Adamek przydzwonił Bellowi

Skoro O'Neill Bell to jeden z najlepszych bokserów świata, to jak określić Tomasza Adamka? Polak w świetnym stylu wybił boks z głowy Jamajczykowi. Po siódmej rundzie Bell uciekł z ringu!

To miał być najtrudniejszy rywal w dotychczasowej karierze "Górala". I możliwe, że był. Tylko że ciężko to ocenić, bowiem w sobotę w katowickim Spodku walczył "najlepszy Adamek w historii", jak trafnie nazwał go po walce trener Andrzej Gmitruk.

Już przed walką gołym okiem widać było, że Adamek czuje się świetnie. Wchodził do ringu skoncentrowany, ale i wyluzowany. Kiedy zdjął szlafrok, nawet Bell musiał kiwnąć z uznaniem głową. Na ciele jego rywala nie było ani grama tłuszczu, tylko wspaniała muskulatura. - Siła siłą, ale kluczem do sukcesu był dystans i lewy prosty. Boks to prosty sport, ale trzeba walczyć z głową - Adamek jak zwykle skromnie wytłumaczył swoją wygraną.

To jednak nie lewy prosty, ale zaskakujący sierp zadany prawą ręką już w pierwszej rundzie zamroczył Bella. Jamajczyk przyklęknął i choć szybko wstał, boleśnie i szybko przekonał się, że Adamek - były mistrz kategorii półciężkiej - w wyższej wadze też ma czym przyłożyć.

Za to Bell, może poza piątą rundą, ani na moment nie zagroził Polakowi. Żelazna kondycja i świetna praca nóg sprawiły, że Bell nie potrafił zadać kombinacji ciosów, która byłaby problemem dla Polaka. - Mieliśmy go rozpracowanego. Walczył tak, jak założyliśmy, polował na decydującą petardę, chciał się wdać w bójkę. A ja wdawania się w bijatykę Tomkowi zabroniłem - opowiadał po walce Gmitruk.

Bell słabł po każdej rundzie, po każdej rundzie żalił się też swojemu narożnikowi, że nie może trafić Adamka. Po siódmej rundzie miał już dość. "Król nokautów", "Supernova", "Dający piekło" miał dość ringowych popisów "Górala". Po chwili w szatni pomocy udzieliło mu katowickie pogotowie. Bell nie chciał komentować swoje decyzji. - Życie, panowie - rzucił tylko i pomknął do taksówki. Dlaczego taki ringowy twardziel (26 zwycięstw i aż 24 przez KO!) wymiękł? Miał problemy ze zrobieniem wagi, jeszcze w środę zmienił hotel, bo potrzebował stałego dostępu do sauny. Nie jest też tajemnicą, że pierwszy solidny posiłek podczas tygodniowego pobytu w Polsce O'Neill zjadł dopiero po piątkowym ważeniu. W żaden sposób nie umniejsza to triumfu Adamka. - Nie przeceniałbym tego zbijania wagi. Miał bodajże 4-5 kg nadwagi, dla boksera zrzucenie takiego balastu to nie problem - tłumaczył Adamek, a po sobotniej walce kwestionować jego słów najzwyczajniej nie wypada.

Porażka w Katowicach to chyba koniec byłego niekwestionowanego mistrza wagi juniorciężkiej. Za to początek wielkiej szansy Adamka. Walka była oficjalnym eliminatorem do pojedynku z Steve'em Cunninghamem, mistrzem świata federacji IBF. Z pogromcą Krzysztofa Włodarczyka "Góral" zmierzy się prawdopodobnie we wrześniu.

Tomasz Adamek dla "Metra"

Wygranej specjalnie nie świętowałem, zero alkoholu, dziś mógłbym walczyć jeszcze raz. Tak naprawdę nie mam czasu na odpoczynek. Wakacje? Na to przyjdzie czas na emeryturze, najbliższe dni spędzę w domu, poobijam się trochę. Za dwa tygodnie lecę do Stanów i znów do pracy. Oczywiście teraz cel numer jeden to Steve Cunningham i jego pas IBF. Mój prawnik Pat English jeszcze przed pojedynkiem z Bellem rozmawiał z jego ludźmi, dogadamy się na pewno. Polska czy Stany? Możliwe, że walka odbędzie się w Polsce. Steve jest mistrzem, ale to taki zawód, że jak dają więcej, to nie masz wyjścia - musisz walczyć tam, gdzie cię chcą. Możliwe jednak, że do tej walki dojdzie dopiero we wrześniu. Na taki scenariusz jesteśmy przygotowani. Mój promotor Ziggy Rozalski wspominał, że w lipcu mógłbym powalczyć w Stanach w wadze ciężkiej, ale - co tu dużo mówić - z jakimś średniakiem. Na razie nie myślę poważnie o wyższej kategorii wagowej.

Cieszę się z wygranej. Bell ma nazwisko, walkę transmitowano w kilku krajach i teraz wielu ludzi wie, kim jest Adamek.