Działacze biorą sprawy w swoje ręce

Małopolskie (i nie tylko) kluby Polskiej Ligi Hokeja chcą przejąć stery Polskiego Związku Hokeja na Lodzie.

- Prezesa Zenona Hajdugę znam od lat. Miał lepsze i gorsze chwile. Teraz jednak nadszedł czas zmian - mówi Andrzej Podgórski, prezes Podhala Nowy Targ. Kadencja zarządu PZHL-u kończy się w maju 2008 roku.

Przedstawiciele klubów dyskutują na temat przyszłości ligi oraz zmian we władzach krytykowanej centrali. Wśród potencjalnych kandydatów na następcę Hajdugi wymienia się m.in. Andrzeja Skowrońskiego, prezesa GKS-u Tychy, Andrzeja Podgórskiego, a także byłych hokeistów Leszka Tokarza i Wiesława Jobczyka.

Andrzej Urbańczyk, prezes Unii Oświęcim, deklaruje poparcie ("dwie ręce do góry") dla obu eks-zawodników, jako niezwiązanych z klubami. - Każdy chciałby ten tort ugryźć. Ten Hajduga nie jest taki zły, ale otacza się niektórymi nieodpowiednimi ludźmi - dodaje Urbańczyk.

Prezes Podgórski wymienia problemy polskiego hokeja: - Słabość ligi, zero postępów w promocji i brak reprezentacyjnych wyników. To wszystko wpływa na smutny wizerunek związku. Często dyskutujemy o potrzebie zmian. Możemy zaangażować się w przygotowanie programu naprawczego.

Andrzej Kostecki, prezes Stoczniowca Gdańsk, dementuje kuluarowe głosy o tajnym spotkaniu działaczy w Zakopanem: - Są prowadzone rozmowy, ale na tym etapie nie warto o tym mówić. Po zakończeniu ligi pojawi się czas na wypracowanie strategii.

Nieco w opozycji pozostaje Unia Oświęcim. - Gdyby nie śmieszne prawo Bosmana, któremu przyklasnęła większość klubów, nasza drużyna nie przeżywałaby gehenny - uważa Urbańczyk. - Poczekajmy do Walnego Zgromadzenia, mamy dziewięć głosów, postaramy się wykorzystać je jak najlepiej.