Siatkarki przegrały z Kubą

Nie spodziewałyśmy się, że Kubanki zaatakują nas z takiego pułapu. Dzisiaj poznaliśmy pułap olimpijski i do niego nie doskoczyłyśmy - mówiła smutna Masza Liktoras po porażce siatkarek 1:3 na inaugurację igrzysk

Za leniwie rozkręcającą się drużynę uchodzą Polki, ale tym razem to rywalki potrzebowały całego seta - przegranego - by ochłonąć i wskoczyć na wspominany przez naszą środkową podniebny pułap. Dla siebie normalny, dla zawodniczek Marco Bonitty nieosiągalny. W sobotnie popołudnie w Pekinie poniosły z nimi piątą porażkę z rzędu.

Twardą walkę podjęły tylko Anna Podolec, jako jedyna w miarę regularnie zdobywająca punkty, oraz Małgorzata Glinka, która mizerny dorobek w zbiciach nadrabiała ofiarną obroną w polu. Niestety, pierwsza - bezwzględnie najlepsza w swojej drużynie - wytrwała zaledwie do początku trzeciego seta. Poczuła ból w barku, powiedziała trenerowi, że jest źle. - Widziałem w jej oczach, że muszę ją zdjąć z boiska - opowiadał potem Marco Bonitta. Jak poważny jest uraz, na razie nie wiadomo.

Włoski selekcjoner nie wyglądał na rozczarowanego. On jeszcze przed olimpijską inauguracją zaskakująco uparcie podkreślał, że najważniejszy dzień przyjdzie dopiero w środę, gdy jego siatkarki zmierzą się z Japonią - w meczu jego zdaniem rozstrzygającym o awansie do ćwierćfinału. I teraz sprawiał wrażenie człowieka beznamiętnie akceptującego przykrość, której się spodziewał. - Wyraźnie widzieliśmy różnicę między obiema drużynami - powiedział. - Jestem usatysfakcjonowany, bo moje zawodniczki walczyły do końca. A trafiły na doskonałe przeciwniczki. Typuję, że zagrają w finale z Brazylią - dodał.

Polki rzeczywiście od Kubanek dzieliła przepaść. Zaczęło się nieźle głównie dlatego, że brązowe medalistki igrzysk w Atenach wyrzucały piłkę z aut. Kiedy odzyskały równowagę i precyzję, zyskały przewagę przygniatającą. Zwłaszcza w ataku, choć serwis odbierały przeciętnie. Środkowa Nancy Carillo trafiała ze skutecznością wprost niesamowitą, bo 85-procentową - 17 z 20 prób zakończyła punktem. Jej koleżanki też zbijały bardzo mocno i nawet kiedy piłka natrafiała na blok, to ześlizgiwała się po palcach Polek, by wyfrunąć w aut. Przybita Liktoras z podziwem mówiła właśnie o pułapie, na którym Kubanki uderzały piłkę. - Po prostu nas przeskoczyły, nie sprostałyśmy ich atutom fizycznym - mówiła. - Pierwszy set udał się głównie dlatego, że one popełniały mnóstwo błędów. Potem, jak one się rozruszały, posypała nam się i obrona, i blok.

Tymczasem nasza atakująca Katarzyna Skowrońska wypadła słabiutko, Podolec nie przetrzymała całego meczu, Glinkę wypada usprawiedliwić tym, że Kubanki obijały ją serwisem. Całej trójce nie pomogła Milena Sadurek, która rozgrywała niedokładnie. Opieszale reagował też Bonitta - długo spoglądał na męki siatkarek, zanim zebrał się do zmian. Z przebiegu inauguracji nie łatwo wynaleźć powody do optymizmu, ale nagabywany włoski selekcjoner wciąż przekierowuje uwagę na spotkanie z Japonią. - Jeśli w środę zagramy tak, jak dzisiaj, możemy w nim dokonać czegoś ważnego - powtarza z uporem. - Porozmawiam z dziewczynami, będę je przekonywał, by zachowały spokój. Tutaj już nie zrzucimy skóry i nie założymy innej, umiejętności nie podniesiemy, możemy zadbać tylko o mentalność.

Z uspokajaniem sytuacji Bonitta problemu mieć nie powinien, bo zawodniczki brzmią niemal identycznie. - Nie nosimy głów w chmurach, wiemy, że Kubanki są bardzo mocne i przegrać z nimi można - mówi Liktoras. - Musimy stawiać sobie realne cele i gotować na mecze, które naprawdę możemy wygrać, by awansować do ćwierćfinałów. Ten zimny prysznic na pewno nie odbierze nam chęci i wiary - obiecuje polska środkowa.

Czy to oznacza, że poniedziałkowe spotkanie z broniącymi olimpijskiego złota Chinkami również należy - w oczekiwaniu na środową kulminację - po prostu przecierpieć?

Polska - Kuba 1:3 (25:21,17:25, 20:25, 17:25)

Pierwsze szóstki:

Polska: Podolec, Skowrońska, Glinka, Bednarek, Sadurek, Liktoras, libero: Zenik

Kubca: Ruiz, Santos, Carrillo, Ramirez, Sanchez, Calderon, libero:Mesa