Tomasz Kuszczak przed finałem: W razie czego jestem gotowy

Na razie Edwin normalnie trenuje, nic mu nie dolega, ale - w razie czego - będę gotowy, by zagrać - mówi Sport.pl Tomasz Kuszczak na kilkanaście godzin przed finałem Ligi Mistrzów.

Robert Błoński: Jak wyglądają ostatnie chwile przed najważniejszym meczem sezonu?

Tomasz Kuszczak: W niedzielę mieliśmy luźniejsze zajęcia, bardziej taktyczne. Sir Alex po ciężkim poprzednim tygodniu wyraźnie nam odpuścił. Wylądowaliśmy w Moskwie w poniedziałek, natychmiast pojechaliśmy do hotelu na kolację i odpoczywaliśmy. Wtorek spędziliśmy w pokojach, wieczorem trenowaliśmy. Napięcie rośnie, ale gorączki jeszcze nie ma. Wiemy, po co tu przyjechaliśmy. Nie po to dotarliśmy do finału, by przegrać.

Podoba się panu, że finał LM jest w Moskwie?

- Nam, zawodnikom, właściwie wszystko jedno. Ale kibice mieli utrudnienie ze względu na wizy. Dlatego wielu do Moskwy nie przyjechało. Miasto jest piękne, a stadion Łużniki - duży. Jako 17-latek byłem tutaj na turnieju z kadrą trenera Globisza. W meczu nie zagrałem, ale wiem, jak obiekt wygląda od środka. Widowisko będzie fenomenalne. Czekam na nie ja, czekają moi koledzy. We wtorek do Rosji przylecieli moi rodzice i dziewczyna Ewelina. Każdy piłkarz MU miał możliwość na koszt klubu zabrać na finał trzy osoby. Ja wybrałem najbliższych.

Sponsorem Chelsea jest Rosjanin Roman Abramowicz. On chce triumfu "The Blues" właśnie w swojej ojczyźnie...

- To, z jakiego kraju jest pan Abramowicz, nie ma dla mnie żadnego znaczenia.

Kiedy rozmawialiśmy w sobotę, był pan bardziej wyluzowany.

- Bo przed chwilą obudziłem się z poobiedniej drzemki (śmiech). Na pewno jednak skupienie jest większe. Nie wiadomo, co może się stać. Na razie Edwin normalnie trenuje, nic mu nie dolega, ale - w razie czego - będę gotowy, by zagrać. Na takie mecze każdy czeka, można powiedzieć - całe życie. Głupio byłoby coś zawalić.

Podobno nazwa hotelu, w którym mieszka Manchester, jest tajemnicą dla dziennikarzy i kibiców.

- Mieszkamy w centrum miasta, ale mamy spokój. Nikt nam nie przeszkadza ani na głowie nie siedzi. Zainteresowanie może podnieść adrenalinę i zakłócić przygotowania.

Taktyka na Chelsea już gotowa?

- Mniej więcej wiemy, jak będziemy grać. W Lidze Mistrzów Manchester jest inaczej ustawiony niż w Premiership. Gramy mniej ofensywnie, a to ze względu na to, że w Europie sędziowie nie pozwalają grać tak zdecydowanie jak na Wyspach.

Finał poprowadzi Słowak Lubosz Michel, który dwa lata temu w półfinale uznał dla Liverpoolu gola, którego nie było... "The Reds" wyeliminowali wtedy Chelsea.

- Mam nadzieję, że teraz Słowak nie popełni już błędów. To zdecydowany arbiter, mam nadzieję, że zapanuje nad sytuacją.

Będzie pan trzecim, po Józefie Młynarczyku i Jerzym Dudku, polskim bramkarzem, który wywalczy Puchar Europy?

- Mam taką nadzieję. Szansa jest duża, ale więcej w tej kwestii powiem... po meczu (śmiech). Spotkanie powinno być wyrównane, o wszystkim mogą zdecydować karne. My jednak wolelibyśmy rozstrzygnąć wszystko w półtorej godziny.