Bayern wygrał jesień pięcioma bramkami

Bawarczycy, którzy w transfery przed sezonem wpakowali 70 mln euro, mieli w cuglach wygrać Bundesligę. Tymczasem po rundzie jesiennej ledwie różnicą pięciu bramek prowadzą nad Werderem Brema. Wiosna będzie ciekawa na boiskach w Niemczech.

Szczęśliwy Łukasz i wściekły Lukas - dwaj Ślązacy - tuż przed godz. 18 schodzili z boiska stadionu Olimpijskiego w Berlinie. Łukasz Piszczek - urodzony w Czechowicach - Dziedzicach zawodnik Herthy Berlin wraz ze swymi fanami po ostatnim gwizdku słynnego arbitra Markusa Merka cieszył się z remisu z Bayernem Monachium. W tym samym czasie Lukas Podolski - rodem z Gliwic - reprezentujący dziś najsłynniejszy klub w Niemczech wraz z Francuzem Franckiem Ribérym wściekli, z mocno zaciśniętymi ustami unikając jakichkolwiek spojrzeń, bocznym przejściem uciekali przed pytaniami reporterów.

Zanim dwaj Łukasze spotkali się na murawie, zamienili parę słów podczas rozgrzewki. - Rozmawialiśmy o świętach. Poldi spędzi Boże Narodzenie w Polsce - mówi Piszczek.

Później Podolski wyszedł od pierwszej minuty w składzie Bayernu, a Piszczek - od 23 listopada leczył pachwinę - do 72 min. przesiedział na ławce rezerwowych Herthy. Gdy były napastnik Zagłębia Lubin wchodził na boisko za słabiutkiego Fabiana Lustenbergera - spiker awizował go głośnym Lu-kas!. Miejscowi fani coś zamruczeli, za to przyjezdni krzyknęli: Po-dol-ski. Piszczek musi zagrać kilka spektakularnych meczy, żeby Niemcom z Berlina "szcz" przeszło przez gardło. Siedzący kilka lat na ławce rezerwowych Herthy Tomasz Kuszczak nie nauczył ich trudnej do wymówienia polskiej zbitki liter.

Mecz dowiódł, że remis nie musi być rezultatem sprawiedliwym - remis nie musi też cieszyć wszystkich uczestników spotkania.

Bayern przez 67 proc. czasu gry był w posiadaniu piłki (Hertha tylko 33 proc.). Bawarczycy oddali 19 strzałów na bramkę Jarosława Drobnego (Hertha tylko 8 razy straszyła Michaela Rensinga). Bayern miał siedem rzutów rożnych przy dwóch Herthy. Jednak 75 tys. kibiców zapewne na dłużej zapamięta z tego meczu dwie sytuacje: strzał Węgra Pala Dardaia z 59. min. doskonale sparowany na róg przez Rensinga i świetną paradę Drobnego broniącego uderzenie Poldiego z 11 metrów w 75 minucie.

- Nauczyliśmy się, że można wygrywać mecze grając na pół gwizdka i to nas gubi - oceniał grę Bayernu w ostatnim czasie kolejny polski uczestnik tego meczu, Mirosław Klose, w wywiadzie dla kanały BayernTV.

Atmosfera w FC Hollywood jest fatalna. Mimo, że opinię Klosego popierają też inni gracze Bayernu, to za otwartą krytykę kolegów kara finansowa i odsunięcie od składu spotkały kapitana Bawarczyków Olivera Kahna. Do stolicy Niemiec nie przyjechał też Luca Toni. Dlatego od pierwszych minut zagrał Podolski.

Bawarczycy atakowali. Byli - zdecydowanie dominującym zespołem. Już w 8. min Klose powinien na 1:0 dla Bayernu zamienić idealne podanie Ribéry'ego, ale chybił z 7 m. Jeśli nie Klose, to Martin Demichelis powinien strzelić gola w 16 min. po centrze Christiana Lella - też nie trafił. Z drugiej strony pierwszy zagrożenie wniósł Gilberto, który w w 21 min był sam na sam z Rensingiem, ale zepchnięty na bok pola bramkowego strzelił wzdłuż bramki.

Druga - bardziej wyrównana - połowa nie przyniosła zmiany wyniku.

- Dla nas ważne jest, że po słabszych meczach zdobyliśmy punkt - mówi Piszczek. - Bardzo tych punktów potrzebujemy, bo po ostatnich meczach przesuwamy się coraz niżej w tabeli.

W ostatnich pięciu spotkaniach "Stara Dama" zdobyła zaledwie trzy punkty. W Berlinie coraz głośniej słychać niezadowolenie z prowadzenia drużyny przez Szwajcara Luciena Favre. Bayern w tym samym czasie zdobył osiem punktów, ale wrzawa wokół Bayerny jest jeszcze większa, bo Werder Brema, HSV Hamburg i Bayer Leverkusen są coraz bliżej.

Wynik meczu w Berlinie do końca ani drgnął, jednak co chwilę zmieniał się w Bremie, gdzie Werder tracący dwa punkty do Bayernu, podejmował Bayer Leverkusen. Jednocześnie zmieniały się nastroje kibiców Olympiastadion w Berlinie.

Gdy w 6. min. Tranquillo Barnetta wyprowadził na prowadzenie zespół z Leverkusen, ryknął z radości sektor 10 tys. kibiców z Monachium - wynik zapewniał Bawarczykom tytuł mistrzów jesieni. Aplauz kibiców Herthy był nieco cichszy po tym, gdy w 30 min Ivan Klasnić wyrównał na 1:1. Jednak od chwili, gdy tuż po przerwie Argentyńczyk Diego wykorzystał niefortunną interwencję Lukasa Sinkiewicza, strzelając na 2:1 dla Werderu cieszyli się tylko rywale Bayernu. Bremeńczycy zwiększali przewagę, ale żeby zostać mistrzami jesieni - przy remisie Bayernu - musieliby wygrać różnicą ośmiu goli. Strzelili pięć - mogli jeszcze kilka, ale o ośmiu mowy nie było, zwłaszcza, że w pierwszej połowie meczu w Bremie, to goście z Leverkusen grali lepiej. Jednakże po golu Diego byli już tylko tłem dla Wedreru. Gdy w 76 min. Stefan Kiessling strzelił dla "aptekarzy" drugiego gola, nikt z kolegów nie podbiegł mu pogratulować - bremeńczycy mieli bowiem wówczas już pięć bramek na koncie i bramka Kiesslinga nawet nie otarła łez kibiców Bayeru.

Za to drugi gol zdobyty w sobotę przez Arminię w pojedynku z VfB Stuttgart ucieszył fanów z Bielefeld. Bramkę strzelił Artur Wichniarek i było to już jego siódme trafienie w tym sezonie (zaledwie po dwa gole więcej mają czterej liderzy klasyfikacji strzelców).

Wichniarek, w doliczonym czasie gry, wykończył akcję Sibusiso Zumy z RPA pieczętując wygraną swego zespołu. Wcześniej prowadzenie dla Arminii uzyskał Jonas Kamper strzałem z trzydziestu metrów po błędzie Raphaela Schäfera.

Zanim Wichniarek strzelił gola, za jego przyczyną skład VfB zmniejszył się do dziewięciu graczy na boisku. Najpierw po faulu na Polaku drugą żółtą kartkę w 73 min. otrzymał Meksykanin Pavel Pardo. 13 minut później nie wytrzymał kolejny Meksykanin Ricardo Osario. Po jego brutalnym ataku na Wichniarka sędzia Manuel Grafe wyjął z kieszonki od razu czerwony kartonik.

Napastnik Arminii nie ma tyle szczęścia, co Podolski i Piszczek i na razie może tylko pomarzyć o wizycie w ojczyźnie. Już w niedzielę rano wsiadł do samolotu i udał się w kilkunastogodzinną podróż do Chin. Tam Arminia rozegra dwa pokazowe mecze z miejscowymi rywalami.

Teraz w rozgrywkach Bundesligi zaledwie półtoramiesięczna przerwa. Po niej 1 lutego pierwsi do boju ruszą liderzy z jesieni - Bayer Monachium - którzy zagrają z Hansą w Rostocku. Jeśli marzą o 21. tytule mistrza Niemiec - a nie wolno im myśleć o czymkolwiek innym - muszą grać zdecydowanie skuteczniej niż pod koniec jesieni.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.