Asseco Resovia wygrywa za dwa punkty

Siatkarze Asseco Resovii pokonali w piątkowym meczu Polskiej Ligi Siatkówki Jadar Radom 3:2 i dopisali do swojego konta kolejne dwa punkty. Radomianie z Rzeszowa wywieźli jedno ?oczko?

Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Dzisiaj z trzech zakontraktowanych środkowych z podstawowego składu nie grał ani jeden. Młodzi chłopcy muszą się jeszcze dużo uczyć, ale dodali swoich parę punkcików i udało się wygrać - mówił po meczu kapitan Asseco Resovii Paweł Papke.

Słowa "Papkina" oddają to, co stało się jeszcze przed rozpoczęciem piątkowego meczu. Do kontuzjowanych już wcześniej Michała Kaczmarka i Łukasza Perłowskiego na porannym treningu dołączył Kubańczyk Ihosvany Hernandez. - Poczuł ból w plecach. Próbował jeszcze atakować na rozgrzewce, ale dalej go bolało i nie mógł grać - tłumaczył trener rzeszowian Andrzej Kowal, któremu do dyspozycji zostali tylko młodzi Tomasz Kusior i Dawid Gunia. - Nie ukrywam, że założenia były takie, żeby dużo grać Hernandezem. Chwała jednak tym młodym chłopakom za to, że swoją grą pomogli dzisiaj całej drużynie - dodał Kowal, który jednak ma teraz spory problem. We wtorkowym meczu Challenge Cup będzie miał do dyspozycji tylko jednego środkowego. Gunia nie może bowiem występować w barwach Asseco Resovii w europejskich rozgrywkach, bowiem został już wcześniej zgłoszony jako zawodnik Skry Bełchatów. - Jakoś damy sobie radę - uspokaja Kowal.

Strata Hernandeza mocno chyba załamała resoviaków, bowiem początek meczu praktycznie przespali. Bardzo wyraźnie przegrali z radomianami rywalizację na siatce, słabo atakowali i blokowali. Rywale natomiast mylili się rzadko. Najczęściej błędy zdarzały się im w polu zagrywki, gdzie popsuli aż 10 serwów. Rzeszowianie nie potrafili jednak tego wykorzystać. - Jadar nas zaskoczył. Spodziewaliśmy się, że będą walczyć, ale nie, że aż tak - stwierdził po spotkaniu przyjmujący gospodarzy Piotr Gabrych. - W naszym przypadku tworzy się chyba takie prawidło, że pierwszego seta zaczynamy na ręcznym hamulcu - dodał.

Hamulec resoviacy spuścili w drugim secie, choć w większości to rywale dyktowali warunki gry. Poprawiła się jednak skuteczność w ataku podopiecznych trenera Kowala, a także pojawiła się coraz trudniejsza zagrywka. Do gry zaczęli się włączać również środkowi, a skrzydłowi raz za razem pokonywali blok rywali. - Atak ze skrzydeł był dziś naszym atutem - ocenił szkoleniowiec Asseco Resovii. Wystarczyło to jednak na wygranie tylko drugiego i trzeciego seta. - W końcówkach tych partii popełniliśmy kilka głupich błędów, co zaważyło na naszych porażkach - tłumaczył kapitan Jadaru Sebastian Pęcherz.

Pęcherz wraz z kolegami zdobyli się jeszcze na jeden zryw w czwartym secie. Wykazali większą skuteczność w grze z kontr, co dało im wygraną i pewny jeden punkt, a o zwycięstwie w całym meczu miał zadecydować tie-break. W tym znowu do dobrej gry wrócili rzeszowianie, a zawodnicy Jadaru zaczęli popełniać coraz więcej prostych błędów. Skuteczność z wcześniejszych partii zatracił młody Wojciech Żaliński, który z konieczności zagrał na pozycji atakującego, a z którego zatrzymaniem rzeszowianie mieli spore problemy. - Musiałem zagrać na ataku, bo Marcin Owczarski jest kontuzjowany, a Marco Liefke nie wiadomo dlaczego ma kryzys. Trener dał mi szansę, ale nie jestem z siebie zadowolony. Zrąbałem chłopakom tie-breaka. Skończyłem tylko jedną piłkę, a miałem ich znacznie więcej - tłumaczył Żaliński.

- W piątej partii zabrakło nam precyzji, bo przyszło zmęczenie. Ogólnie jednak jestem zadowolony z tego jednego punktu, bo w Rzeszowie zawsze ciężko się gra i trudno o wygraną - stwierdził trener radomian Wojciech Stępień. Zadowolony był także trener Asseco Resovii. - Cieszymy się z dwóch punktów. Niektórzy mówili, że jest to strata punktu, ale ja tak nie uważam. Nie ma co ukrywać, że po jednym sparingu w Sosnowcu nie byliśmy w pełni przygotowani i nadal nie jesteśmy - mówił Kowal.

marcin.lew@rzeszow.agora.pl

Asseco Resovia: Ilić, Gabrych, Gunia, Papke, Łuka, Kusior oraz Ignaczak (libero), Mitrović, Kozłowski.

Jadar: Maciończyk, Kocik, Nowik, Żaliński, Pęcherz, Kokociński oraz Obdrzalek (libero), Gawryszewski.

Sędziowali: Krzysztof Szmydyński (Góra Śląska) i Katarzyna Sokół (Wrocław).

Widzów: 3,5 tys.