Rozmowa z trenerem Dariuszem Szczubiałem

Rozmowa z trenerem Dariuszem Szczubiałem

Paweł Rzekanowski: Jak na dziś ocenia Pan stan przygotowań kadry do listopadowych spotkań z Łotwą, Estonią i Węgrami?

Dariusz Szczubiał: Trudno to oceniać, dopóki nie będę miał wszystkich zawodników. Ostatni z kadrowiczów (Adam Wójcik i Radosław Hyży - przyp. red.) przyjadą dopiero w poniedziałek, ze względu na to, że ich zespoły grają normalnie w weekend kolejkę ligową. Na razie jest, jak jest. Spotykamy się, powtarzamy to, co przez rok w krótkich okresach czasu zdążyłem przekazać. Odtwarzamy naszą filozofię gry w ataku i obronie, a nic więcej się nie da zrobić. Analizujemy grę przeciwników i przygotowujemy się do poszczególnych meczy. Najbliższym jest Łotwa, więc na razie odbywa się to pod tym kątem.

Który z trzech najbliższych rywali wydaje się najtrudniejszy?

- Założenie minimum to wygrać wszystko (śmiech). Oczywiście jest jakaś kalkulacja. Pierwszy mecz gramy z Łotwą, która była jakąś rewelacją finałów ostatnich mistrzostw Europy. Mają zespół bardzo wszechstronny. Mają świetnych graczy na obwodzie, rzucają bardzo dużo za trzy punkty przy wysokiej skuteczności. Ich topografia rzutów to albo próby z daleka, albo spod kosza, a niewiele z półdystansu. Dlatego są trudni do bronienia, ograniczone są możliwości pomocy gracza środkowego i obrony zespołowej.

Nie irytuje Pana, że nie ma możliwości zebrania wszystkich graczy jednocześnie? To znacznie utrudnia treningi reprezentacji.

- Cóż, taki system jest w Europie i nic na to nie poradzimy. Przepisy mówią, że gracze powinni być do dyspozycji na trzy dni przed meczem. Inne nacje mają jeszcze gorzej. Grecy w ogóle nie mają takiej okazji, bo na niedzielę zaplanowano kolejkę i drużynę zbiorą prosto na mecz. W lepszej są zespoły, które dwa miesiące temu grały w finałach mistrzostwa Europy. Mieli przygotowania półtoramiesięczne, więc pamiętają to, co robili. Ja zebrałem wszystkich możliwych koszykarzy wcześniej, aby mieli okazję poznać ten obiekt. Trochę to zgrupowanie różni się od wcześniejszych - nie ma przewagi graczy z jednego klubu.

W ten sposób łatwiej będzie wykreować lidera zespołu?

- Zobaczymy to po dwóch sparingach, jakie mamy zaplanowane. One sporo wyjaśnią. Pamiętajmy, że nie wszyscy już osiągnęli szczyt formy. Na dzisiaj nie potrafię powiedzieć, czy będzie taki lider. Pewną koncepcję mam, ale tego nie powiem.

Zaskoczył Pan środowisko koszykarskie powołaniem do pierwszego zespołu zaledwie 18-letniego Marcina Stefańskiego, który na co dzień gra tylko w drugoligowym SMS Warka.

- On i Szymon Szewczyk to najlepsi graczy kadry młodzieżowej. Mieli okazje występować w kadrze narodowej w turnieju w Turcji i obaj obok Mariusza Bacika byli najlepsi. Zrobili wręcz furorę. A Łotysze na przykład na ME mieli z ich rocznika kilku zawodników. Nie można sobie pozwoli na to, aby jednym pokoleniem dograć do końca, a później budować noty zespół. To musi być proces ciągły.

Czy jest szansa na to, że Włocławek będzie częściej gościł koszykarzy reprezentacji?

- To już nie zależy ode mnie. Na pewno obiekt jest piękny, w ogóle myślę, że aktualnie najpiękniejszy w Polsce. Jeśli będziemy tu wygrywać, mieli superdoping, to nie widzę problemów, żeby nie przedłużać tego. Ale te decyzje należą też do Polskiego Związku Koszykówki. To są decyzje kolegialnie zapadające.

Dziękuję za rozmowę.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.