Kabaret z Sebastianem Milą

W środę ŁKS podał, że Mila będzie jego piłkarzem, w czwartek rano to odwołał, a wieczorem znów zaczął rozmawiać z zawodnikiem Valerengi Oslo

Ostatni dzień, w którym w Polsce można było dokonywać transferów, przy al. Unii był bardzo burzliwy.

Jego początek najbardziej zaskoczył trenera Mirosława Jabłońskiego, który dowiedział się, że nie będzie miał w kadrze Mili. Jeszcze w środę wieczorem było niemal pewne, że były reprezentant Polski wiosną pomoże drużynie w utrzymaniu się w ekstraklasie. - Bardzo chciałem przyjść do ŁKS - mówi piłkarz. - Planowałem wrócić do Polski, aby regularnie występować w meczach. A to gwarantował mi łódzki klub.

Zdziwiony zawodnik

Mila nie ukrywa, że chciał odbudować formę i walczyć o miejsce w kadrze Polski. Miał być wypożyczony do końca sezonu z opcję pierwokupu. ŁKS zrezygnował jednak z podpisania kontraktu.

- W czwartek rano dostałem informację, że ŁKS nie chce mnie, choć wcześniej uzgodniliśmy szczegóły mojego przejścia, a moje żądania finansowe zostały zaakceptowane. Dlatego jestem zdziwiony postawą łódzkich działaczy - opowiadał przed południem zawodnik.

Marek Chojnacki, dyrektor sportowy ŁKS SSA, najpierw potwierdził, że rozmowy transferowe zostały przerwane. Nie chciał mówić o przyczynach niepowodzenia. Później jednak przyznał, że wrócono do negocjacji.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że klub z al. Unii nie był w stanie zapłacić prowizji Karolowi Glombowi, menedżerowi piłkarza. Ten jednak zaprzecza i podkreśla, że zrezygnował z prowizji.

- Rano zadzwonił do mnie Algimantas Breikstas [współwłaściciel ŁKS SSA - red.] z informacją, że rezygnują z pozyskania Mili - mówi Glomb. - Tymczasem po godz. 15 przyszła faksem nowa oferta z Łodzi dla Sebastiana Mili. Jeśli będziemy zadowoleni z propozycji, późnym wieczorem podpiszemy umowę.

Wciąż niewykluczony jest transfer Ensara Arifovicia do Karpat Lwów. Według naszych informacji, niespodziewana zmiana stanowiska w sprawie Mili wiąże się właśnie z transferem bośniackiego napastnika. Zarobione za niego pieniądze ŁKS chciałby przeznaczyć na wypożyczenie Mili na trzy miesiące.

Szybko znaleziono jednak alternatywę dla Mili. Jest nią Brazylijczyk Everton, który jesienią występował w Jagiellonii Białystok. Inny zawodnik, którym ŁKS się interesował - Marcin Smoliński z Legii - wczoraj definitywnie odrzucił ofertę.

Dla klubu z al. Unii najważniejsze jest jednak znalezienie dobrego napastnika, bo w kadrze został tylko Arifović. Dlatego włączono do kadry Brazylijczyków Mullera i Rodrigo Rochę Soaresa. Na testach był też Domagoj Abramović, ale nie przekonał szkoleniowców. Po drugie zaś, w kadrze pierwszoligowego zespołu może być 25 piłkarzy, zaś w ŁKS limit został już przekroczony.

Dwóch odeszło

Trener Mirosław Jabłoński przeciwko Legii będzie mógł już skorzystać z usług brazylijskiego pomocnika Jovina, bo jego certyfikat dotarł już do Polski. Do późnego wieczora w ŁKS czekano, czy peruwiański Alianza Atletico Sullana zgodzi się wypożyczyć za darmo reprezentanta Gambii Yankubę Ceesaya.

Prawdopodobnie z kadry ubędzie wkrótce Adam Cieśliński, który chce wrócić do TKP Toruń. - Chcę tam grać, a nie siedzieć w ŁKS na ławce - mówi piłkarz. Sebastian Przybyszewski został wypożyczony do Śląska Wrocław, a Paweł Budniak do KSZO Ostrowiec.

Mimo niepowodzenia z Milą trener Jabłoński jest zadowolony z ostatnich transferów, bo poza atakiem na każdej pozycji ma przynajmniej dwóch równorzędnych zawodników.

Kolejnym sprawdzianem dla jego drużyny będzie sobotnie spotkanie z Legią w Warszawie (o godz. 16).1