Będzie walka żywiołów na otwarcie mistrzostw

60 tancerzy ćwiczy pod okiem Agustina Egurroli przed ceremonią otwarcia mistrzostw świata juniorów. Ten dzień ma zapaść w pamięci bydgoszczan. Będzie kosztował prawie milion złotych.

Dwugodzinna ceremonia ma zaskoczyć i zachwycić kibiców zgromadzonych na bydgoskim stadionie w najbliższy wtorek (początek ok. godz. 20.30). Właśnie wtedy oficjalnie otwarte zostaną 12. mistrzostwa świata juniorów w lekkiej atletyce. Na zakończenie pierwszego dnia zmagań sportowców na stadionie pojawią się m.in. tancerze i zespoły muzyczne, z których największą gwiazdą ma być fiński zespół Sunrise Avenue. Będą się także m.in. Urszula Dudziak i pianista Staś Drzewiecki.

Reżyserem ceremonii jest Konrad Smuga. - To jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy człowiek w tej branży - mówi Wojciech Zaguła, z agencji SOS Music. - Reżyserował już m.in. festiwale w Sopocie, koncerty sylwestrowe dla TVP 2, czy też program Idol - dodaje.

Sam przebieg imprezy okryty jest na razie tajemnicą. Wiadomo, że ok. dwugodzinny program skupiać się będzie wokół walki czterech żywiołów - ognia, wody, powietrza i ziemi. Ważnym elementem będzie też taniec. Choreografem jest znany z programu You Can Dance Agustin Egurrola. Finałem mają być pokazy laserowe i pirotechniczne.

Ci, którzy nie pojawią się na stadionie Zawiszy, będą mogli obejrzeć ceremonię otwarcia w telewizji. - W tej chwili trwają jeszcze rozmowy w sprawie transmisji w telewizji regionalnej. Na pewno będzie retransmisja w TVP 2 - mówi Maciej Grześkowiak, zastępca prezydenta Bydgoszczy.

Bilety na MŚJ kosztują: 60 zł - karnet na wszystkie dni (8-13 lipca); 40 zł - bilet na dzień otwarcia; 20 zł - karnet na pozostałe dni (9-13); 6 zł - bilet na jeden dzień, normalny (poza otwarciem); 3 zł - bilet na jeden dzień, ulgowy (dzieci i młodzież szkolna do 18 roku życia, emeryci i renciści). Nieodpłatnie wchodzą małe dzieci (siedzące na kolanach rodziców lub opiekunów). Bilety nie są numerowane.

woj

Egurrola: Możecie być dumni

Waldemar Wojtkowiak: Przygotowanie choreografii na taką imprezę to chyba spore wyzwanie?

Agustin Egurrola: Tak, ale nie mogę doczekać się dnia, w którym zaprezentujemy publiczności efekty naszej pracy. Gdy wszedłem na ten stadion, to po prostu mnie zamurowało. Wspaniała arena, która chyba na każdym robi ogromne wrażenie. Bydgoszczanie powinni być dumni, że mają takie obiekty. W Warszawie nieprędko doczekamy się czegoś takiego.

Obiekty? Dlaczego mówi pan w liczbie mnogiej?

- Oprócz stadionu Zawiszy macie jeszcze piękną halę Łuczniczka. Cztery lata temu organizowaliśmy tam mistrzostwa świata w tańcu i zostały one uznane za jedną z najlepszych imprez w historii.

Zdradzi pan jakieś tajemnice swego programu?

- Jak już wiadomo związane to będzie z walką żywiołów. Od trzech tygodni w Warszawie w specjalnie wynajętej hali nad programem pracuje 60 tancerzy. Do Bydgoszczy przyjedziemy dzień przed otwarciem. Czyli w sumie nie będziemy mieć za dużo czasu na próby już tutaj na stadionie.

Oglądał pan ceremonię otwarcia piłkarskich mistrzostw Europy w Szwajcarii i Austrii?

- Tak i moim zdaniem, delikatnie mówiąc, była bardzo przeciętna. Przy ich środkach i możliwościach nie spisali się za bardzo. Zupełnie inaczej jest w Bydgoszczy. Władze miasta chcą, by ten dzień był wyjątkowy i my zrobimy wszystko, by tak się stało.

Co wam sprawi największą trudność?

- Ciągle zastanawiam się, jak umieścić tancerzy, by nie zniknęli na tak dużym obiekcie. Zostało jednak jeszcze trochę czasu i obiecuje, że znajdziemy jakieś rozwiązanie.

Wspominał pan o stadionie Zawiszy i hali Łuczniczka. Tylko te miejsca zna pan w Bydgoszczy?

- Oczywiście, że nie. Teraz miałem okazję zobaczyć trochę miasta. W porównaniu z tym, co było cztery lata temu zrobiony został tu ogromny postęp. Podobają mi się ulice. Bydgoszcz to miejsce, w którym się odpoczywa. Jedyną wadą jest ta chyba restauracja [Kaskada - przyp. red.] na Starym Rynku. Zupełnie tam nie pasuje. Niesamowite jest też to nowe centrum handlowe [Focus Park - przyp. red.], które powstało na miejscu dawnych zakładów mięsnych.

Oprócz tańca pana pasją jest też sport.

- W końcu jestem absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego. Ze sportu najbardziej lubię piłkę nożną i boks. Ta druga dyscyplina ma sporo wspólnego z tańcem. Bokserzy to balet mają w nogach.

Ma pan ulubionych pięściarzy?

- Oczywiście kubańskich. Mój mieszkający w Hawanie ojciec był wielkim fanem Teofilo Stevensona, ale nie tylko. Gdy walczył Dariusz Michalczewski, to dzwonił do mnie i prosił o nagrywanie i potem przesyłanie taśm. Z obecnych pięściarzy szanuje barci Kliczko. Dużo mówią, ale gdy wejdą do ringu, to są prawdziwymi wojownikami. Różne są o nim opinie, ale podziwiam go za charakter. Wyjść na ring w USA i mieć przeciwko sobie rywala i kilka tysięcy kibiców to jest wyzwanie.

Rozmawiał Waldemar Wojtkowiak