Wiceprezydent Torunia wiceprezesem PZHL

Wszystkie imprezy w Toruniu? Nie, wcale tak nie będzie. Muszą być zachowane proporcje między północą kraju, a południem - mówi nowy wiceprezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. A jednocześnie wiceprezydent naszego miasta.

Rozmowa ze Zbigniewem Fiderewiczem

Zastępca Michała Zaleskiego niespodziewanie został właśnie wiceprezesem PZHL. I już snuje plany: przede wszystkim chce zająć się odbudową pozycji reprezentacji narodowej.

Filip Łazowy: Wiadomość o pańskiej nominacji na wiceprezesa PZHL to ogromne zaskoczenie.

Zbigniew Fiderewicz: Dlaczego? Hokejem interesuję się od 18 roku życia. W przeszłości byłem też sędzią, ale później ze względu na pracę zawodową miałem długą przerwę. Kiedy tylko wiadomo było, że Zenon Hajduga zrezygnuje z funkcji prezesa PZHL rozpoczęły się poszukiwania nowych kandydatów do władz. Po rozmowach z wieloma osobami związanymi z hokejem, padła propozycja, by ktoś z Torunia trafił do zarządu. Dlatego podjąłem się tego wyzwania. Oczywiście dyskutowałem na ten temat z prezydentem Michałem Zaleskim. Myślę, że warto spróbować. Od czasów modernizacji Tor-Toru, czyli od 2004 r., nasze miasto jest coraz lepiej oceniane przez środowisko hokejowe.

Czyli to nie jest przypadkowy wybór?

- Oczywiście. Poza tym w głosowaniu dostałem naprawdę duże poparcie i moja kandydatura została przyjęta. Doskonale rozumiem, że wiąże się to z dodatkowymi obowiązkami. Ale chcę spróbować. Myślę, że to wyróżnienie nie tylko dla mnie, ale dla całego miasta i województwa.

Od pewnego czasu Toruń cieszy się poparciem działaczy PZHL.

- To efekt pracy wielu osób w naszym mieście. Świetnie zorganizowane zostały mistrzostwa świata juniorów. Toruń dostał prawo do organizacji podobnej imprezy, ale już na poziomie seniorów. Mamy szansę, by się pokazać i musimy ją wykorzystać.

Poprzedni zarząd PZHL nie cieszył się uznaniem wśród kibiców. Co chce pan zmienić w jego funkcjonowaniu?

- Zdaję sobie z tego sprawę. Nie będę jednak komentował tych opinii. Na pewno przyjrzymy się dokładnie temu, co nasi poprzednicy zrobili dobrze a co źle. Jednak nie oceniałbym ich negatywnie. Dla tej dyscypliny sportu zrobili naprawdę sporo. Mecze Polskiej Ligi Hokejowej są transmitowane w telewizji, nareszcie pojawili się sponsorzy. Tego wcześniej nie było.

Jakie będą główne cele nowego zarządu?

- Najważniejsza jest reprezentacja. Będziemy się starali, by ponieść poziom hokeja w naszym kraju. Nie może być tak, że zawodnicy wymyślają różne powody. Tylko po to, by nie grać w kadrze... To wyróżnienie dla każdego zawodnika. Zrobimy wszystko, by sprowadzić dodatkowych sponsorów. Wtedy też łatwiej będzie o lepsze wyniki. Chcemy, by reprezentacja awansowała do światowej elity, a nie zajmowała drugie lub też trzecie miejsce w Dywizji 1. Jeśli będzie sukces, to przełoży się to na większe zainteresowanie hokejem na lodzie. Więcej dzieciaków zainteresuje się tym sportem. Chcemy stworzyć dodatkowe dwa albo nawet trzy ośrodki hokejowe dla najmłodszych. Poza tym ważnym elementem jest również system szkolenia - szczególnie jeśli chodzi o młodzież i trenerów. Nie mamy dobrych polskich szkoleniowców. Trzeba to zmienić. Nie można opierać się tylko na obcokrajowcach.

Czyli Rudolf Rohaczek zostanie zwolniony z funkcji trenera kadry narodowej?

- Powiem tak: chcemy, by to Polak był szkoleniowcem reprezentacji. Poza tym nie będziemy się godzili na łączenie tej funkcji z pracą w klubie. Powstają później niepotrzebne nieporozumienia. Dobrzy polscy hokeiści, którzy kończą kariery, wyjeżdżają pracować za granicę. Prowadzimy już rozmowy z kilkoma osobami i zobaczymy co z tego wyjdzie.

Czy toruński wiceprezes w PZHL to również korzyści dla TKH?

- Na pewno już sporo udało się osiągnąć. W naszym mieście naprawdę atmosfera wokół hokeja jest teraz znakomita. To oprócz żużla najbardziej popularna dyscyplina sportu w naszym mieście. Organizacja w przyszłym roku mistrzostw świata Dywizji 1 jest tego potwierdzeniem. Ale nie wszystko będzie odbywało się Toruniu. Muszą zostać zachowane proporcje pomiędzy północą a południem kraju. Tam jest wiele ośrodków, które nie chcą być pomijane przy organizacji wielkich imprez.