi - mówił Ziółkowski, który nie stracił motywacji do trenowania. Następnym celem 28-letniego młociarza są przyszłoroczne mistrzostwa świata w Berlinie.

W poniedziałek rekordzistka Polski, brązowa medalistka igrzysk olimpijskich w Atenach w 2004 roku Anna Rogowska oraz srebrna i brązowa medalistka mistrzostw świata w 2005 i 2002 roku Monika Pyrek wystartują w finale skoku o tyczce. Jednak eliminacje do finału nie nastrajają optymistycznie. Tylko rekordzistka świata, mistrzyni olimpijska i mistrzyni świata Jelena Isinbajewa pokonała założony przez organizatorów limit 4,60 m. Polki skoczyły po 4,50 m w drugiej próbie.

Sporo zawodniczek pokonało tę wysokość w pierwszej próbie. Zrobiły to najgroźniejsze, znane rywalki Polek w walce o medal srebrny lub brązowy: Amerykanka Jennifer Stuczynski, Brazylijka Fabiana Murer, Francuzka Vanessa Boslak. I mniej znane, jak Gao Shuying. Chinka jest 13. zawodniczką ostatnich MŚ w Osace i dotąd z trudem przekraczała granicę 4,50 m. Tutaj w eliminacjach z łatwością przeskoczyła tę wysokość za pierwszym razem. Trenuje ją amerykańska skoczkini wzwyż Tora Harris.

Nie wiadomo, na ile Polkom przeszkodziły dziwaczne warunki rozgrzewki przed konkursem eliminacyjnym. Chińscy sędziowie uznali, że skakać na rozgrzewce można tylko na jednej wysokości i można oddać tylko dwa skoki.

Banałem jest powiedzieć, że zapewniony medal ma Jelena Isinbajewa. Skacze o 20 cm wyżej od innych, pobiła niezwykły rekord świata - 5,04 m na ostatnim mityngu przed igrzyskami olimpijskimi. Podczas kwalifikacji również uderzyła mocno psychologicznie. Podczas konkursu zasnęła i obudziła się dopiero na swój skok. Wstała, wzięła tyczkę i łatwo pokonała 4,60 m. - Musiałam sobie pospać, bo nic nie było do roboty - powiedziała Isinbajewa.

Trudna sprawa będzie z Amerykanką Stuczynski, jedyną na świecie poza Rosjanką, która skoczyła powyżej 4,90 m.

Inne dziewczyny są do pokonania. Wskazują na to rankingi światowe.

Pokazują one nawet, że gdyby Stacy Dragila zakwalifikowała się do igrzysk, też mogłaby się liczyć jako kandydat do medalu. W czerwcu 37-letnia Amerykanka skoczyła o 4 cm wyżej niż najlepszy w tym sezonie wynik Rogowskiej.

Więcej o: