Złoto Faraonów

Nie mają gwiazd jak Kamerun, Ghana czy Wybrzeże Kości Słoniowej, ale jako drużyna nie mają sobie równych na Czarnym Lądzie. Egipt drugi raz z rzędu zdobył Puchar Narodów Afryki. Znów w pełni zasłużenie

Didier Drogba (WKS, Chelsea) czy Michael Essien (Ghana, Chelsea) to piłkarze, których zna każdy kibic na świecie. Kto zna zaś Mohameda Aboutreika, Zidana (nie francuskiego "Zizou" Zidane'a) czy El-Hadary'ego? Od wczoraj na pewno już nie tylko przeszło 80 mln Egipcjan.

Piłkarze Hassana Shehaty znów udowodnili, że w futbol nie grają nazwiska, tylko całe drużyny. "Faraonowie" mieli zaś drużynę kompletną i trenera najwyraźniej nieomylnego. W finale PNA przeciw Kamerunowi Shehata znów zastosował archaiczne na pierwszy rzut oka ustawienie 3-5-2. Ale ów archaizm znów okazał się strzałem w dziesiątkę. As Barcelony Samuel Eto'o i jego niemniej znani koledzy z ekipy "Nieposkromionych Lwów" nie potrafili sforsować linii składającej się zaledwie trzech defensorów i - co znacznie bardziej brzemienne w skutkach - byli bezradni wobec piątki pomocników.

Nikogo nie powinno więc dziwić, że trener Shehata jest w Egipcie człowiekiem tak znanym i popularnym jak wciąż cieszący się dużą estymą prezydent Hosni Mubarak. Od kiedy przejął reprezentację od słynnego Włocha Marco Tardellego, prowadzi ją silną ręką. Dwa lata temu bez mrugnięcia okiem posadził na ławkę najbardziej znanego wówczas gracza znad Nilu - Mido - i niemal bez jego udziału wygrał PNA. Teraz "terapię ławkową" zastosował wobec najnowszego idola Egipcjan Mohameda Zidana. Shehata za nic miał, że afrykański Zidan w ojczyźnie cieszy się większą popularnością niż znany na całym świecie najlepszy piłkarz przełomu wieków Zinedine Zidane. Krnąbrny Zidan, na co dzień gracz HSV - w Europie bardziej niż z dobrej gry "zasłynął" jednak z... kradzieży luksusowego zegarka czy licznych mandatów za zbyt szybką jazdę - decyzję szkoleniowca przyjął bez komentarza.

Egipskiej prasie powiedział, że to Shehata jest szefem i on będzie się go słuchał.

Ciekawe, co szef powiedział Zidanowi przed tym, jak wczoraj wpuszczał go na boisko w drugiej połowie finału? Mohamed, który co prawda nie jest ułomkiem, przepchnął wielkiego Rigoberta Songa jak dziecko, odegrał piłkę do Mohameda Aboutreiki, a ten nie dał szans wyśmienicie spisującemu się wcześniej Carlosowi Kamenimu. To był gol na drugi z rzędu triumf Egiptu w Pucharze Narodu Afryki. Nad Nilem, podobnie jak dwa lata temu, fetowanie sukcesu potrwa zapewne kilka dni...

Finał: Egipt - Kamerun 1:0 (0:0) (Aboutreika 78.), mecz o trzecie miejsce: Ghana - Wybrzeże Kości Słoniowej 4:2 (1:2) (Muntari 10., Owusu-Abeyie 70.

Agogo 80., Dramani 84. - Sanogo 24. i 32.)

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.