Almeria - Legia 4:3. Niepokój o obronę

Piłkarze Legii ponieśli pierwszą porażkę w tegorocznych sparingach, ale nie z byle kim. Ulegli ósmemu zespołowi ligi hiszpańskiej - Almerii - 3:4

W zespole rywali niemal cały mecz zagrał Kalu Uche. Nigeryjczyk jest doskonale w Polsce znany, bo kilka lat temu występował na prawym skrzydle Wisły Kraków. Kilkakrotnie losy jego i jego drużyny krzyżowały się właśnie z Legią, za jego bowiem czasów tylko te zespoły zdobywały mistrzostwo. W Almerii gra w środku pomocy.

Gospodarze nie wystawili najsilniejszego składu. Z drużyny, która kilka dni temu na tym samym stadionie pokonała w lidze Real Madryt 2:0, został właśnie Uche oraz Ortiz i Alvaro (ten drugi na ławce rezerwowych).

Aby zagrać mecz, legioniści zdecydowali się na prawie 300-kilometrową podróż. - Nie lubię daleko jeździć na mecze sparingowe, ale tym razem się opłaca. Rywal gwarantuje nam wysoki poziom - stwierdził trener Jan Urban.

Tym razem polski szkoleniowiec nie eksperymentował ze składem jak w poprzednich sparingach. Wystawił skład, który w tej chwili można uznać za najsilniejszy.

Na początku nie wiodło mu się najlepiej. Przez pierwszy kwadrans warszawianie w ogóle nie zagrażali Hiszpanom, a pierwsza groźniejsza akcja gospodarzy przyniosła im powodzenie - Paunović uderzył głową precyzyjnie pod poprzeczkę.

W ciągu dwóch następnych minut Takesure Chinyama pokazał, że bywa bardzo denerwujący. Dostał doskonałe podanie od Piotra Gizy, wyszedł na pozycję sam na sam z bramkarzem i tak uderzył zewnętrzną częścią buta, że ta z niedużej odległości przeleciała kilka metrów od bramki. Za chwilę tak strzelił z linii pola karnego, że poleciała tak samo, tyle że obok słupka z drugiej strony bramki.

Tymczasem piłkarze Almerii wykorzystali serię błędów legionistów i po tym, jak Skaba z trudem odbił lecącą w jego kierunku piłkę po interwencji Inakiego Astiza (hiszpański stoper Legii bardzo chciał się pokazać w ojczyźnie, ale w pierwszej połowie skutek był taki sobie), Cisma wjechał z nią do warszawskiej bramki.

Gdy wydawało się, że mecz może zakończyć się nawet pogromem, Legia się otrząsnęła. Tomasz Kiełbowicz dośrodkował z lewego skrzydła, Chinyama tradycyjnie do niej nie doszedł, a kiedy zdawało się, że jest po akcji, bramkarz zderzył się z dwoma obrońcami i piłka wpadła pod nogi Miroslava Radovicia. Serb zdobył kontaktowego gola.

Hiszpanie jeszcze raz podwyższyli wynik, kiedy po wrzutce z lewej strony boiska Ortiz kopnął z woleja, a piłka między jego nogami przekroczyła linię bramkową. I kiedy już naprawdę wydawało się, że może być tylko gorzej, Legia znowu się podniosła.

Ponownie też zadziwił Chinyama. Edson dośrodkował, a napastnik z Zimbabwe wbiegł na piłkę, uderzając ja głową tuż po uderzeniu o trawę. Specjalnie nie celował, to i padła bramka. A chwilę po przerwie znowu dośrodkował Edson (tym razem z rzutu rożnego), zaś Chinyama uderzył już zdecydowanie tam, gdzie chciał.

Legia pod koniec pierwszej i od początku drugiej połowy naprawdę dobrze grała. Jednej z licznych okazji nie wykorzystał jednak Jakub Rzeźniczak, który jeszcze nigdy nie trafił w polskiej lidze.

Tak jak w meczu z FC Kopenhaga, trener Urban w końcu zrobił swój firmowy eksperyment, tzn. pół godziny przed końcem zmienił całą drużynę. Wtedy starzy weszli za młodych, teraz odwrotnie. Na boisko nie wszedł jednak Sebastian Szałachowski.

Po wejściu młodych mecz się wyrównał, bo przez poprzednie 30 minut grała głównie Legia, ale mimo to straciła gola dwie minuty przed końcem spotkania. Przy główce Guilherme Maciej Gostomski nie miał szans.

Legia w szóstym meczu hiszpańskich zgrupowań poniosła pierwszą porażkę. W trakcie poprzedniego zgrupowania nie straciła żadnego gola. Teraz aż pięć w dwóch meczach. - Musimy bardziej uważać na to, jak się zachowujemy w obronie. Cztery stracone bramki to jednak za dużo. Ale jestem zadowolony, że znowu prawie wszyscy zagrali - mówił trener Urban po meczu.

UD ALMERIA - LEGIA WARSZAWA 4:3 (3:2): Paunović (13.), Cisma (20.), Ortiz (33.), Guilherme (88.) - Radović (22.), Chinyama (38., 48).

Almeria: Alcalde - Rekarte, Luismi, Acasieste, Cisma - Ortiz (83. Hugo), Soriano, Iriney, Uche (87. Escoriza), Guilherme - Paunović.

Legia do 60. min: Skaba - Rzeźniczak, Szala, Astiz, Kiełbowicz - Radović, Vuković, Roger, Giza, Edson - Chinyama.

Legia od 60. min: Gostomski - Bronowicki, Booysen, Augustyn, Smoliński - Frączczak, Ekwueme Ż, Borysiuk, Korzym, Rybus - Grzelak.

Widzów: 5 tys.