Siatkarze pobili Egipt. Dobre rachunki małych punktów

Polscy siatkarze chcieli pokonać Egipt możliwie najwyżej. Udało im się, za co mogą zostać nagrodzeni przed ćwierćfinałem. Na razie jako jedyni nie stracili w turnieju olimpijskim nawet seta

Radwańska: Źle czułam się w tym Pekinie ?

Igrzyska w Pekinie Z Czuba i na żywo ?

Jeśli atakujący Mariusz Wlazły w końcówce pierwszej partii dwukrotnie wyręcza rozgrywającego - bo ten właśnie musiał błysnąć w obronie - to wiadomo, że nie wszystko po polskiej stronie siatki odbywa się w idealnym porządku. Choć idealnego porządku w meczu z najsłabszym zespołem grupy wypadałoby się spodziewać.

- Egipcjanie sami sobie zaszkodzili świetnym startem. A nam pomogli - mówił Daniel Pliński. - Obijali nasz blok niemiłosierne, kończyli każdy atak, ale seta przegrali. I chyba przestali wtedy wierzyć, że mogą cokolwiek osiągnąć, skoro nie udało im się nawet w momencie szczytowego dla nich poziomu gry. Dlatego później poszło gładko. Moim zdaniem zaczęliśmy turniej w Pekinie lepiej niż tamte wspaniałe mistrzostwa świata w Japonii. Teraz już nikt nie pamięta, że wówczas przegrywaliśmy np. z Argentyną 19:22. O drobnych kłopotach z Egiptem też zaraz wszyscy zapomną - dodał środkowy reprezentacji.

Miał rację o tyle, że przeciwnicy istotnie siatkarsko rosną w oczach, z imprezy na imprezę. Były selekcjoner Egipcjan Grzegorz Ryś opowiadał, że misję uczenia ich nowoczesnego sportu musiał rozpocząć od spraw najprostszych, np. wpojenia im, iż nie wypada spóźniać się godzinę na trening. Jeśli bowiem w drodze na zajęcia jego gracze wpadali na znajomego, a ten zaprosił na herbatę, nigdy nie odmawiali, a później nawet nie rozumieli, dlaczego mieliby się czuć winni. Na halę w końcu dotarli.

Nie tylko ze względu na swobodny stosunek do obowiązków podczas wielkich turniejów długo pełnili rolę głównie egzotycznej ciekawostki i mecze przeciw niej faworyci musieli zwyczajnie odbębnić. To się może jednak wkrótce zmienić, bo oni rzeczywiście się rozwijają, uderzająco zmieniają się nawet ich sylwetki. Kapitan Hamdy Awad, jeszcze dwa lata temu wyraźnie otyły, na igrzyska brzucha już nie przywiózł, jego koledzy też nabrali w ostatnich latach masy mięśniowej. I we wtorek długo zatrzymywali nawet Wlazłego. Na szczęście znów bardzo regularnie zbijał Sebastian Świderski (75 proc. skuteczności), wspierany przez Michała Winiarskiego, któremu niekiedy brakowało tylko trochę precyzji w zagrywce i przyjęciu (rywale notabene się na niego uwzięli i rzadko przy serwisie obierali sobie za cel kogo innego).

Im dłużej trwała walka, tym przewaga Polaków stawała się bardziej oczywista, w ostatniej partii żal było już patrzeć na zrozpaczonych Egipcjan, którzy stracili cały wigor i wyskakiwali do piłki bez ognia w oczach. Siatkarze Raula Lozano natomiast wciąż z pasją wydzierali każdy punkt, jakby nieustannie błąkała im się po głowach myśl, że drobiazgi mogą zadecydować o awansie do ćwierćfinału bądź korzystniejszej pozycji wyjściowej przed nim, czyli wyższej pozycji w grupie. O tym, że zanosi się na zaciętą walkę po ostatni dzień gry w rundzie eliminacyjnej, przekonał wcześniejszy mecz, w którym Niemcy stawili zdumiewająco twardy opór mierzącym w złoto Rosjanom. Prowadzili 2:1 w setach, zmusili trenera Aleknę do notorycznych roszad w drużynie, w dramatycznym tie-breaku mieli nawet setbola. I choć przegrali, to zostawili wrażenie zespołu zdolnego do napytania kłopotów również Serbii. A nasi siatkarze nie mają prawa być pewni, że udział w ćwierćfinale już sobie zagwarantowali.

Co oznacza, że każda wypocona we wtorek przez Polaków z pomyślnym skutkiem akcja może okazać się bezcenna. FIVB wciąż trzyma się kontrowersyjnej - by nie powiedzieć: nonsensownej - reguły przedkładania stosunku małych punktów zdobytych do straconych nad stosunek setów i to one zadecydują o kolejności w grupie przy równej liczbie zwycięstw. Dlatego bezlitosne powiększanie przewagi w końcówce wczorajszego meczu z Egiptem miało głęboki sens. Drużyna Lozano musiała weń włożyć nadspodziewanie dużo wysiłku, ale pozwoliła rywalom zdobyć zaledwie 49 punktów. To trzy mniej niż uzyskane przez nich w inauguracji przeciw absolutnemu faworytowi - Brazylii.

Polacy wreszcie popłyną w finałach ?