Tomasz Majewski przed finałem olimpijskim - zasnął na dwie godziny

- Pewnie byłbym w stanie nawet przeczytać książkę na stadionie w czasie konkursu - opowiada ostoja spokoju, polski mistrz olimpijski Tomasz Majewski.

Wielki triumf - relacja z konkursu  ?

Sobota na igrzyskach - będą kolejne medale?  ?

Jak się zdobywa złoty medal?

Tomasz Majewski: Cóż, wstałem o wpół do piątej rano, zjadłem śniadanie, zakwalifikowałem się do finału olimpijskiego, zjadłem obiad, poszedłem spać na dwie godziny, pograłem w "Heroes" na komputerze, zdobyłem złoty medal, a teraz się z wami męczę.

Zasnął pan dwie godziny przed finałem olimpijskim?

- Zmęczony byłem. Jakby pan wstał o 4.30, to też by się panu chciało spać. Zawsze śpię w ciągu dnia.

Kiedy pierwszy raz pan pomyślał, że medal jest w zasięgu ręki?

- Kiedy zdobyłem medal w Walencji w ostatnich halowych mistrzostwach świata. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że jestem blisko osiągnięcia czegoś w Pekinie.

W czasie konkursu bałem się prawie do końca, że ktoś wykona próbę szatana. Znam ich dobrze, z tymi ludźmi startuję na co dzień. Dlatego do piątej kolejki chciałem pchać jak najdalej. Oni przecież mają życiówki o metr lepsze niż moja, nawet ta dzisiejsza. Mimo mojego wzrostu i wagi jestem nadal chłopczykiem przy moich rywalach.

Jest pan oazą spokoju podczas konkursu. Za to niektórzy rywale szaleją...

- Już dawno, właściwie od czterech lat przestałem się kulą przejmować. Myślę, że to jest mistrzostwo, do którego trzeba dążyć. Pewnie byłbym w stanie nawet przeczytać książkę na stadionie w czasie konkursu.

Jest pan jednym z nielicznych, którzy miotają techniką doślizgową.

- To prawda, jesteśmy w odstawce, ale nie poddajemy się. Trzy czwarte sportowców pcha kulę z obrotu. Ale zdobyliśmy medale my, chłopcy z Europy Wschodniej. Rządzimy.

Więcej o: