Marek Wasiluk najdroższym piłkarzem w historii Cracovii

Marek Wasiluk jest pierwszym zawodnikiem pozyskanym przez Cracovię przed sezonem. Obrońca podpisał kontrakt na cztery lata i kosztował ponad milion złotych

Janusz Filipiak, prezes klubu przyznał, że na transfer lewego obrońcy Jagielloni zanosiło się od dłuższego czasu. Trwały dyskusje, były różnice zdań, naciskał trener Stefan Majewski, któremu zależało na utalentowanym piłkarzu. - Realizujemy strategię pozyskiwania zawodników młodych, perspektywicznych, grających w kadrze U-21. Tak chcemy budować drużynę - podkreślił Filipiak.

Trener Majewski: - Marka widziałem u prezesa już pół roku temu. Długo do nas szedł, ale z Białegostoku jest przecież 500 km.

To najwyższy transfer w historii klubu. - Nie powiem za ile kupiliśmy Marka, ale to kwota wyższa niż suma za jaką ostatnio pozyskaliśmy zawodnika [Piotr Polczak kosztował 800 tys. zł - przyp. red] - dodał Filipiak.

Tym razem rozmowy z Jagiellonią poszły błyskawicznie. Prezes wyjaśnił dlaczego. - Nie chcę nikogo oskarżać, muszą się jednak dogadać aż cztery strony: zawodnik, klub, którego jest graczem, Cracovia i menedżer piłkarza. Czasami dwóch się nie może się porozumieć, a co dopiero tylu.

Prezes potwierdził, że trwają rozmowy nad pozyskaniem trzech piłkarzy ze Znicza Pruszków. - Nie są łatwe, nie tylko z powodu pieniędzy, w grę wchodzą też chęci oraz układy w środowisku.

Dziś Cracovia wznawia treningi przed startem w Pucharze Intertoto. Na pierwszym treningu zabraknie kilku piłkarzy, w tym Przemysława Kuliga. Prawy obrońca będzie jednak uprawniony do występów z Szachtiorem Soligorsk - może grać także Wasiluk.

Z klubu odejdzie Marcin Bojarski (ponoć zainteresowana jest Jagiellonia). - Pracujemy nad jego przejściem, szukamy dla niego klubu - odparł Filipiak.

Rozmowa z Markiem Wasilukiem

Waldemar Kordyl: Czy po fiasku zimowych rozmów z Cracovią, pół roku spędzone w Białymstoku to stracony czas?

Marek Wasiluk: Nie ma się co patrzeć wstecz. Wiosnę mieliśmy bardzo słabą, ale to taka sytuacja dużo nas nauczyła.

Opuszcza Pan Jagiellonię bez żalu?

- Sentyment zostanie, bo 21 lat żyłem w tym mieście. Gdybym został, nic by się nie stało. Nie płakałbym, bo wiele jeszcze muszę się uczyć. Wszyscy są zadowoleni: ja, Jagiellonia i Cracovia.

Widmo degradacji wiszące nad Jagiellonią przyspieszyło negocjacje?

- Kluby doszły do porozumienia już w piątek. W Jagiellonii znów była zmiana trenera, są spore zawirowania, nie wiadomo, kto będzie kolejnym szkoleniowcem.

Konsultował się Pan z kimś z Cracovii?

- Znam Przemka Kuliga, Łukasza Tupalskiego i kolegów z reprezentacji młodzieżowej, Piotra Polczaka, Kacpra Tatarę i Bartka Dudzica. Zimą rozmawiałem z Przemkiem i bardzo chwalił klub. Po tym, co zobaczyłem, nie potrzebowałem dodatkowych konsultacji.

Pytały o Pana inne kluby?

- Było zainteresowanie, ale Cracovia była najbardziej wiarygodna, lubię załatwiać sprawy szybko i konkretnie.

Największym pańskim atutem jest wzrost?

- Mogę strzelać bramki głową, łokcie i ręce pracują łatwiej, jak rozpędzę nogi, to same biegną. Nie mam kłopotów z koordynacją.

W 25. występach w I lidze strzelił Pan jednego gola.

- Takiej bramki nigdy nie zapomnę. Z Widzewem zagraliśmy pierwszy mecz przy sztucznych światłach w Białymstoku. To był akurat setny gol w I lidze Jagiellonii.

Najlepiej czuje się Pan na lewej obronie?

- Zdecydowanie tak, nawet debiutowałem w młodzieżowej kadrze ze Słowacją na tej pozycji. W Jagiellonii występowałem też na środku obrony oraz jako defensywny i lewy pomocnik.

Trafił Pan od razu do piłki nożnej?

- Zaczynałem od karate, doszedłem do niebieskiego pasa i kilku belek, nie pamiętam nawet jakich.

Wykorzystuje Pan zdobyte umiejętności na boisku?

- To prawda, że dostałem czerwoną kartkę i musiałem opuścić murawę z Lechem.

Zapatrzył się Pan w Jana Kolera?

- Nie ta pozycja, całkiem inny typ zawodnika, no może chciałbym mieć przeszło 50 występów w reprezentacji.

Rozmawiał Waldemar Kordyl